Mamy to! Siatkarze pod Wawelem zdobyli punkty na wagę awansu
Reprezentacja Polski grała bardzo nierówno, ale pokonała w Tauron Arenie Kraków Stany Zjednoczone 3:2 i zapewniła sobie awans do Final Six Ligi Światowej. W sobotę (godz. 20.15) drugi mecz z Amerykanami.
Polakom do awansu potrzebne były dwa punkty w dwóch meczach. Sprawę udało się załatwić w piątek i w sobotę nasza kadra zagra już bez ciśnienia. Tuiej finałowy LŚ, z udziałem sześciu zespołów, odbędzie się w Rio de Janeiro w dniach 15-19 lipca. Oprócz Polaków i Brazylijczyków (gospodarze), udziału są już pewne zespoły Serbii Włoch i Stanów Zjednoczonych. Stawkę uzupełni najlepsza drużyna zmagań na zapleczu elity.
Pięć nerwowych setów
Polacy słabo weszli w mecz, popełniali proste błędy. Goście szybko uzyskali kilka punktów przewagi, która pewnie pozwoliła im wygrać pierwszego seta. W końcówce gra podopiecznych trenera Stephane’a Antigi zaczęła jednak wyglądać troszkę lepiej, co było światełkiem w tunelu przed kolejną partią. W niej mistrzowie świata nie byli chłopcami do bicia i prowadzili nawet 15:11. Tuż przed drugą przerwą techniczną Amerykanie wykorzystali jednak chwilowy przestój Polaków i doprowadzili do remisu. W końcówce kluczowy okazał się as serwisowy Mateusza Miki, po którym prowadziliśmy 21:19, a następnie pewnie wyrównaliśmy stan meczu.
Początek trzeciego seta przypominał akcje z początku meczu. Przy 5:2 dla rywali, trener wziął czas i przyniosło to oczekiwany skutek. Szybko odrobiliśmy straty, a potem oba zespoły grały praktycznie punkt. Ostatecznie przegraliśmy przez błędy: sędziów (autową zagrywkę Micaha Christensona zaliczyli jako asa, a Polacy wyczerpali już liczbę wideoweryfikacji) i swoje (nasz blok m.in. dotknął siatki).
W czwartym secie biało-czerwoni długo pokazywali naprawdę dobrą siatkówkę i niezłą zagrywką uprzykrzali życie Amerykanom. Prowadzili 15:8, ale nie udało im się rozbić przeciwników. Wręcz przeciwnie - goście zaczęli się skracać dystans i niewiele brakowało im do remisu. Na szczęście końcówka należała do Polaków. Piąta partia była bardzo wyrównana (8:7 dla Polski na przerwie technicznej). Bylismy jednak górą, bo w ważnych momentach po zmianie stron cztery razy zatrzymaliśmy blokiem mistrzów olimpijskich z 2008 roku.
Biało-czerwona armia
Kraków Arena była w piątek biało-czerwona, a w sobotę scenariusz na trybunach będzie taki sam. Zawodnicy trenera Antigi są mistrzostwami świata w swoim fachu, a fanom siatkówki należą się złote medale za tworzenie atmosfery i doping. Na nich liczyć można zawsze. Nawet wtedy, gdy zespołowi nie idzie. W piątek hala była wypełniona po brzegi (15 tys. widzów), a ludzie wspierali biało-czerwonych także przed halą, gdzie przy okazji spotkań LŚ działa strefa kibica. Odśpiewany a capella Mazurek Dąbrowskiego wywoływał ciarki.
Trzeba mieć nadzieję, że podczas styczniowych mistrzostw Europy w piłce ręcznej, w których pod Wawelem będzie rywalizowała kadra Michaela Bieglera oraz zostaną rozegrane półfinały, finał i spotkanie o trzecie miejsce, kibicowanie będzie na równie wysokim poziomie, co na siatkówce.
Polska - Stany Zjednoczone 3:2
Sety: 19:25, 25:22, 21:25, 25:20, 15:12.
Sędziowali: Simone Santi (Włochy), Paulo Turci (Brazylia).