Krakowski elementarz: Którędy na starówkę?
Gdzie zjeść obwarzanka, dokąd można dojść na nogach, którędy wyjść na pole i jak nie dać się ocyganić przy zakupie rajtek? Stawiasz pierwsze kroki w grodzie Kraka? Specjalnie dla przyjezdnych z czterech stron świata rozkładamy miasto na czynniki pierwsze. Z nami nauczysz się Krakowa!
Czytaj też: Pozostałe artykuły z serii "Krakowski elementarz" >>
Kto choć raz popełnił największe krakowskie faux pas i zapytał jak dojść na starówkę, ten wie, że są w tym mieście błędy niewybaczalne. W najgorszym wypadku zapytany przechodzień wyśle delikwenta na najbliższy pociąg do stolicy, a w najlepszym wytłumaczy, że tam, gdzie stoją Sukiennice, to jest najwyżej Stare Miasto, choć tak naprawdę po prostu Rynek. Wśród tak wyczulonych na tradycyjne nazewnictwo ludzi łatwo się zagubić. A darmowa mapa z punktu InfoKraków może okazać się niewystarczająca.
Dobra, to umawiamy się…
Pod „Adasiem”? Pułapka numer jeden. Oczywistość dla krakusa – bolączka dla przyjezdnych. No, bo kto normalny w mieście pełnym knajp, teatrów i kin umawia się pod pomnikiem? Tak się składa, że wszyscy. Na próżno więc szukać „Pubu u Adama” „Restauracji pod Adasiem” czy pytać każdego napotkanego mężczyznę o imię. Na szczęście Adaś to Adaś – jedyny i niepowtarzalny, sam wieszcz Mickiewicz. Choć dość chłodny i jakby skamieniały, dostojnie pilnuje, by nikt nie musiał krążyć po Rynku. Niejednemu zapewnił też zdaną maturę, gdy po studniówce, zgodnie z krakowską tradycją, uczeń skakał wokół niego na jednej nodze.
Pod globusem? Kto choć raz wyjeżdżał na obóz, zieloną szkołę lub kolonię z Dworca Głównego, ten dobrze wie, że właśnie globus uważano za najlepszy punkt spotkań. Niestety, uważali tak wszyscy. Choć globus był rozpoznawalny, to z łatwością można było go przegapić. Zwłaszcza gdy przy Afryce czekały grupy do Pobierowa i Łeby, a przy Azji gromadziła się właśnie Krynica Morska i Władysławowo. Do dziś nikt nie wie, jakim cudem przemieszani koloniści trafiali do odpowiednich przedziałów. Niestety, te chaotyczne spotkania dziś można już tylko wspominać – globus zniknął, by ustąpić miejsca... Galerii Krakowskiej. Mosiężna kula ma jednak w przyszłym roku powrócić jako punkt orientacyjny w hali nowego, podziemnego dworca. Jak będzie, zobaczymy.
Dla was kawkę, herbatkę?
Nie wiem, czy to maniera ogólnopolska, czy wyłącznie krakowska, ale zdrabnianie rzeczowników zdarza się w Krakowie nagminnie. W dodatku o ile kawka może znaczyć, że filiżanka będzie niezbyt duża, o tyle już rachuneczek wcale nie musi być niski. Kultowe kawiarnie i lokale można wymieniać w nieskończoność, ale to przede wszystkim Rio, Vis a Vis, Prowincja, Piwnica pod Baranami, Jama Michalika, Klub Pod Jaszczurami, Noworolski, Jubilatka czy Stylowa kształtowały dzisiejszy towarzysko-kulturalny charakter Krakowa. Bywali tam aktywiści, studenci, artyści i zwykli ludzie. Było w nich gwarno i szaro od papierosowego dymu. Dziś większość lokali na miano kultowych zasługuje dopiero wtedy, gdy okoliczni mieszkańcy próbują je zamknąć ze względu na hałas. Na szczęście te wymienione nadal istnieją i wciąż liczą, że czasy świetności powrócą ze zdwojoną siłą.
A wieczorem…
Po popołudniowej kremówce w Sukiennicach i lodach ze Starowiślnej bywa, że głód nie jest zaspokojony. Choć wypad na kiełbaski ma dość jednoznaczną lokalizację, czyli niebieską nysę pod Halą Targową, to zapiekanki bywają tematem kłopotliwym. Większość każe spróbować ich u Endziora, mimo że lokalu o takiej nazwie nie znajdziemy na mapie. Jeśli jednak w grupie trafi się akurat ktoś z Nowej Huty, to nie ma wątpliwości – zapiekankę trzeba zjeść na placu w Bieńczycach.
Wracając do domu
Skoro już wylądowaliśmy poza ścisłym centrum, trzeba wiedzieć, dokąd się jedzie. Należy też pamiętać, że chociaż mówimy „na Kazimierz”, „na Dąbie”, „na Ruczaj”, to nigdy… „na Hutę”! Jeździ się do Huty i to z Krakowa albo z Huty do miasta, choć administracyjnie to, oczywiście, jedno i to samo.
Ostatecznie łatwo też wylądować nie tam, gdzie się chciało. Głównie wtedy, gdy ktoś każe nam wysiąść na przystanku KS Hutnik, aleja Pokoju czy Bieńczyce – nazwy te, choć nadal funkcjonują w świadomości krakowian, już dawno zostały zapomniane przez ZIKiT. No, chyba że komuś uda się wysiąść „na żądanie”.
A tak poważnie… nie bójcie się pytać! Może przypadkiem odkryjecie jakąś starówkę, o której sami krakowianie nie wiedzą.