Mączyński "ma jaja" i przyjeżdża na Reymonta

- Jeśli strzelę bramkę, to będę się cieszył jak z każdej innej. Na boisko wybiegnę z czystą głową - deklaruje Krzysztof Mączyński, który podgrzał atmosferę przed niedzielnym meczem Wisły z Legią.

Niedawno zadawaliśmy pytanie, czy komplet publiczności na niedzielnym meczu Wisła Kraków - Legia Warszawa spowodowany jest chęcią obejrzenia w akcji krakowskiego zespołu, ekipy mistrza Polski czy spoiwa, które "połączyło" w ostatnich miesiącach obydwa kluby, którym jest Krzysztof Mączyński. Podtrzymujemy, że pewnie każdy z tych trzech aspektów miał wpływ na to, że ci wszyscy którzy Reymonta odwiedzają rzadko, postanowili wybrać się akurat na to spotkanie.

Znaczenie i historia meczów z Legią zawsze powoduje, że na bezpośrednie pojedynki tych drużyn w Krakowie czeka się z zapartym tchem. Transfer Mączyńskiego do Warszawy jedynie podsycił wielki ogień emocji, który od zawsze płonie w sercach krakowskich kibiców na samą myśl o klubie spod znaku "czarnej elki". W niedziele po 20 będzie wiadomo czy Legia (jak to przeważnie było w ostatnich latach) poradzi sobie z Wisłą, a Mączyński powtórzy wyczyn swojego kolegi z szatni Kacpera Hamalinena, który po trasferze do Legii w meczu z Lechem zdobył bramkę na wagę wygranej ekipy ze stolicy. A być może Wisła odniesie wspaniałą wiktorię przy komplecie publiczności grając na nosie odwiecznemu rywalowi i wychowankowi, który w poszukiwaniu sukcesów przeniósł się do Legii, a pomocnik z Krakowa "spali się" na stadionie Wisły jak Emilian Dolha kilka lat temu? Jasne jest, że przy Reymonta będzie ciekawie. Jeśli nawet nie na murawie to z pewnością na trybunach.