Mościcki „Stadio de la Gruz” w rękach miasta. Co z tym fantem zrobić?
Sportowa Żużlowa Spółka Akcyjna w dość oryginalny sposób podziękowała miastu za możliwość wieloletniego użytkowania obiektu przy Zbylitowskiej. Klucze do pomieszczeń obiektu odesłała pocztą.
A było tak miło…
Nie trzeba być najstarszym Tarnowianinem, by pamiętać o latach świetności mościckiego stadionu.
Kiedy oddawano go do użytku w 1970 roku, był obiektem chluby i dumy. Trawiasta murawa, tor żużlowy jak się patrzy, jupitery, zaplecze, hotelik, mała hala sportowa i siłownia.
Tu ścigały się największe gwiazdy w historii czarnego sportu. Tu żużlowcy z „Jaskółką” na plastronie trzykrotnie – w 2004, 2005 i 2012 – wznosili w górę puchar Mistrzów Polski.
Trybuny pękały w szwach. Rekordy frekwencji były bite częściej niż rekordy toru.
Ale i piłkarze też mieli swoje pięć minut, rywalizując przez kilka lat na drugim poziomie rozgrywkowym w naszym kraju.
To na mościckiej murawie swoje największe przeboje śpiewał legendarny zespół Scorpions, dla którego wyrąbano nawet specjalny wjazd od ul. Czerwonych Klonów.
To tu, jeszcze przed stanem wojennym w 1981 roku, na spotkanie z robotnikami ówczesnych Zakładów Azotowych im. Feliksa Dzierżyńskiego przyjechał Lech Wałęsa.
W lepszym stanie są antyczne ruiny
Dziś wejścia na obiekt broni lichy łańcuch. Taki, który za psi grosz można kupić na targu. Za ogrodzeniem od strony dworca kolejowego w Mościcach widać porozrzucane deski i pozostawiony samopas leciwy traktor.
Ale to może być dopiero przedsmak tego, co czeka urzędników miejskich, którzy zechcą przyjrzeć się, w jakim stanie jest stadion.
I coś w tym jest, skoro ostatnie głośne kłótnie użytkujących pospołu stadion piłkarzy i żużlowców dotyczyły kwestii płacenia za światło i użytkowania pryszniców…
Widok stadionu też nie powala na kolana. Zarastające trawą krawężniki z widocznymi ubytkami, jako tako prezentująca się trybuna, kamienne siedziska rodem z głębokiej komuny, trochę plastikowych krzesełek.
Ratujmy, co się da!
W tej chwili miasto się głowi, co zrobić, by stadion w Mościcach w jakikolwiek sposób działał, a nie był wyłącznie skarbonką bez dna.
Bo dość innych utrapień z infrastrukturą sportową w tej części miasta już jest.
Wybudowane na Igrzyska Europejskie boisko piłkarskie będzie mogło być użytkowane raptem przez… 16 godzin w tygodniu, by nie zepsuć hybrydowej murawy.
Po Hali „Jaskółka” częściej hula wiatr niż biegają sportowcy czy śpiewają artyści. Tu nadzieją ma być nowy wiceprezes TOSiR, który ma tchnąć jakiekolwiek życie w halę wystawioną za prawie 60 mln złotych.
A co ze stadionem?
Tu pomysłów jest kilka. Na razie rzucanych ad hoc. Ale jednak.
Gdyby minister sportu otworzył serce i portfel, wyremontowano by murawę boiska. I mogliby na niej grać piłkarze nożni. Albo zawodnicy futbolu amerykańskiego. Bo i takich, grających w drużynie „Hunters” mamy w Tarnowie.
Jest też szansa na to, by także i speedway wrócił na stare śmieci. Tu nadzieje pokładane są w Januszu Kołodzieju – najbardziej utytułowanym zawodniku w historii klubu – który prowadzi szkółkę żużlową. Przy Zbylitowskiej mogliby trenować adepci żużla z jego stajni.
– Nas interesuje, żeby obiekt w ogóle był użytkowany – twierdzi prezydent miasta.