Mary Komasa: „Czarny Protest pokazał, jaką siłę mają kobiety”
Mary Komasa już w sobotę 15 października w ramach trasy Come Tour wystąpi w Krakowie. Wokalistka zdradziła nam, do jakiego filmu chciałaby stworzyć utwór muzyczny, jak współpracowało się z Anją Rubik i dlaczego bycie feministką jest dla niej oczywistością.
Natalia Grygny, LoveKraków.pl: W wywiadach podkreśla Pani, że traktuje piosenki wizualnie.
Mary Komasa, wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów i instrumentalistka: Jestem wychowana na filmach. Od dziecka oglądaliśmy z rodzeństwem niezliczoną ich liczbę. To spowodowało, że myślę obrazami. Kiedy piszę piosenkę, pierwsze co widzę, to scenę z filmu.
Czy zatem można traktować Pani album jako ścieżkę dźwiękową do osobistych historii czy miała Pani na myśli konkretny film?
Raczej starałam się do każdej z piosenek podejść jak do osobnej historii. Na pewno to, co łączy każdą z nich, to moje własne doświadczenia.
Do jakiego filmu chciałaby Pani kiedyś stworzyć utwór muzyczny?
Na pewno na mojej liście jest Xavier Dolan...
Jeden z utworów, City of Dreams, przenosi nas w świat wspomnień. Śpiewa w nim Pani jednak City of My Dreams/No more what it seems. To jak teraz wygląda Pani miasto snów?
Pod tym względem nic się u mnie nie zmieniło. Nadal bardzo dużo podróżuję. Nawet myślę, że częściej niż kiedykolwiek. Miasta moich snów to wciąż miasta, w których mam przyjaciół i do których wracam.
Nie można nie zapytać o jeden z ostatnich teledysków, czyli Lost me. Jak doszło do współpracy z Anją Rubik? Jak wyglądała ta współpraca na samym planie?
Wszystko układało się naprawdę świetnie. Na planie zapewniono nam wyjątkowe warunki. Praca z przyjaciółmi i rodziną to jest wymarzona praca. Poza tym miałam poczucie, że nikt nie traktuje tego jako pracy właśnie, tylko jako wyjątkowy projekt. Każdy był zaangażowany totalnie! Ania włożyła w to swoje serce i za to jestem jej bardzo wdzięczna!
Niektórzy uznali teledsyk za kontrowersyjny. Jak Pani myśli, z czego to wynika?
Ze szczerości tego video. Ono jest bardzo emocjonalne i wydaje mi się, że emocje w dzisiejszych czasach są często tematem tabu a Lost me to przełamuje.
Czy mogłaby Pani określić się mianem feministki? Jak Pani definiuje to określenie? Kiedy zobaczyłam Lost me, miałam wrażenie, że pokazuje on kobiecą siłę.
Jak dla mnie słowo feminizm jest już przestarzałym określeniem. Trochę jak sufrażystki... Młode dziewczyny nie myślą o sobie w kategorii feminizmu. Dla nich normą jest to, że mają takie same prawa jak każdy inny człowiek. I ja to rozumiem. Bycie feministką jest dla mnie oczywistością. Co do siły kobiet, to zdecydowanie za taką uważam wspólne działanie i wspieranie się kobiet nawzajem.
Dlatego tak ważna akcją dla mnie był ostatni Czarny Protest. Pokazał, jaką siłę mają kobiety, kiedy wyjdą razem na ulice miast!
Skąd, oprócz filmów, czerpie Pani inspiracje przy tworzeniu tekstów, muzyki?
Inspiracji szukam wszędzie. Kino, teatr, filharmonia, metro, ulica, kluby, spotkania z ludźmi. Naprawdę jestem typem antropologa... Mam uszy i oczy szeroko otwarte.
Kto Pani zdaniem na polskim rynku muzycznym ma obecnie coś do przekazania?
Maria Peszek. To o czym śpiewa plus jej wizerunek jest bardzo spójne. Bardzo cenię to, co ona robi.
Spotkałam się z opiniami, że Pani album mógłby się ukazać również w Nowym Jorku czy Bratysławie. Tylko co to teraz oznacza? Czy jakość albumu faktycznie musi być postrzegana poprzez pryzmat jego oceny za granicą?
Mój album jest dostępny w tych miejscach poprzez iTunes, Spotify etc. Ja nie oceniam muzyki przez pryzmat miejsca w którym powstawała... Wybrałam język angielski, bo dzięki niemu łatwiej dotrzeć do większej publiczności i rzeczywiście tak się dzieje w moim przypadku.
Czy znalazła już Pani swoje miejsce w świecie muzycznym? Jak podsumowałaby Pani ostatnie miesiące swojej muzycznej podróży?
Pracuję teraz nad nowym albumem i zdecydowanie znowu szukam tego miejsca. Lubię ten stan.
Mary Komasa wystąpi w Krakowie w najbliższą sobotę, 15 października. Koncert odbędzie się w Auli Dydaktyki AGH, Pawilon U-2 (ul. Reymonta 7) o godzinie 20.00.