Lech i Xaver pogrążyli Wisłę

W najgorszy z możliwych sposobów zakończyło się krótkie tournée Wisły Kraków. Z eskapady do Białegostoku i Poznania wiślacy wracają z pustymi rękoma i bilansem goli 2-7. W stolicy Wielkopolski punktów pozbawiły ich gole Henriqueza i Lovrencsicsa.

Krakowianie wreszcie mogą odetchnąć z ulgą. Aż do połowy lutego nie będą musieli wybierać się poza mury własnego stadionu na oficjalne spotkanie. Koszmar dobiegł końca, a przerwa zimowa być może pozwoli wypchnąć ze świadomości wstydliwy bilans wyjazdowy: zaledwie jedno zwycięstwo w dziesięciu spotkaniach.

A i to po meczu, po którym od świętowania zdobycia trzech punktów w ekskluzywnym klubie przy drogiej whisky, znacznie bardziej na miejscu byłaby pielgrzymka do Częstochowy w ramach podziękowań dla Opatrzności. Kto pamięta szaloną końcówkę spotkania w Kielcach (zmarnowana „setka” Trytki, a po chwili rzut karny Chrapka), ten wie, że równie dobrze Biała Gwiazda mogła zakończyć jesienną część rozgrywek z okrągłym zerem w rubryce wyjazdowych zwycięstw.

Starcie w Poznaniu przełamania nie przyniosło, bo przynieść nie mogło. Po poniedziałkowym łomocie na terenie Jagiellonii, w taki scenariusz wierzyli tylko niepoprawni optymiści. I tylko oni mogą czuć się zawiedzeni faktem, że Lech całkowicie zdominował Wisłę i nawet na moment nie pozwolił jej pomyśleć o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej.

– Mogę mieć pretensje do pogody. W takich warunkach nie ma sensu grać w piłkę – narzekał Franciszek Smuda. To prawda, że karty rozdawał dziś przede wszystkim szalejący w Polsce orkan Xaver. Jednak stwierdzenie szkoleniowca to spore nadużycie. Boisko było bowiem takie samo dla obu zespołów, a poznaniacy potrafili znacznie szybciej przyzwyczaić się do fatalnych warunków.

Co więcej, akcją poprzedzającą trafienie Lovrencsicsa dowiedli rywalom, że nawet operując piłką na pięciocentymetrowej warstwie śniegu można rozprowadzić obronę kilkoma podaniami. Zaś Heriquez pokazał im, jak precyzyjnie uderzać piłkę, by maksymalnie utrudnić interwencję bramkarzowi.

Tymczasem jedyne, na co stać było krakowian, to posyłanie długich podań do osamotnionego na desancie Pawła Brożka, co siłą rzeczy skazane było na niepowodzenie. I w konsekwencji doprowadziło do trzeciej kolejnej porażki na obcym terenie z rzędu. – W zimie czeka nas dużo pracy nad poprawą gry na wyjazdach – przyznał "Franz". Jednak zanim weźmie swoich podopiecznych w obroty, Białą Gwiazdę czeka jeszcze kończący tę część sezonu, tym razem domowy mecz z Pogonią.


Lech Poznań – Wisła Kraków 2:0 (0:0)
Henriquez 58, Lovrencsics 82’

Lech: Gostomski – Możdżeń, Arboleda, Douglas, Henriquez – Trałka, Linetty – Pawłowski (89’ Jakóbowski), Hamalainen (83’ Kownacki), Lovrencsics – Teodorczyk (46’ Ślusarski)
Wisła: Miśkiewicz – Burliga, Głowacki, Jovanović, Bunoza – Stjepanović (73’ Piotr Brożek), Chrapek (60’ Sarki) – Boguski, Garguła, Guerrier (79’ Małecki) – Paweł Brożek

Sędziował: Paweł Gil
Żółte kartki: Douglas, Trałka, Ślusarski, Możdżeń – Garguła, Bunoza, Burliga