Leszek Mazan stawia na dobrą piłkę [Rozmowa]
Cracovia w tę niedzielę o godzinie 18.00 zmierzy się z Wisłą Kraków na własnym stadionie. Będą to 188. derby Krakowa. Na razie lepszy bilans spotkań mają piłkarze Białej Gwiazdy, która wygrała 84 razy, a przegrała w 60 meczach. Remis padł w 43 spotkaniach. Z tej okazji porozmawialiśmy z Leszkiem Mazanem, dziennikarzem, publicystą i wielkim sympatykiem Pasów.
Dawid Kuciński: Panie Leszku, idzie pan na derby w niedzielę?
Leszek Mazan: Jak można nie iść?! Mój dziadek mawiał, że na Wisłę się chodzi, by pooglądać dobrą piłkę, a na Cracovię z obowiązku. Oby jednak w niedzielę się to połączyło i abyśmy zobaczyli dobrą piłkę i wygraną Cracovii.
Cracovia w lidze prezentuje się nieco słabiej niż Wisła, ale każdy powtarza, że w takich meczach żadnych prawidłowości nie ma.
Powinienem nagrać moją odpowiedź, bo powtarzam ją już od kilkunastu lat. Nikt nie wie, czemu tak się dzieje.
Wiem, że w tamtym sezonie wielu kibiców Wisły trzymało kciuki za Cracovię, żeby nie spadła – właśnie dla takich meczów jak ten niedzielny.
Ale było też tak, że Wisła nas spuściła po brzytwie – nie miała oporów, żeby zrzucić do drugiej ligi (sezon 2011/2012 – przyp.red). No i byli po prostu szczęśliwi, że to się udało. A teraz mówienie, że Cracovia spadnie to przesada, bo nie spadnie – nie jest tak źle. Bywało o tej porze w tabeli dużo gorzej. Cieszmy się z tego, co jest.
Pamięta pan swoje pierwsze derby?
Szczerze mówiąc nie. Ale w pamięci zachowałem zwycięstwo 2:1 (sezon 82/83) po serii przegranych z Wisłą. W głowie zawsze będę miał wygraną po golu Van der Biezena w 2011 roku. Kibice wręczyli mu później piękny tort w Wieży Mariackiej. Wówczas była wewnętrzna potrzeba świętowania!
Kiedyś derby też inaczej wyglądały. Lepiej?
To było wszystko trochę animowane przez władze krakowskiego OZPN i władze miasta. Chodziło o to, aby tradycja nie zniknęła, więc zorganizowano mecze o Herbową Tarczę Krakowa, na które przychodziło nawet po 20 tysięcy osób. Ludzie byli złaknieni takich spotkań.
Piłkarz Cracovii Ludwik Gintel miał powiedzieć: „Panowie, no to chodźmy na tę świętą wojnę” przed meczem z Wisłą. Prawda to?
Mieczysław Czuma ostatnio wygrzebał, skąd to się wzięło. W Krakowie istniały dwa żydowskie kluby, które ze sobą rywalizowały nie tylko na boisku, ale też politycznie. Makkabi Kraków, któremu bliżej było do syjonistów, walczyło z Jutrzenką Kraków, powiązaną z lewicowym Bundem, które chciało integracji z Polską. Mecze zamieniały się w publiczne agitacje polityczne, dochodziło do bójek i przepychanek – to właśnie była „święta wojna”. A w 1916 roku do Cracovii przeszedł wychowanek Jutrzenki – Ludwik Gintel.
Jeszcze zapytam o wynik: ile będzie?
Jaki będzie, to będzie…