Miszalski czuł się zbyt pewnie w siodle. Referendum to woda na młyn opozycji
Łukasz Winczura, LoveKraków.pl: Wierzył pan w odwołanie Aleksandra Miszalskiego?
Krzysztof Janik, były szef MSWiA, pracownik naukowy: Patrząc na kampanię patrząc na wszystko co się tam działo w Krakowie wydawało mi się, że będzie problem z frekwencją i że pan prezydent Miszalski się obroni. No, ale – jak widać – się myliłem. Ale tutaj takie zastrzeżenie. Oczywiście, „Vox populi, vox Dei”, jak mówili starożytni Rzymianie. Ale referendum tego typu jest instytucją dosyć powiedziałbym niesprawiedliwą. Choć muszę też wziąć odpowiedzialność za jego funkcjonowanie, bo było uchwalane w czasach, kiedy byłem posłem. Ale wie pan, to wzmacnia takie tendencje które u nas są bardzo żywe. Że łatwiej jest głosować przeciwko komuś niż za kimś.
To także odnosi się do innych wyborów?
Tak. To jest taka polska tradycja już, że bardziej głosujemy „przeciw” niż „za”. Przecież koalicja wygrała wybory do parlamentu nie dlatego, że przedstawiła jakiś fantastyczny program czy nową filozofię rządzenia. Ale dlatego, że ludzie już mieli serdecznie dość PiS-u.
Tyle że w wyborach ma pan wachlarz ofert. Tu wybór był prosty.
To prawda. Możemy zagłosować przeciwko PiS-owi, wybrać Platformę, Lewicę czy Konfederację. W tym referendum masz zero-jedynkowość. Albo odwołujesz człowieka, albo nie. No i jest rzeczą oczywistą, że w takich sytuacjach przeciwnicy prezydenta łatwiej się mobilizują.
Czym aż tak do siebie zniechęcił Krakowian Aleksander Miszalski, że mu podziękowali za współpracę?
Nie wiem. Nie potrafię ocenić, czym pan Miszalski i aż tak podpadł. Ale wiem, że nie powinien był się czuć zbyt pewnie w siodle. Wygrał jednak niewielką przewagą głosów w drugiej turze. I było jasne, że grono jego przeciwników jest prawie porównywalne z gronem jego fanów. I powtórzę. Referendum sprzyja przeciwnikom. To nie ulega wątpliwości.
Przypatrzmy się na te przyczyny porażki. Czy to była niedecyzyjność, tańce wokół Strefy Czystego Transportu, partyjniactwo, festyniarstwo, zadufanie w sobie…
Każdą z tych rzeczy trzeba by oceniać oddzielnie. Powiedziałbym tak. Strefa Czystego Transportu jest u nas trochę takim przełomem mentalnym. Ale już niemal wszystkie duże miasta europejskie wprowadziły duże obostrzenia w kwestii poruszania się samochodów po ścisłym, zabytkowym centrum. Czasem one są jeszcze bardziej rygorystyczne niż to, co my w Polsce robimy. Bo jak pan pojedzie do Paryża, to dojedzie do małej obwodnicy i koniec. Trzeba się z tym godzić, że ta zabytkowa materia krakowska powinna być chroniona za wszelką cenę, bo to świadczy o ciągłości państwa o jego wielkości.
Ale może było lepiej wpierw to mocno przegadać z obywatelami a nie robić wszystkiego trochę „na rympał”. Podobnie jak z cenami biletów. Podwyższamy, potem obniżamy ceny. Ludzie nie wiedzą, co jest grane.
I to jest chyba problem komunikacyjny. Pan prezydent Miszalski zaniedbał komunikację. Tę międzyludzką. Nie tramwajową, Siedzę sobie na tych różnych mediach społecznościowych. I zauważyłem, że pan Miszalski tak naprawdę zaczął być na nich widoczny dopiero parę miesięcy temu. A nie od początku swojej kadencji. Po drugie, pan i ja wiemy, że Kraków jest to miasto dość specyficzne. Wymagające od swojego lidera umiejętności rozmowy i zarazem pewnej takiej, powiedziałbym, stateczności. Podjąłem decyzję, to jej bronię do upadłego. Tutaj tego nie było i to też jakoś pozytywnie na wizerunek prezydenta nie wpływało.
Prezydent Jacek Majchrowski takich dwóch rad miał udzielić panu Miszalskiemu. Żeby nie skakał po dachach, bo to niepoważne i żeby odsunął się od matki-partii albo przynajmniej przeciął tę pępowinę uzależnienia.
To dowód na to, że trzeba słuchać starszych i bardziej doświadczonych ludzi a nie żyć w przekonaniu, że wie się wszystko najlepiej. Prezydent Majchrowski był kiedyś człowiekiem lewicy i myślę, że nadal nim jest. Ale tego lewicowego oglądu świata nie przenosił go na codzienne administrowanie miastem. I tak być powinno. Bo miasto jest różne. I lewicowe, i prawicowe, i liberalne, i konserwatywne. A na koniec, a może przede wszystkim krakowskie, bo Krakusy sami w sobie są specyficznym gatunkiem ludzi. Te wrażliwości trzeba w rządzeniu uwzględniać. Nie mogę demonstrować takiego przekonania, że jestem prezydentem tylko części tego miasta i części jego obywateli. Dwa, wie pan kierowanie miastem wymaga jednak pewnego profesjonalizmu. To nie jest taki model, w którym panujesz nad miastem. To jest model, kiedy tym miastem się zarządza. Zatem musisz mieć w otoczeniu nie działaczy partyjnych, ale ludzi, którzy się znają na mieście. Ludzi, którzy wiedzą, którędy biegnie ulica i co z tą ulicą można zrobić. I być może takie zbyt wyraźne postawienie na łup partyjny, polityczny zaszkodziło. Wygrywał zawsze prezydent, który może nie zawsze znał miasto od spodu, ale do współpracy brał fachowców a nie kumpli. I tyle.
Czy wczorajsze referendum to także żółta kartka dla Koalicji Obywatelskiej w całym kraju i preludium do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych?
Nie. Takie opinie są przejawem nadmiaru upartyjnienia naszego życia umysłowego. Wybory nowego prezydenta będą toczyły się zupełnie inne atmosferze i przy zupełnie innych procedurach działania. Kandydaci będą musieli zdobyć poparcie. I, wie pan, czy tak, czy siak, to moim zdaniem w drugiej turze tych wyborów Krakowie kandydat Platformy się znajdzie.
Może zaistnieć coś takiego, jak „efekt Miszalskiego”? To znaczy zwietrzenie krwi przez opozycję w innych samorządach. Że skoro się udało w Krakowie to i uda się w Lipnicy w Tarnowie, Nowym Sączu, Łowiczu. Gdziekolwiek.
Na pewno będzie to, czy powinno być, bardziej analizowane przez opozycję w dużych miastach niż przez koalicje rządzące. Bo warto się przyjrzeć, dlaczego Miszalski przegrał to wczorajsze głosowanie. Mam jedną wątpliwość. Otóż ona się bierze stąd, że na co dzień niespecjalnie przepadamy za partyjnością. A tu wczoraj w Krakowie to życie partyjne rozkwitło. Wszystkie partie się zmobilizowały, podejrzewam, że także i część moich przyjaciół z lewicy.
Po co?
Po to, żeby dać sygnał panu prezydentowi, że i styl rządzenia miastem im się nie podoba.
Jak pańskim zdaniem głosowali „Towarzysze”?
Nie wiem. Podejrzewam, że większość zwolenników Miszalskiego i zwolenników koalicji rządzącej nie poszło do wyborów w przekonaniu, że skończy się jak w Warszawie przy próbie odstrzelenia Hanny Gronkiewicz-Waltz.
A pan by poszedł?
Ja bym poszedł i zagłosował za pozostaniem tak Rady Miasta, jak i prezydenta Miszalskiego.
Bo?
Bo nijak nie widzę w tej chwili dobrych kandydatów na włodarza miasta.
Ktoś tam się w sumie objawia...
Zgłosił się kolega z Konfederacji, zgłosił się kolega Banaś. O kompetencjach Konfederata wiemy nic. Pan prezes Banaś? Mam pytanie: kto go jeszcze poprze? Czy to będzie taki kandydat obywatelski, czy też stanie za nim jakaś zorganizowana siła polityczna. Na pewno swojego kandydata zgłosi Prawo i Sprawiedliwość. No i wystartuje nieśmiertelny pan Gibała. Być może i w tym komitecie referendalnym są ludzie, których ambicją jest stanięcie do tego wyścigu. Trudno się spodziewać, żeby swojego kandydata nie wystawiła lewica. Wianuszek chętnych zapowiada się obficie.
No to przejdźmy do tego, co tygrysy lubią najbardziej. Lista nazwisk.
No to już mamy przynajmniej dwa albo jak nie trzy.
W PiS-ie mówi się o pani Małgorzacie Wassermann i o panu Michale Drewnickim.
Nie znam pana Drewnickiego. Znam panią Wassermann. To jest osoba dość zrównoważona, co w PiS-ie jest rzadkością. I na dokładkę dość kompetentna. Natomiast, czy ona będzie chciała… Wie pan, już kandydowała, przegrała. To też zostawia pewien ślad w psychice.
Takiego złego wyniku nie wykręciła.
Ale jednak myślę, że pani poseł Wassermann się dwa razy zastanowi zanim się zdecyduje.
Byłaby taką Giorgią Meloni dla Krakowa?
No, niewątpliwie charakter ma. Tylko charakter nie zawsze pomaga w rządzeniu miastem. Natomiast, czy ma kompetencje zarządcze, tego nie wiem. Ona zawsze była politykiem parlamentarnym. Nigdy niczym nie zarządzała, więc więc tu będzie to będzie jeden z zarzutów pod jej adresem.
Platforma czy Koalicja Obywatelska. Pan Bogdan Klich się pojawił na giełdzie.
Serdecznie współczuję koleżankom i kolegom z Platformy. Oni będą mieli problem. Są poobijani, ich lider jednak przegrał wczorajsze głosowanie.
Ale, pańskim zdaniem, to było uderzenie bardziej w Platformę czy bardziej personalne w Aleksandra Miszalskiego.
Mnie się wydaje, że to było bardziej spersonalizowana kampania pod hasłem: „Miszalski musi odejść”. Jednak Platforma w Krakowie jest nadal dominującą siłą polityczną, ale jeśli popełnił błąd kadrowy i wystawi kogoś, kto nie dźwignie tej kampanii, to przegra. Bo to jednak jest swoisty melanż wyborów tożsamościowych, partyjnych i wyborów personalnych.
A panu kto by najbardziej spasował?
Wie pan, gdyby to ode mnie zależało, to bym namawiał do startu profesora Hausnera. Jerzy ma potężne doświadczenie zarządcze, był w rządzie, był w Radzie Polityki Pieniężnej, organizuje bardzo interesujące przedsięwzięcia naukowe i popularyzatorskie. Pisze raporty bardzo przydatne w polityce, jeśli ktoś je oczywiście czyta. A poza tym jest człowiekiem, który nie ma takiego zadufania, chorej pewności siebie też nie posiada.
„Bliźniego swego kocha jak siebie samego”?
Jurek umie rozmawiać i słuchać, to ludzki pan. Trochę tu przypomina Jacka Majchrowskiego, którego zaletą było to, że umiał słuchać. A jak już pan mnie przesłuchuje na okoliczność lewicy i tak się o nią troszczy. Świetną kandydatką byłaby Daria Gosek-Popiołek. To jest mądra dziewczyna, progresywna w najlepszym znaczeniu tego słowa, a więc w tym sensie, że się nie boi. Jest odważna, ma wyobraźnię. Ja bym, po pierwsze, nie wykluczały jej startu a po drugie nie wykluczał dobrego wyniku.
Łukasz Gibała?
Przepraszam, ale mam wrażenie, że nikt nie stoi za panem Gibałą. Ale na pewno się zgłosi i ma pewne szanse, żeby znaleźć się w drugiej turze. Aczkolwiek być może nie docenia tego, że jego obecność przy każdych wyborach w Krakowie może też prowadzić do pewnego znużenia. Dlatego wcale nie musi być czarnym koniem tego wyścigu.
Kto na komisarza?
Nie mam bladego pojęcia. Nawet cienia pomysłu.
Pan premier ma zagwozdkę?
Ma. Moim zdaniem dlatego, że, po pierwsze, wojewodą jest człowiek PSL. W takich dużych metropoliach robiło się tak, że wojewoda albo wicewojewoda zawieszał na pewien czas swoje funkcjonowanie i wchodził na chwilę do gry. Bo nie bardzo widzę, kto z obecnego kierownictwa Urzędu Miasta mógłby się do tego nadawać być może tam ktoś jest taki, ale tego nie potrafię wskazać.
Ktoś spod znaku koniczynki byłby w stanie udźwignąć Kraków na te trzy miesiące?
Powiem eufemistycznie, że paru chętnych pewnie by się znalazło, no ale to trochę mało…
„Wielu jest powołanych niewielu wybranych”…
O, bardzo dziękuję. O to mi chodziło dokładnie. Biblia jest jednak niezastąpionym źródłem refleksji nad życiem i tego się trzymajmy.