Metropolita, który rozmawiał z ludźmi

Dokładnie trzy lata temu zmarł kard. Franciszek Macharski. W domu zakonnym sióstr albertynek można od dziś obejrzeć pokój poświęcony jego pamięci.

– Bardzo nam go dziś brakuje – napisał na Facebooku wiceprezydent Bogusław Kośmider. W tej ocenie nie jest odosobniony. Trudno o jakąkolwiek inną osobę, która wśród krakowian budziłaby tak pozytywne wspomnienia. Mieszkańcy dali temu dowód, przychodząc w ogromnej liczbie na pogrzeb zmarłego metropolity. Kondukt wypełnił szczelnie cały odcinek od kościoła franciszkanów do Katedry Wawelskiej.

W publikowanych wówczas wspomnieniach krakowian przewijały się te same stwierdzenia: otwarty, uśmiechnięty, niewykluczający nikogo, nieangażujący się w polityczne spory, zaangażowany w pomoc ubogim i potrzebującym. Nikt nie miał wątpliwości co do autentyczności jego postawy, mieszkańcy doceniali też możliwość spontanicznej rozmowy z metropolitą, kiedy przechadzał się ulicami miasta. Często można było go spotkać na Plantach.

Pokój pamięci

O trzeciej rocznicy śmierci przypomniały dziś siostry albertynki z Prądnika Czerwonego. To tam, przy ul. Woronicza 10, w skromnych warunkach domu zakonnego, kardynał spędził jedenaście ostatnich lat życia. Ten długi okres okazuje się nie mniej ciekawy niż lata kierowania archidiecezją.

Siostry wspominają ciekawe szczegóły, ukazujące osobowość kardynała. W „Chatce”, jak nazywają dom, w którym mieszkał, otworzyły dziś pokój poświęcony jego pamięci. Są tam fotografie, książki, przedmioty, których używał. Zobaczymy m.in. sutannę, artykuły biurowe czy budzik, ale też fotel, w którym spędzał wiele czasu na lekturze i modlitwie.

W jednej z gablot wystawiły kalendarz z 2005 roku, w którym przestał pełnić funkcję metropolity. Jak podaje Katolicka Agencja Informacyjna, 21 czerwca zanotował: „U sióstr albertynek z prośbą o przytułek”. Kolejny zapisek ma datę 4 sierpnia: „Zamieszkałem u sióstr albertynek”.

Oddał stery

Już sam wybór mieszkania u sióstr franciszkańskiego zgromadzenia, założonego przez Brata Alberta i zajmującego się pomocą ubogim, wiele mówi. To była swego rodzaju pustelnia, miejsce, do którego kardynał wycofał się po 26 latach kierowania archidiecezją.

Nie oznaczało to bynajmniej całkowitej izolacji – na tyle, na ile pozwalały mu siły i zdrowie, brał jeszcze udział w różnych uroczystościach, nie stronił od kontaktów. Zmienił to dopiero wypadek, któremu uległ w czerwcu 2016 roku, kiedy nieszczęśliwie upadł podczas spaceru i załamał kręgosłup. Trafił do szpitala i po ponad miesiącu zmarł. W czasie Światowych Dni Młodzieży, na kilka dni przed śmiercią, zdążył go jeszcze odwiedzić papież Franciszek, przebywający w Krakowie z okazji Światowych Dni Młodzieży.