Marek Piekarczyk: Słowo „mistrz” kojarzy mi się trochę z pomnikiem
– Jestem kolesiem z ulicy, który śpiewa. Nie uważam, że mój zawód jest jakiś wyjątkowy. Może poza tym, że mam więcej zobowiązań – mówi Marek Piekarczyk. W najbliższą niedzielę, 8 kwietnia, artysta zainauguruje na deskach Teatru Groteska cykl Scena Mistrzów.
Marek Piekarczyk – artysta, którego raczej nikomu przedstawiać nie trzeba. Wokalista, autor tekstów, członek legendarnej grupy rockowej TSA w latach 1981–2018, której jedne z najbardziej znanych utworów to „Trzy zapałki” czy „51”. Całkiem niedawno muzyk ogłosił, że odchodzi z zespołu. I że wciąż ma wiele planów na przyszłość.
Artysty będzie można posłuchać już w najbliższą niedzielę w Teatrze Groteska. Wieczorem zagra koncert akustyczny, a na scenie towarzyszyć mu będą Tadeusz Apryjas i Jacek Borowiecki. Piekarczyk podkreśla, że to trio „ludzi z Bochni, którzy się znają i w dodatku – lubią”.
„Mój zawód nie jest wyjątkowy”
Koncert zainauguruje cykl Scena Mistrzów. Piekarczyk pytany przez nas o to, czy czuje się mistrzem, odpowiada: – Właśnie nie, ale chyba nim jestem, więc muszę to jakoś unieść. Chociaż to słowo kojarzy mi się trochę z pomnikiem i starością – żartuje. Dodaje też, że nie uważa swojej profesji za wyjątkową. – Jestem kolesiem z ulicy, który śpiewa. Mój zawód nie jest nadzwyczajny, poza tym, że wiąże się z trochę większą liczbą zobowiązań. O wiele wyżej cenię sobie dobrego piekarza.
Po odejściu z TSA Piekarczyk ma wiele planów. Przyznaje, że każdą nobilitację traktuje jako zobowiązanie. – Wiem, że w tym teatrze zmuszą mnie, abym zrobił kolejny krok. Nie mogę sobie po prostu przyjechać, zaśpiewać i pogadać z ludźmi. Będę musiał udoskonalić formę tego koncertu i zdaję sobie sprawę z tego, że czeka mnie więcej pracy niż zazwyczaj – przyznawał jeszcze dwa tygodnie temu artysta.
„Teraz najwięcej śpiewam o miłości”
Jeśli chodzi o kontakt z publicznością, to artysta bardzo go sobie ceni. Podczas swoich koncertów musi widzieć widownię – aż do ostatniego rzędu. W Grotesce zabrzmią utwory z repertuaru muzyków, którzy ukształtowali go muzycznie – będą to m.in. piosenki Niebiesko-Czarnych, Skaldów, ale i propozycje z nowej, solowej płyty.
– Opowiem o tym co zawsze, a najwięcej o miłości. Kiedy człowiek jest młody, wypełniony miłością i pożądaniem, nie śpiewa o takich rzeczach. Ale później, kiedy nabywa się dystansu, w człowieku rodzi się narastająca tęsknota za miłością – opowiada.
– Człowiek zaczyna odczuwać ją boleśniej, bo jej poczucie potęgują doświadczenie i umiejętność spojrzenia na samego siebie i na świat. Moje teksty mówią przede wszystkim o przemijaniu, odchodzeniu od samego siebie i o tym, jak ciężko jest żyć, kiedy żyjemy wyłącznie dla siebie. Bo inni ludzie są nam bardzo potrzebni. Dobrodziejstwem dla człowieka jest drugi człowiek – nie ma nic bardziej interesującego – przedmiotu, dźwięku czy poezji – zaznacza. – Bo ludzie się zagubili, chcą przedmiotami zagłuszyć swoją samotność i brak miłości.