Krew na ulicach, liczby w notatniku

Jako mieszkańcy Krakowa jesteśmy wrażliwi na przemoc. To dobrze. Nie ulegamy zobojętnieniu. Kolejne doniesienia mediów w sprawie ataków bandytów wywołują niesłabnące oburzenie i refleksję – dokąd to wszystko zmierza? I o ile liczba zabójstw w skali całego kraju sukcesywnie spada, tak w większych miastach w każdym roku jest inaczej.

Choć zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami o krwawych zamachach bombowych, kolejnych katastrofach, strzelaninach w USA, a filmy i seriale to festiwal przemocy, nie jesteśmy oziębli. Wręcz przeciwnie – niedługo po zabójstwie Dawida, został zorganizowany marsz. Marsz milczący, potępiający przemoc, marsz sprzeciwu i smutku. A zorganizowali go młodzi ludzie – ci sami, którym się zarzuca, że są wyzuci z moralności, dobrego wychowania i sumienia.

Noc latających maczet? Nie tym razem

Na Komisji Bezpieczeństwa i Porządku w drugim tygodniu września wszyscy zgodnie stwierdzili, że nadchodzące derby będą sprawdzianem dla służb bezpieczeństwa. Wraz z biegiem czasu, atmosfera gęstniała, a kolejne doniesienia o przypadkach zatrzymania chuliganów z maczetami tylko wzmacniały mroczną i krwawą wizję derbowej, sobotniej nocy. Mieszkańcy Krakowa już wydawali wyroki.

Czas zabezpieczyć majątek, pousuwać z ulic samochody, wzmocnić szyby w oknach. Debilstwo-kibolstwo nadchodzi – takie i podobne teksty znaleźć można było pod niemal każdym tekstem dotyczącym meczu Cracovii z Wisłą.

Sam byłem bardzo ciekaw, jakimi zgłoskami zapiszą się tegoroczne Derby Krakowa. Szef małopolskiej policji zapewniał, że już z tygodniowym wyprzedzeniem prowadzone są działania mające na celu wyeliminowanie zagrożenia. A więc 23-osobowa grupa powołana 1 stycznia tego roku, która zajmuje się rozpracowywaniem środowisk pseudokibicowskich zatrzymywała potencjalnych –  co tu dużo mówić – przestępców z maczetami przewożonymi w samochodach. Co chwilę mogliśmy przeczytać w mediach o kontrolach zakończonych znalezieniem przez funkcjonariuszy groźnych „przedmiotów kolekcjonerskich”. Czy to coś dało? Na szczęście, nazajutrz nie musieliśmy przekazywać informacji o tym, że znów ktoś zginął lub został poraniony nożem bądź maczetą. Skończyło się na kilku incydentach przed meczem i po spotkaniu.

Ciepła krew działa na wyobraźnie

Dlatego też to słowo zostało użyte w tytule. Niestety, nie jest to jedynie zabieg zwracający uwagę na tekst. Krew jak już się leje w Krakowie, to obficie. Policja otwarcie przyznaje, że takie zdarzenia, a mówiąc wprost morderstwa i pobicia ze skutkiem śmiertelnym, mocno wpływają na poczucie bezpieczeństwa krakowian.

Zaczynając od zabójstwa Tomasza C. na Kurdwanowie w 2011 roku, przez pobicie ze skutkiem śmiertelnym przy ul. Wielickiej w 2012 roku, zabójstwo „Dziekana” pod Multikinem w tym samym roku, pobicie ze skutkiem śmiertelnym nowohuckiego rapera „Papuga”, po zdarzenia z tego roku: najświeższe, czyli zabójstwo Dawida na ul. Grodzkiej, zabójstwo dżudoki Pawła P. w jednym z klubów nocnych, czy odcięcie ręki Łukaszowi Dziewińskiemu, które zakończyło się jego śmiercią, przy Polanie Żywieckiej.

Wszystkie te zdarzenia łączy, jak podkreśla i komendant wojewódzki nadinspektor Dąbek, i Przewodniczący Rady Miasta Krakowa Bogusław Kośmider, wyjątkowa drastyczność. – To działa na emocje – mówił na komisji radny. I jeszcze jedna ważna rzecz: wiele z tych wydarzeń, łączy to, że ofiary i napastnicy byli związani ze środowiskiem pseudokibiców. Do zwolenników teorii, że media demonizują „zagorzałych fanów” od razu przypominam o: „Rachu-ciachu, Małpa w piachu” „Jak się bawi Człowiek wtedy kiedy Wisła gra? Człowiek się nie bawi, leży w grobie sam” czy „Dziekan to powie Cracovia rządzi w Krakowie”.

Zimne liczby uspakajają?

Od początku roku 2012 do lipca policja zanotowała 12 zabójstw. W analogicznym okresie roku 2013 siedem. Czy to oznacza, że mamy spadek liczby takich przestępstw? Spójrzmy w statystyki.

Wyraźnie na nich widać, że liczba zdarzeń jest sinusoidalna. W jednym roku (2002) wynosi 29, aby w następnym spaść do 10. W 2009 znów – 28 zabójstwa, a w 2010 11 takich zdarzeń. Czy to coś oznacza? Czy faktycznie możemy stwierdzić: liczba zabójstw spada? Tutaj policja mnie nie przekonała. Nic się nie zmienia. Co jest dziwne, ponieważ biorąc pod uwagę całą Polskę, liczba zabójstw spadła blisko dwukrotnie – z 1198 w 2002 r. do 582 w 2012 r.

Dlaczego w całym kraju liczba morderstw systematycznie spada, a w Krakowie wygląda jak sinusoida? Na to pytanie ciężko jednoznacznie odpowiedzieć profesorowi Andrzejowi Rzeplińskiemu z Uniwersytetu Warszawskiego, kierownikowi Katedry Kryminologii i Polityki Kryminalnej. – Liczby są zbyt małe, by próbować wyciągać zdecydowane wnioski. Zmiany gwałtowne mogą być artefaktem np. zmian w grupie policjantów prowadzących śledztwa w tych sprawach, albo prokuratorach. W statystyce nie odróżnia się zabójstwa dokonanego od usiłowanego. Zmiana polityki policyjnej może pociągać za sobą częstsze definiowanie ciężkiego uszkodzenia ciała jako zabójstwa bądź odwrotnie – tłumaczy profesor. Podobnie jest też w Warszawie – statystyki ogólnopolskie nijako się mają do tych ze stolicy. – W Warszawie w 2012 r. policja zaaresztowała 35 domniamanych sprawców zabójstw, w 2011 39 – informuje prof. Rzepliński. I dodaje, że bardziej wiarygodna jest statystyka sądowa, bo jest weryfikowana w procesie karnym.

Jaka jest norma?

Należy sobie też zadać pytanie: Czy w tym przypadku istnieje jakaś norma? Porównując się z innymi polskimi miastami – zdaniem komendanta wojewódzkiego – wychodzimy obronną ręką. Jednak biorąc pod uwagę miasta skandynawskie (a nawet państwa – 28 morderstw w całej Norwegii, rok 2012), jesteśmy barbarzyńcami. Znów – idąc w drugą stronę, w stronę Zachodu (Londyn, 197 osób w 2011 roku zostało oskarżonych o morderstwo) znów jesteśmy cywilizowani.

Żeby nie fałszować obrazu: w samej Norwegii żyje 5 milionów osób na 385 tysiącach km2, a w Londynie ponad 8 mln na 1,5 tys. km2. Kraków oficjalnie ma blisko 755 tys. mieszkańców, którzy żyją na 326 km2.

Kolejna grafika pokazuje liczbę przestępstw w kategoriach „rozbój, kradzież rozbójnicza i wymuszenie rozbójnicze”

Zdecydowanie tutaj można mówić o spadku przestępstw tego typu, a dotyczyły one sporej grupy krakowian, realnie wpływając na poczucie bezpieczeństwa. O ile chce nam się wmówić, że w Krakowie "dochodzi do coraz częstszych ataków na przypadkowych ludzi" (dziś na Sesji Rady Miasta padło takie sformułowanie w projekcie uchwały kierunkowej dla prezydenta miasta), tak na grafice widać wyraźny spadek w takich przestępstwach.

Realne działania i dyskusje

Przewodniczący Rady Miasta obiecywał, że podejmie doraźne kroki, które mają na celu poprawienie poczucia bezpieczeństwa. Jednym z nich było „dokupienie” patroli. Z wielu miejsc dochodzą sygnały o tym, że funkcjonariuszy na ulicach jest więcej. A przynajmniej w obrębie Starego Miasta. Ciężko natomiast stwierdzić, czy liczba policjantów na krakowskich ulicach się zwiększyła. Jak tłumaczy Michał Kondzior z zespołu prasowego małopolskiej policji, nie da się tego policzyć. – Każdy dzień to inne zapotrzebowanie na patrole. W poniedziałek jest ich mniej, natomiast w weekendy dużo więcej. Dodanie wszystkich patroli i podzielenie ich na 30 dni da natomiast zafałszowany obraz – tłumaczy Kondzior. – Tak samo nie jesteśmy w stanie podać ilości patroli na październik, bo nie planujemy ich na cały miesiąc. Swój udział w tym, ile jest funkcjonariuszy w mieście mają także imprezy, które policja zabezpiecza. Na pewno większa ilość patroli jest między godziną 20 a 4 rano w piątki i soboty.

O ile trudno policzyć przedstawicielowi policji policjantów w całym Krakowie, na obszarze Starego Miasta wygląda to nastepująco: W dzień powszedni w Starym Mieście całodobowo znajdują się minimum dwie załogi zmotoryzowane. W systemie 12-godzinnym załogi zmotoryzowane z OPP KWP plus pluton (min. 15 policjantów) rozdzielony na trzy patrole zmotoryzowane oraz minimum trzy patrole piesze w tym jeden operacyjny oraz dwa patrole zmotoryzowane ze stanu Sztabu Policji KMP.

Minimalna liczba patroli w weekend na terenie Starego Miasta wynosi 10 (w tym 7 zmotoryzowanych i 3 piesze) i wzmacniana jest w godzinach największego zagrożenia lub w zależności od występujących potrzeb – tłumaczy Michał Kondzior.

Jutro (10 października) natomiast odbędzie się spotkanie z ministrem Spraw Wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem, który będzie rozmawiał z władzami Krakowa o uzupełnieniu etatów policyjnych i budowie centrum bezpieczeństwa.  – Policja ma działkę i chcemy się zastanowić czy jest możliwość zrobienia tego wspólnie na całe miasto. Mamy doświadczenia w budowaniu komisariatów po połowie z policją. Tutaj nic nie ma nowego. Zobaczymy jakie to są koszty[budowy – przyp. red] i kto przejmie koszty utrzymania. To jest bardzo istotne. To, że mamy monitoring to jest fajne, ale ktoś to musi przeglądać, słuchać, robić protokoły. To sprawy, które będą omawiane – mówił dziś (9 października) na antenie Radia Kraków prezydent Majchrowski.

Godnym zauważenia jest także aktywność nie tyle środowisk politycznych, co obywateli. Co chwila organizowane są debaty w sprawie bezpieczeństwa. Czy te wszystkie działania coś dadzą? Czas pokaże.