Łukasz Gibała: „Tak, urodziłem się w zamożnej rodzinie, ale do wielu rzeczy w życiu doszedłem sam”

Kandydat na prezydenta Krakowa Łukasz Gibała wspomina w rozmowie z nami traumę po śmierci matki, początek znajomości ze swoją partnerką Adrianną Siudy, jak również opowiada o tym, jak radzi sobie z hejtem.

Tekst przygotowany w ramach cyklu, w którym prezentujemy kandydatów na prezydenta Krakowa od nieco innej, mniej formalnej strony.

Łukasz Gibała dorastał na Prądniku Czerwonym. Mieszkał w dziesięciopiętrowym bloku przy ulicy Majora. – Wówczas były to jeszcze tereny półwiejskie. Pasły się krowy, ludzie pracowali na roli – wspomina dziś Gibała. Obecnie to bardzo spokojny rejon miasta, z szerokimi zieleńcami pomiędzy blokami, placami zabaw.

– Ada pracuje jeszcze więcej ode mnie. Wstaje bardzo wcześnie. O godz. 6 potrafi być już na nogach. Ja lubię pospać. Szczególnie w weekendy. Śpię nawet do godz. 11 – śmieje się Gibała. – Choć i tak jest lepiej niż kiedyś. Bywało, że spał nawet do godz. 13. Ale nie mogę mu mieć tego za złe, ponieważ pracuje do bardzo późna – zauważa Siudy. W wolnych chwilach czytają książki, chodzą na spacery z psem Mokką (wyżeł węgierski) i oglądają kryminały na Netflixie. Ostatnio na pasje nie mają zbyt wiele czasu, ponieważ pochłaniają ich przygotowania do wyborów.

Bywa, że spotykają się z hejtem. – To zawsze jest trudne, szczególnie, gdy ludzie piszą nieprawdę. Na hejt można się jednak uodpornić. Z czasem staje się po prostu nowym rodzajem normalności – twierdzi Siudy. – Ada przejmuje się bardziej, ja częściej macham ręką, szczególnie gdy hejterskie komentarze są zamieszczane przez trolli: bez nazwiska i zdjęcia profilowego – uzupełnia Gibała.

Bardziej bolą go komentarze na temat rodziny. – Mówi się, że jestem pociotkiem Gowina. Jaki mam na to wpływ? Żaden. Poza tym z Jarosławem nie mamy za bardzo kontaktu. Ostatni raz widzieliśmy się przelotem kilka lat temu. Pojawiają się również hejterskie komentarze o moim ojcu i bracie. Prowadzą własne biznesy, na które nie mam żadnego wpływu – podkreśla.

W trudnych chwilach najbardziej pomaga im Mokka. Daje stabilność. Niezależnie od ich samopoczucia, potrzebuje spaceru, zabawy, a to zawsze jakaś odskocznia.