Mieszkania z drugiej ręki w cenie nowych. Kraków spada z 2. miejsca

Blisko 16,8 tys. złotych kosztuje średnio metr kwadratowy mieszkania na rynku wtórnym w Krakowie. Dużo, mało? To zależy. Eksperci tłumaczą, skąd te ceny.

Dane z otodom.pl pokazują, że rynek wtórny to nie tylko kamienice i PRL-owskie bloki. Blisko 15 proc. oferty stanowią lokale maksymalnie sześcioletnie. Warto przypomnieć, że w 2020 roku średnio metr kwadratowy nowego mieszkania kosztował 9,5 tys. złotych. Obecnie jest to 16,87 tys. zł, czyli niewiele więcej niż na rynku mieszkań „używanych”.

Rynek wtórny jak cień pierwotnego

W teorii dobra używane powinny być tańsze. W przypadku nieruchomości reguły gry są jednak inne. Jak wytłumaczyć fakt, że ceny mieszkań z drugiej ręki dorównują tym pachnącym świeżym tynkiem?

Kluczem jest lokalizacja, dostęp do różnego rodzaju udogodnień oraz oszczędność czasu. Kupując mieszkanie na rynku wtórnym, często wprowadzamy się do gotowego lokalu, podczas gdy stan deweloperski wymaga kapitału i miesięcy pracy na wykończenie.

W przypadku gdy mieszkań jest mniej niż chętnych, rosną ceny nie tylko nowych lokali – w ślad za nimi w górę idzie wykres symbolizujący rynek wtórny.

W Krakowie taka sytuacja długo się utrzymywała. Jednak od około roku liczba dostępnych lokali oscyluje wokół 10 tys., dlatego wzrost cen przystopował. I coś zaczyna się zmieniać.

Przełom?

Według ekspertów Otodom w maju mieliśmy do czynienia z symboliczny przełomem (choć Otodom nazywa go "historycznym"). Między innymi dlatego, że Trójmiasto przeskoczyło Kraków na podium miast z najwyższą ceną za metr kwadratowy.

Niezagrożona pozostaje stolica ze średnią ceną 18,7 tys. zł/mkw. Trójmiasto wyprzedziło jednak Kraków o kilkadziesiąt złotych – tam lokale sprzedają się średnio po 16 867 zł/mkw.

– Trójmiejski rynek wyprzedził cenowo Kraków i stał się absolutnym liderem pod względem dynamiki wzrostów (+1,9 proc. miesiąc do miesiąca i aż +8,2 proc. rok do roku). Wielomiesięczny trend powyżej średniej kontynuuje również Poznań (+5,1% w ujęciu rocznym). Warto jednak zauważyć, że tamtejsze stawki pozostają o ponad 4,4 tys. zł/mkw. niższe niż te w Trójmieście – mówi Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Ekspert zwraca uwagę, że obecnie w skali kraju „mieszkania drożeją, choć chętnych ubywa”.

Co to oznacza? – Jeśli zainteresowanie kupujących nie wróci do marcowych poziomów, a ofert na rynku nadal będzie ubywać, możemy wejść w fazę niskiej płynności. Scenariusz, w którym stawki rosną już tylko nominalnie, uderzy zarówno w kupujących, jak i sprzedających – uważa Jarząbek.

Czy ta prognoza się sprawdzi? Mają to pokazać najbliższe dwa miesiące.