Młody Kapustka jak młody Nawałka

Bartosz Kapustka w wygranym meczu polskiej reprezentacji z Irlandią Północną zagrał od pierwszych minut. W swoim debiucie na mistrzowskiej imprezie pokazał, że zasłużenie otrzymał powołanie od trenera Adama Nawałki.

Szczęście w nieszczęściu

Gra w wyjściowym składzie piłkarza Cracovii nie była do końca pewna. Gdyby Kamil Grosicki nie doznał urazu po meczu z Litwą, to kto wie, czy Kapustka wyszedłby w spotkaniu z Irlandią Północną od pierwszych minut. – Gra w takim meczu to niesamowite uczucie. Dziękuję trenerowi za otrzymaną szansę. Jestem dumny z tego, że mogłem zagrać i że udało się wygrać – powiedział na łamach portalu Łączy nas piłka pomocnik Pasów.

Młokos postrachem rywala

Kapustka jak dotąd jest najmłodszy piłkarzem, który podczas Euro 2016 pojawił się na murawie, ale jest też najmłodszym reprezentantem Polski, który wystąpił podczas mistrzostw Europy. Mimo że nie ma jeszcze skończonych 20 lat, a w reprezentacji zagrał zaledwie osiem razy, w Nicei prezentował się jak rutynowany zawodnik. – Jestem z siebie zadowolony, lecz już myślę o kolejnym spotkaniu. Na boisku jestem bardziej odważny. Wiem, że to dopiero pierwszy mecz, ale apetyty rosną – podkreślił młody reprezentant.

Apetyty faktycznie mogą rosnąć, bo Polacy praktycznie nie dopuścili Irlandczyków do głosu. Pierwszą połowę rywal zakończył bez oddanego strzału na bramkę. W drugiej zaledwie raz zrobiło się groźnie w polu karnym biało-czerwonych. – Bardzo cieszymy się, że udało się wygrać. Byliśmy lepszym zespołem, dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce i zasłużenie wygraliśmy – ocenił Kapustka.

Spłacony dług

Zachwyty nad piłkarzem Cracovii nie mają końca. Fakt faktem, na boisku był niemal wszędzie. Starał się przeprowadzać indywidualne akcje, zagrywać z pierwszej piłki i bez kompleksów uderzać na bramkę. W 38. minucie strzałem z dystansu prawie pokonał Michaela McGoverna. Gdyby nie dobry instynkt bramkarza Irlandii, to Polacy schodziliby na przerwę, prowadząc 1:0.

Trener Adam Nawałka miał nosa, stawiając na Kapustkę. – Skala jego talentu jest bardzo wysoka. Powołując go do reprezentacji Polski wiedziałem, że sobie świetnie poradzi. Ja też będąc bardzo młodym zawodnikiem otrzymałem powołanie. Jacek Gmoch na mnie postawił i się nie zawiódł. To swego rodzaju pewność z mojej strony i dobre rozeznanie, co do możliwości tego zawodnika. Bartek robi postępy, ale muszę dodać, że musi nadal ciężko pracować, aby osiągnąć jeszcze wyższy poziom – podsumował występ pomocnika Pasów selekcjoner reprezentacji Polski.