Krakowianin poległ w Kazaniu. Nie będzie walki o mistrzostwo

Szansa na walkę o tytuł mistrza świata była stawką środowego pojedynku bokserskiego z udziałem Mariusza Wacha. Bokser rodem z Krakowa stanął oko w oko z jednym z najlepszych pięściarzy na świecie, Aleksandrem Powietkinem i otrzymał od Rosjanina bolesną lekcję.

Warunki fizyczne po stronie Polaka

Środowa walka była dla Mariusza Wacha pierwszą od prawie pół roku. W czerwcu w Ostrowcu Świętokrzyskim krakowianin wygrał przez techniczny nokaut z Niemcem, Konstantinem Airichem. Tym razem wyzwanie było jednak dużo trudniejsze. Naprzeciw Polaka w ringu stanął uważany przez wielu za drugiego pięściarza świata - Aleksander Powietkin.

Zdecydowanym faworytem tej walki był więc 36-letni Rosjanin. Powietkin był przed tą walką oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza świata WBC wagi ciężkiej. Jeśli chodzi o parametry fizyczne, lepiej wypada za to Wach. Urodzony w Krakowie bokser waży bowiem o 14 kilogramów więcej i jest o tyle samo centymetrów wyższy.

Dwanaście bolesnych rund

Waga i wzrost nie przełożyły się jednak na ringowe wydarzenia. Powietkin kontrolował walkę praktycznie przez cały czas zadając zdecydowanie większą liczbę celnych ciosów. W czwartej rundzie Mariuszowi Wachowi udało się trafić Rosjanina i rozciąć jego łuk brwiowy, co nie przeszkodziło jednak Powietkinowi w końcowym zwycięstwie.

Końcowe rundy upłynęły głównie na wymierzanych przez Powietkina ciosach i próbach ratunkowego klinczu w wykonaniu Wacha. W ostatnim starciu Rosjanin wymierzył kilka kolejnych dotkliwych ciosów, co wywołało szybką reakcję sędziego. Walka została przerwana na nieco ponad dwie minuty przed końcem, gdy twarz boksera z Krakowa była już poważnie zmasakrowana. Sędzia stwierdził, że rany, jakich doznał Mariusz Wach są zbyt dotkliwe, a Aleksander Powietkin wygrał ten pojedynek przez techniczny nokaut.

Porażka doznana w Kazaniu była dla Mariusza Wacha podwójnie bolesna. Polak równocześnie stracił bowiem na chwilę obecną szansę na pojedynek z dzierżącym aktualnie tytuł mistrza świata WBC Deontayem Wilderem.