Kto wypowiedział Świętą Wojnę, czyli derby na przestrzeni lat
Spór o to, która drużyna piłkarska rządzi w mieście toczy się już od ponad wieku. Tegoroczne spotkanie budzi wiele kontrowersji, ale historia derbów już niejednokrotnie płatała kibicom figle.
Derby to małe miasteczko w centralnej Anglii, nieopodal Nottingham. Jednak dopiero w Krakowie słowo to nabrało prawdziwych rumieńców. Piłka nożna zamieszała w mieście, gdy tylko się pojawiła. Dotychczas mało znany sport niemal równocześnie zaczęły uprawiać dwie drużyny, a to szybko podzieliło krakowian. Obie zaczynały swoją działalność na Błoniach i w Parku im. Henryka Jordana. Pierwszy raz Cracovia i Wisła stanęły naprzeciw siebie w 1908 roku. Gdzieś między 1916 a 1930 rokiem wszystko się zmieniło. Derby zyskały miano Świętej Wojny.
To piłkarz Cracovii, grający w obronie Ludwik Gintel, wychodząc z szatni na mecz z Wisłą miał powiedzieć: "Panowie, no to chodźmy na tę świętą wojnę". Tak bowiem tego typu mecze traktowali piłkarze po każdej stronie Błoń. Chodziło nie tylko o panowanie na boisku, ale i symboliczne górowanie w całym Krakowie przez najbliższe miesiące. - Trzecia lokata w Polsce nie jest zła, ale druga pod Wawelem to porażka - zapewniał Andrzej Gowarzewski w wydawnictwie poświęconym Wiśle Kraków, w ramach "Kolekcji Klubów".
O randze wydarzenia może świadczyć fakt, że na derbowe spotkania przychodziło wówczas nawet 10 tysięcy kibiców. W latach 20., gdy stadiony praktycznie nie istniały, taka liczba musiała robić wrażenie. Co ciekawe, mimo że w historii do derbowych starć stawała także np. Garbarnia Kraków, mianem Świętej Wojny określano tylko mecze Cracovii z Wisłą. Pierwsze derby zakończyły się remisem, ale kolejne lata pełne były niespodzianek.
[ZDJĘCIA] Zobacz archiwalną galerię zdjęć z Wielkich Derbów Krakowa
W 1928 pierwszy raz stawką były ligowe punkty. Mecz wygrała Biała Gwiazda, rozpoczynając tym samym ciąg dziewięciu ligowych zwycięstw. Tuż po wybuchu II Wojny Światowej rozegrano nieoficjalne derby Krakowa. Choć część piłkarzy była już wtedy powołana do obrony kraju, a wielu z nich nigdy z wojny nie wróciło, mecz miał wymiar symboliczny. Obie drużyny zapłaciły za to wysoką cenę, piłkarzy spotkały prześladowania i aresztowania.
W 1948 roku znów było gorąco, choć tym razem chodziło wyłącznie o sportowe emocje. Biała Gwiazda i Pasy walczyły bowiem o Mistrzostwo Polski. Z powodu identycznej liczby punktów w tabeli, musiały rozegrać dodatkowe spotkanie na neutralnym boisku. Murawa Garbarni przyniosła szczęście Cracovii, która zwyciężyła wtedy 3:1.
Piłkarze walczyli na boisku, a kibice wciąż spierali się, która drużyna jest lepsza, nie zważając na wyniki. Bywały jednak sytuacje, gdy nawzajem stawali za sobą murem. W 1990 roku milicjant zabezpieczający derby miał złamać nos dziewczynie, która kibicowała Cracovii. Zdarzenie tak rozjuszyło kibiców, że ruszyli na funkcjonariuszy. Ku zaskoczeniu wszystkich, do szturmu dołączyli także kibice Wisły. Cała sytuacja zakończyła się zdemolowaniem konsulatu ZSRR, w którym milicjanci szukali schronienia.
Zdarzały się też bardziej kuriozalne wybryki kibiców. W 1995 roku szalikowiec Białej Gwiazdy nieopatrznie trafił na trybunę Pasów. Po kilku chwilach kibice Cracovii wypuścili go przed stadion ubranego zaledwie w szalik. Przeciwnym przykładem złośliwości może być "Time to say goodbye" - piosenka odśpiewana przez kibiców Wisły, gdy po derbach było już jasne, że Cracovia pożegna się z Ekstraklasą.
Dziś kibicowanie może wynikać z miejsca zamieszkania, tradycji rodzinnej, wpływu kolegów, a nawet z osiąganych przez daną drużynę sukcesów. W historii Mieczysława Gracza, legendarnego zawodnika Wisły Kraków, o przynależności klubowej zadecydowały jednak... cukierki. Razem z kolegami wybrał się mały Mietek na trening Cracovii aż z Grzegórzek. Ówczesny trener Pasów odprawił chłopaków z kwitkiem, więc nie chcąc marnować przebytej drogi postanowili spróbować szczęścia po drugiej stronie Błoń. Tam poczęstowano ich sugusami - cenionymi, owocowymi cukierkami i zaproszono na mecz próbny. Chłopcy szybko rozgromili ówczesnych juniorów Wisły, więc natychmiast wcielono ich do drużyny.
Tak od lat, losy Wisły i Cracovii przeplatają się ze sobą. Drużyny stoczyły ponad 180 "świętych wojen". Niezależnie od woli i upodobań kibiców, raz wygrywają jedni, raz drudzy. Jak będzie w 105. rocznicę pierwszych krakowskich derbów? Przekonamy się już wieczorem.
Fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe