„Mamo, potrąciłem kobietę, może umrzeć”. Oszuści łupili krakowskich seniorów, rozliczali się pod „Adasiem”

Pewnego razu był adwokatem, innego dnia kurierem. Zygmunt P. odbierał pieniądze od seniorów. Do rozdzielania łupów dochodziło w centrum Krakowa. Przeczytajcie historię o tym, jak oszukuje się na legendę.

Z danych policji wynika, że w ubiegłym roku metodą na tzw. legendę oszukano 367 mieszkańców Małopolski. Stracili łącznie ponad 16 mln zł. Najwięcej 68-letnia kobieta, która przekazała oszustom 2,5 mln zł. Przekonywali, że jej syn spowodował śmiertelny wypadek samochodowy. W związku z tym trzeba koniecznie wpłacić kaucję. Pozostała kwota miała zostać przeznaczona na zadośćuczynienie dla rodziny zmarłej w wypadku. W rzeczywistości nie miał miejsca. Dzwoniący okazali się być oszustami.

Seniorka podaje mężczyźnie numer swojej komórki. Teraz w mieszkaniu na zmianę dzwonią już dwa telefony. Po drugiej stronie słuchawki odzywa się m.in. policjant, który żąda 180 tys. zł na kaucję. Problem w tym, że starsze małżeństwo ma w mieszkaniu „tylko” 122 tys. zł i tysiąc dolarów amerykańskich. Do tego jeszcze złotą biżuterię: kolczyki, obrączkę ślubną oraz pierścionek. Rozmowy telefoniczne trwają do ok. północy. W pewnym momencie mężczyźni informują, że po pieniądze przyślą kuriera, który jest również pracownikiem policji.

Tak się dzieje. Pod drzwiami mieszkania zjawia się zapowiadany mężczyzna, którego seniorzy wpuszczają do środka. Przekazują mu gotówkę, którą ten wkłada do przewieszonej przez ramię saszetki. Wychodząc zabiera jeszcze leżącą na stole biżuterię. Starsze małżeństwo chce otrzymać pokwitowanie, ale mężczyzna przekazuje, że tym zajmie się policja. „Kurierem” okazuje się opisywany przez nas już wcześniej Zygmunt P. Jak poprzednim razem, żadnego wypadku oczywiście nie było, a seniorzy rozmawiali z oszustami. Znów dochodzi do spotkania pod „Adasiem”. P. kolejny raz dostaje tysiąc złotych.

W wyniku czynności operacyjnych policjanci w końcu zatrzymują Zygmunta P. w jego mieszkaniu. Znajdują tam ponad 22 tys. zł. Pieniądze są spięte gumką. Później zostaną zwrócone jednej z poszkodowanych.

Krakowski sąd skazał Zygmunta P. łącznie za cztery oszustwa. Wszystkie miały podobny przebieg do dwóch przez nas opisanych. Sąd stwierdził, że P. doprowadził poszkodowanych do niekorzystnego rozporządzenia mieniem: w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Działał wspólnie i w porozumieniu z innymi nieustalonymi dotąd osobami. Poza karą więzienia sąd wymierzył skazanemu grzywnę (5 tys. zł). Orzekł też, że mężczyzna ma naprawić szkody, które wyrządził poszkodowanym. Zgodnie z wyrokiem powinien oddać im ponad 240 tys. zł.

P. przyznał się do zarzucanych mu czynów. Jak czytamy w aktach sprawy, zaprzeczył „jednocześnie ustaleniom faktycznym”. Potwierdził, że odbierał od pokrzywdzonych pieniądze, które następnie przekazywał innemu mężczyźnie. Za każdym razem otrzymywał wynagrodzenie w kwocie tysiąca złotych

Wszystkie ofiary były w sędziwym wieku.

Jeden z poszkodowanych zmarł nieco ponad rok od oszustwa.

Jak wspomnieliśmy, w ubiegłym roku przed krakowskim sądem zapadł jeszcze jeden wyrok w tego typu sprawie. Klaudia P. została skazana na siedem miesięcy więzienia. Też była tzw. odbierakiem. Od oszukanego mężczyzny odebrała 40 tys. zł. Sąd uznał, że doprowadziła go do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

*imiona poszkodowanych zostały zmienione