Magdalena Sroka odpiera zarzuty o nepotyzm. "Pracowałam z obcą materią"
Nepotyzm, comiesięczne premie i dodatki, sztuczne stanowiska, takie jak „designer pieczątek” czy „samodzielny manager”. Dziennikarze „Faktu” dotarli do audytu, który był przeprowadzony w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej po odwołaniu ze stanowiska dyrektora instytucji. Jak twierdzi Magdalena Sroka, w rozmowie z naszym portalem, informacje powielane w prasie są kłamstwem i godzą w jej dobre imię.
„Designer pieczątek”, sekretarki po znajomości
Z ustaleń „Faktu” wynika, że w czasie kadencji Magdaleny Sroki (m.in. byłej wiceprezydent Krakowa ds. kultury i promocji miasta – przyp. red.), aż połowę pracowników PISF-u łączyły relacje rodzinne. W samym dziale księgowości na etacie miało pracować pięć osób spokrewnionych z główną księgową. Co więcej, pracownikom miano przyznawać comiesięczne premie i dodatki funkcyjne, które ustawowo się nie należały.
Problem dotyczy również potencjalnych nadużyć finansowych w postaci nierejestrowanych umów cywilnoprawnych zawieranych m.in. na domniemane kwoty 100 tys. euro. Duża część umów za kadencji byłej dyrekcji miała być zawierana ustnie, przez co w strukturze instytucji miały pojawić się m.in. tak kuriozalne stanowiska, jak „samodzielny manager” czy… „designer pieczątek”. Jak ustalił „Fakt”, do PISF wciąż zgłaszają się osoby i instytucje, które domagają się pieniędzy obiecanych przez poprzednie kierownictwo. PISF nie odpowiedział na nasze pytania w tej sprawie.
Nie zmienia to jednak faktu, że rada PISF negatywnie zaopiniowała roczne sprawozdanie z działalności instytutu za 2017 rok. W uchwale czytamy, że sprawozdanie zawiera luki formalne, dotyczące m.in. podmiotów, z którymi instytut wspołpracował. Według zapisu w uchwale to zaniechanie mogło prowadzić do niepewności w zakresie transparentności i dostępności do informacji.
Szukają dowodów na to, że w instytucie działo się źle
Magdalena Sroka wydała oświadczenie, z którego wynika, że do tej pory nie miała okazji zapoznać się z wynikami wspomnianego w publikacji audytu – nie brała w nim nawet udziału. Jego treść nie została jej przedstawiona, a tym samym nie pozwolono jej odnieść się do informacji w nim zawartych. Jednak w rozmowie z naszym portalem, zapewnia, że informacje pojawiające się w prasie, które dotyczą nepotyzmu są nieuprawnione, rażąco nieprecyzyjne i sprowadzają się zaledwie do enigmatycznych stwierdzeń wyrwanych z kontekstu. A „designer pieczątek” nie jest stanowiskiem, które znajdowałoby się kiedykolwiek w regulaminie organizacyjnym PISF-u, zatem nie mogło funkcjonować.
– Nepotyzm zakłada, że osoba, która zatrudnia ma związki rodzinne z pracownikami, a akurat tak się składa, że nie zatrudniłam w PISF-ie nikogo ze swojej rodziny – podkreśla Sroka. – To absurd, ponieważ przenosząc się do Warszawy nie poprosiłam nikogo z Krakowa, aby pojechał tam ze mną. Pracowałam z obcą sobie materią. Zatrudniłam przez ten okres dwie sekretarki na zastępstwo osób, które poszły na urlop macierzyński i dwie osoby, które objęły stanowiska kierownicze, ale znałam je ze współpracy zawodowej. Natomiast polityka kadrowa i finansowa w PISF-ie były prowadzone na zasadzie kontynuacji i zostały one utworzone przez panią dyrektor Agnieszkę Odorowicz i pana dyrektora Jerzego Barta w 2005 roku, czyli jeszcze przed objęciem przeze mnie funkcji. Przychodząc do instytutu zastałam zatem już pewne status quo kadrowe, ale z akt poszczególnych osób nie wynikały żadne relacje czy związki rodzinne, które miałyby wpływ na stosunki pomiędzy pracownikami lub ich kompetencje. Co więcej, nikt takich problemów nie zgłaszał.
Magdalena Sroka zauważa, że Radosław Śmigulski, obecny dyrektor PISF-u, potwierdził w wywiadzie dla PAP, że w czasie audytu nie stwierdzono żadnego naruszenia prawa, a tylko drobne nieprawidłowości, których nagromadzenie mogło sprawiać wrażenie chaosu. Według jej wiedzy zlecono kilka szczegółowych audytów, które mają na celu znalezienie jakichkolwiek dowodów na to, że w instytucie działo się źle.
– Zdaje się, że od sześciu miesięcy trwa poszukiwanie dowodów na to, że złamałam prawo. Dlatego z mojego punktu widzenia jeśli taki rozbudowany aparat państwa działa przeciwko osobie, w tej chwili, prywatnej, która nie pełni żadnych funkcji, to raczej traktuje te doniesienia w kategorii mojego sukcesu. Jedyne, co mnie boli to brak krytycyzmu mediów w stosunku do tekstu opublikowanego na łamach „Faktu”, a zarazem brak jakiegokolwiek kontaktu ze mną czy powielanie niepotwierdzonych informacji – dodaje Sroka.
„Naraziła wizerunek Polski i rodzimych instytucji kultury”
Przypominamy, że w październiku 2017 roku Magdalena Sroka została odwołana z funkcji dyrektora PISF. Sprawa miała związek jednak nie z nadużyciami finansowymi, a listem, który Sroka wysłała do stowarzyszenie amrykańskich studiów filmowych Motion Picture Association of America. W jego treści znalazły się aluzje dotyczące polskiej sytuacji politycznej widzianej z perspektywy ludzi kultury, m.in. cenzury polskich filmowców.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odwołało Srokę ze względu na naruszenie podstawowych obowiązków na zajmowanym stanowisku oraz naruszenie przepisów prawa, co mogło narazić wizerunek Polski i rodzimych instytucji kultury na Zachodzie. Jak czytamy w komunikacie MKiD: „Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wykonując zadania organów administracji rządowej w zakresie kinematografii oraz sprawując nadzór nad działalnością PISF, nie może godzić się z aktami działalności dyrektora PISF, które pozostają w jawnej sprzeczności z ustawowymi zadaniami realizowanymi przez Instytut w zakresie promocji i tworzenia warunków do rozwoju polskiej twórczości filmowej”.