Mają ścieżkę, jeżdżą chodnikiem
Czytelniczka w mailu przesłanym na adres redakcji zwraca uwagę na rowerzystów, który zamiast wydzielonymi dla nich pasami na ulicy Piastowskiej, jeżdżą chodnikiem. – Nie podoba mi się nasza zgoda na takie zachowania – pisze.
Chodzi o pasy dla rowerzystów wydzielone po obydwu stronach na jezdni ulicy Piastowskiej, z równoczesnym zwężeniem pasów dla samochodów. – Cóż, wydaje się, że rowerzyści nie zauważyli tej zmiany. O wiele częściej można ich spotkać na chodniku – wiadomo szeroki, wyasfaltowany. W ostatnią niedzielę przyjrzałam się temu miejscu i nie zauważyłam ani jednego, naprawdę, ani jednego rowerzysty na ścieżce rowerowej. Na chodniku był tłok – pisze pani Aleksandra.
Jest miejsce dla każdego
Zdaniem Czytelniczki część rowerzystów pokazuje, że nie jest zainteresowana bezpieczeństwem i komfortem innych użytkowników dróg czy chodników. – Może rowerzyści nie chcą tej ścieżki i ulicę Piastowską można z powrotem poszerzyć? – pyta.
Marcin Wójcik, oficer rowerowy w Zarządzie Infrastruktury Komunalnej i Transportu, broni przyjętego na Piastowskiej rozwiązania. Jak mówi, to jest opcja na której nikt nie traci: szerokość jezdni na ulicy Piastowskiej i tak nie pozwala na utworzenie tam żadnego dodatkowego pasa dla samochodów, a szerokość istniejących pasów jest wystarczająca. – Te pasy optycznie zwężają drogę, więc powinny też przynajmniej w jakimś stopniu powodować uspokojenie ruchu i przestrzeganie ograniczenia prędkości do 50 km/h.
Rowerzysta na chodniku
– Mnie też rowerzyści na chodniku irytują, dlatego jestem zwolennikiem ściągania ich stamtąd – mówi Wójcik. Podkreśla, że miasto wraz ze stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów prowadzi akcje edukacyjne, choćby w postaci emitowanych w telewizji i dostępnych w internecie filmików.
Obok edukacji czy karania za łamanie przepisów dużą rolę odgrywa zdaniem Wójcika sama infrastruktura. Jako przykład podaje ulicę Pilotów, która nie ma żadnej infrastruktury rowerowej, a mało który kierowca stosuje się tam do ograniczenia prędkości do 50 km/h. – Ze względu na to ograniczenie nikt nie ma tam prawa jechać po chodniku. Ale jest tam niebezpiecznie i duża część rowerzystów łamie tam przepis – mówi oficer rowerowy. Przyznaje, że tam jest to jeszcze w stanie zrozumieć, ale już z pewnością nie w miejscach, gdzie ruch jest uspokojony i gdzie wyznaczono ścieżki czy kontrapasy. – Jeśli ktoś jedzie chodnikiem taką ulicą jak Łobzowska, to ewidentnie powinien otrzymać mandat, bo może się tam spokojnie poruszać w obydwu kierunkach – mówi Wójcik.
Za jazdę rowerem po chodniku można dostać stuzłotowy mandat. Od stałej zasady, że po chodniku jeździć nie wolno, są trzy wyjątki. Po pierwsze, kiedy jedzie się z dzieckiem w wieku do 10 lat. Po drugie, przy złych warunkach atmosferycznych. Po trzecie, kiedy są równocześnie spełnione trzy warunki: chodnik ma przynajmniej 2m szerokości, na jezdni jest dopuszczony ruch powyżej 50 km/h i kiedy nie ma tam oddzielnej drogi lub pasa dla rowerów. – Należy pamiętać, że na chodniku pieszy ma zawsze pierwszeństwo – podkreśla Marek Anioł, rzecznik straży miejskiej.