Monopol NFZ zagraża szpitalom. „Dyrektorzy stali się mistrzami negocjacji z wierzycielami i bankami”
System na granicy wydolności
Polska ochrona zdrowia od lat funkcjonuje w stanie permanentnego niedostatku. Zadłużenie szpitali, rosnące koszty i niestabilne finansowanie tworzą mieszankę, która – jak wskazują menedżerowie placówek – coraz trudniej poddaje się kontroli. Dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, Marcin Jędrychowski, podkreśla, że problemu nie można sprowadzać wyłącznie do jednego czynnika.
Jego zdaniem rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona i obejmuje zarówno sposób organizacji systemu, jak i jego strukturę kosztową.
Koszty, które krępują zarządzanie
Jednym z największych wyzwań są wydatki na wynagrodzenia. W wielu szpitalach stanowią one od 50 do nawet 80 proc. wszystkich kosztów. To poziom, który praktycznie uniemożliwia elastyczne zarządzanie.
– Nie można sprawnie zarządzać podmiotami, których koszty osobowe stanowią tak wysoki udział – mówi Jędrychowski. – Przestrzeń na optymalizację pozostaje bardzo ograniczona – dodaje.
Dodatkowym problemem są sztywne regulacje dotyczące zatrudnienia, poszczególnych specjalistów na dyżurach. Każda próba redukcji kosztów w tym obszarze wiąże się z ryzykiem konsekwencji prawnych lub organizacyjnych.
Monopol i brak stabilności
W debacie publicznej często wskazuje się na brak środków w Narodowym Funduszu Zdrowia jako głównego winowajcę problemów systemu. Dyrektor krakowskiego szpitala podchodzi do tego bardziej krytycznie.
– Winnym tak naprawdę nie jest tylko niewystarczająca ilość, którą mamy w systemie. tylko ilość pieniędzy, którą mamy w systemie. Problemem jest także monopolistyczny charakter dysponenta tych środków jakim jest NFZ – ocenia.
Brak konkurencji po stronie płatnika przekłada się na niestabilność decyzji finansowych. Szpitale inwestują w infrastrukturę, rozwijają diagnostykę, a po czasie dowiadują się o ograniczeniu finansowania na jej wykonanie
– Tak się nie da budować rzeczywistości – podkreśla. – Najpierw zachęca się nas do rozwoju, a potem ogranicza środki na kluczowe badania – przypomina.
Leczymy drożej, niż nas stać
Zdaniem Jędrychowskiego system zmaga się z fundamentalnym problemem ekonomicznym: wydatki na ochronę zdrowia przekraczają możliwości finansowe państwa.
– Oferujemy zdecydowanie więcej, niż nas na to stać. A podstawowa zasada ekonomii mówi: wydawaj tyle, ile masz – zaznacza.
Konsekwencje ponoszą przede wszystkim szpitale. Zadłużenie liczone w miliardach złotych przestało już szokować opinię publiczną.
W praktyce oznacza to jednak, że zarządzający placówkami zamiast skupiać się na leczeniu, zajmują się finansową „ekwilibrystyką”.
– Dyrektorzy stali się mistrzami rolowania zobowiązań i negocjacji z bankami, a nie zarządzania opieką zdrowotną. Musimy pamiętać, że takie działanie ma swoje granice+ – dodaje.
Rosnące ceny i brak reakcji systemu
Na trudną rzeczywistość finansową nakładają się wynikające z sytuacji geopolitycznej rosnące koszty materiałów medycznych oraz energii. Wywołany konfliktem w Zatoce Perskiej wzrost cen surowców i transportu bezpośrednio uderza w budżety szpitali.
– Za rękawiczki, które kosztowały 6,50 zł, dziś płacimy około 10 zł – wskazuje Jędrychowski. – A czy płatnik reaguje na te wzrosty? Nie – podkreśla.
Brak mechanizmów dostosowujących wyceny świadczeń do realnych kosztów pogłębia problem zadłużenia.
Ucieczka do prywatnej medycyny
Równolegle rośnie znaczenie sektora prywatnego. Pacjenci, których na to stać, coraz częściej wybierają płatne usługi, omijając kolejki i poprawiając komfort leczenia.
– Oni chcą zapłacić – za szybkość, za jakość albo za komfort – mówi dyrektor.
To z kolei zwiększa presję na system publiczny i pogłębia nierówności w dostępie do świadczeń.
Potrzeba zmian systemowych
Jędrychowski wskazuje dwa kluczowe kierunki reform: odejście od monopolu jednego płatnika oraz dopuszczenie większego udziału usług komercyjnych w szpitalach publicznych.
– Musimy do publicznego systemu ochrony zdrowia wprowadzić dodatkowy strumień finansowania świadczeń i skończyć z monopolem NFZ – podkreśla.
Proponuje także umożliwienie szpitalom realizacji części świadczeń komercyjnych.
– Niech to będzie nawet 10 proc. działalności. To nie wpłynie na dostępność, a poprawi sytuację finansową placówek – przekonuje.
Polityka zamiast decyzji
Największą barierą pozostaje jednak brak woli politycznej. Zdaniem dyrektora ochrona zdrowia stała się „zakładnikiem” politycznym.
– Służba zdrowia stała się jednym z najbardziej populistycznych obszarów. Lepiej jej nie dotykać – ocenia.
Tymczasem, jak podkreśla, system nie może funkcjonować w trybie „od wyborów do wyborów”.
– Jeśli chcemy w jakikolwiek sposób uratować to co przez lata udało się nam zbudować, to koniecznym jest odpolitycznienie systemu oraz jak najszybsze wprowadzenie reform, których główną przesłanką będzie stabilność – podsumowuje.