Marcin Cabaj: Bramkarzowi po trzydziestce ciężko wrócić do ekstraklasy [ROZMOWA]

W ten weekend w drużynie Garbarni Kraków zadebiutowała jedna z legend Cracovii. Marcin Cabaj, bo o nim mowa, spędził w drużynie Pasów siedem lat i rozegrał ponad 150 spotkań w ekstraklasie. Teraz Cabaj staje przed kolejnym wyzwaniem - ma pomóc trzecioligowej Garbarni w walce o awans. Z 35-letnim bramkarzem rozmawialiśmy bezpośrednio po jego debiucie, w którym Brązowi wygrali 3:1 z liderem tabeli, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski.

Adam Delimat, LoveKraków.pl: W sobotę zadebiutował Pan w drużynie Garbarni. Jakie to uczucie dla 35-letniego bramkarza?

Marcin Cabaj: Na pewno była mała obawa. Ostatni raz, nie licząc krótkiego epizodu w Porońcu, grałem siedemnaście miesięcy temu. Za sprawą trenera Mirosława Hajdy jestem jednak w Garbarni i chcę tej drużynie pomóc. Ustaliliśmy, że zostaję tutaj do końca sezonu, zobaczymy jak to wszystko się poukłada. Jeśli chodzi o sam mecz z KSZO, zagraliśmy dobrze szczególnie w pierwszej połowie. W drugiej nie wszystko układało się tak, jak byśmy tego chcieli, a drużyna z Ostrowca miała dobre momenty w grze.

Jak tak naprawdę trafił Pan do Garbarni?

Wszystko odbyło się przy udziale trenera Mirosława Hajdy. Klub ma problem z bramkarzami, kilku zawodników na tej pozycji jest aktualnie kontuzjowanych. Drużyna myśli o tym, żeby powalczyć o powrót do drugiej ligi i stąd wziął się ten pomysł. Na chwilę obecną łączę grę w Garbarni z pracą w roli trenera młodych bramkarzy w Cracovii. Myślę, że jedno nie powinno kolidować z drugim. Od jakiegoś czasu pracuję w Cracovii i będę wykonywał swoje obowiązki, a tutaj też postaram się wnieść coś dobrego. Jestem przekonany, że Garbarnia zasługuje na to, żeby grać w drugiej lidze. To byłoby dla niej odpowiednie miejsce i wydaje mi się, że szefostwo klubu będzie chciało znaleźć się tam jak najszybciej. Później może być różnie. Na pewno dobrze byłoby, gdyby Kraków zyskał nawet drużynę pierwszoligową, tak aby młodsi zawodnicy z Cracovii czy Wisły mogli ogrywać się na niezłym poziomie.

Jakie było dla Pana, jako doświadczonego zawodnika, wejście do dosyć młodej szatni Garbarni?

Nie było to dla mnie nic specyficznego, ponieważ pracuję z młodymi bramkarzami. Kiedy pracowałem w Widzewie też mieliśmy chyba najmłodszą drużynę w lidze, więc to dla mnie nic nowego, dobrze czuję ten klimat. W Garbarni na pewno liga jest niższa, ale ambicją młodych chłopaków jest gra wyżej i ciągły rozwój. Teraz pytanie czy pójdzie to wszystko w parze z wynikami.

W swojej karierze zaliczył Pan krótki epizod w Izraelu, po którym nie wrócił Pan już na najwyższy poziom w Polsce. Z perspektywy czasu - żałuje Pan tamtego wyjazdu?

Samego wyjazdu nie żałuję. Żałuję tylko, że w Izraelu wszystko nie poukładało się jak należy, przede wszystkim jeśli chodzi o atmosferę panującą w kraju. Po powrocie zza granicy chciałem pobronić pół roku w Polonii Bytom i wrócić do ekstraklasy, ale niestety mi się nie udało. Miałem już wtedy 32 lata, a to dosyć specyficzny wiek. Jeśli gra się w ekstraklasie, wszystko jest dobrze, ale z powrotami na ten poziom bramkarze po trzydziestce mają duże problemy. Tak było ze mną, tak było chociażby z Łukaszem Sapelą czy wieloma innymi na tej pozycji.

Kilka ostatnich miesięcy spędził Pan w Porońcu Poronin. Wiązał Pan jakoś mocniej przyszłość z tym klubem?

Zostałem poproszony przez trenera Przemysława Cecherza o pomoc przy treningach bramkarskich. Ewentualnie, w razie potrzeby, miałem stanąć między słupkami, ale taka sytuacja przydarzyła się tylko raz. W sierpniu stanąłem między słupkami w meczu z Sołą Oświęcim, bo czekaliśmy na przyjazd młodego bramkarza Wisły, Mateusza Zająca. Trener chciał budować skład z młodzieżowcem w bramce, tak aby dla doświadczonych zawodników mieć miejsce w polu. Ja jeździłem do Poronina i w tygodniu trenowałem chłopaków.

Ostatnie tygodnie dla Porońca nie są zbyt dobre, drużyna z Podhala nie dojechała chociażby właśnie na mecz z Garbarnią.

Ta sytuacja była kontynuacją problemów, które w klubie pojawiały się od jakiegoś czasu. Od początku sezonu nie było różowo pod wieloma względami i to wszystko przełożyło się na wyniki i atmosferę w drużynie. Założenia na sezon były zupełnie inne, podczas gdy dzisiaj Poroniec dołuje, ma spore problemy bardzo różnego rodzaju.

Garbarnia to chyba klub, którego - pod względem kibicowskim - nie musi obawiać się ani były zawodnik Wisły, ani Cracovii?

Myślę, że tak, to taki klub pośrodku. W Hutniku sytuacja jest zupełnie inna, ale w Garbarni nie ma mowy o animozjach z żadną z topowych krakowskich drużyn. Przed meczem z KSZO odbyłem tutaj dwa treningi i kilka rzeczy zaskoczyło mnie pozytywnie. Przede wszystkim nie spodziewałem się, że murawa jest w tak dobrym stanie. Kiedy byłem tu po raz ostatni, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Widać, że klub chce iść do przodu i to jest najważniejsze.