Kwiaty od radnej i uściski dłoni. Ale to nie koniec spotkań w sądzie
W poniedziałek krakowski sąd rozpatrywał w trybie referendalnym sprawę pomiędzy jednym z członków komitetu referendalnego Rafałem Zontkiem a radną Anną Bałdygą. Obydwie strony zgodziły się na ugodę – radna musi tylko opublikować na Facebooku wpis, w którym przeprosi członków komitetu referendalnego i doprecyzuje, że żaden z nich nie ma wyroku skazującego.
Tutaj więcej informacji o zawartej ugodzie.
To lepsze niż przepychanki
– Jestem zadowolona z zawartej ugody. To zawsze bardziej korzystne rozwiązanie niż przepychanki sądowe – komentowała radna po wyjściu z sądu.
– Od początku moje sumienie było czyste. W żadnym wypadku nie miałam zamiaru pomówić żadnej z 21 osób, które tworzą komitet referendalny. Miałam tylko na myśli pana Mateusza Jaśko – tłumaczyła.
Jak mówiła, była i nadal jest zaniepokojona, że osoba z taką przeszłością ma wpływ na przebieg procesu referendalnego. – Absolutnie nie miałam na myśli żadnego pomówienia ani rzeczy związanych z komitetem. Nawet przyznam szczerze o tych osobach nie do końca miałam pojęcie, że istnieją, dopóki nie odezwały się do mnie we wniosku – opisywała.
Pytana o to, skąd dostała filmik, który opublikowała na profilu, odpowiadała, że nie zna pochodzenia tego materiału i nie wie, kto jest jego autorem. – Otrzymałam go pocztą pantoflową od znajomych, osób też zaangażowanych i trudno teraz dojść, kto komu to przesłał – stwierdziła. Jak mówiła, ten film wydał jej się wręcz łagodny w zestawieniu z krytycznymi materiałami na temat prezydenta.
Koniec i nie koniec
Druga strona z uznaniem wypowiadała się o tym, co stało się przed sądem. – Ujęło mnie to, że pani radna zrobiła gest jako pierwsza i usunęła ten post z Facebooka. Ja to doceniam – mówił członek komitetu referendalnego Rafał Zontek. – Podaliśmy sobie ręce na sali sądowej i z mojej strony ta sprawa jest zakończona – mówił. Postawę radnej chwalił też przewodniczący komitetu Jan Hoffman.
Członkowie komitetu nie zamierzają jednak zostawić sprawy całkowicie. Zwracali uwagę, że te same materiały publikowali też inni politycy i nie usunęli ich ze swoich profili. Zapowiadali, że planują kolejne wnioski do sądu.
Konkretne nazwiska nie padły, ale była mowa m.in. o trzech parlamentarzystkach i radnym wojewódzkim. Łącznie zabezpieczono do tej pory siedem materiałów.
– Wszyscy apelują o poważną debatę referendalną, a potem okazuje się, że jedna ze stron publikuje jakiś nie wiadomo przez kogo zmontowany materiał, robiący z nas bandziorów albo przynajmniej sugerujący, że mamy powiązania z bandziorami – komentował Jan Hoffman.
– Machina partyjna uruchomiona przeciwko zwykłym obywatelom, którzy nie należą do żadnej partii, ich sympatie polityczne są najróżniejsze, ale sprzeciwili się złej prezydenturze Aleksandra Miszalskiego – mówił.
Przekazał dziennikarzom, że jeszcze nie raz w najbliższych dniach będzie okazja, by zaprosić ich do budynku sądu.
Kwiaty od radnej
Pod koniec obydwie strony poniedziałkowej rozprawy wymieniały się już uprzejmościami. Członkowie komitetu dostali od radnej kwiaty, z prośbą, by przekazali je członkiniom komitetu referendalnego, jako symbol dobrej woli. – To, że się różnimy, to jedna sprawa, ale mieszkańcy zasługują na rzeczową, merytoryczną, spokojną debatę aż do samego końca – mówiła radna.