„MPK – przekręt stulecia” [List]

Czemu jesteśmy wytresowani? Parę dni temu spotkała mnie typowo krakowska sytuacja: w pewnym momencie jeden z licznych w królewskim mieście zdezelowanych tramwajów odmówił posłuszeństwa. Nagle – dokładnie na środku dystansu pomiędzy dwoma przystankami  – pojazd po prostu się zatrzymał, a że było to na jednej z najbardziej ruchliwych ulic, do tego w godzinach szczytu, dopiero po chwili zaczęłam rozglądać się dookoła.

W sumie nie od razu to zauważyłam, ale zaraz otwarły się drzwi. Chyba jedyna miałam jakiekolwiek wątpliwości. Większość, jak jeden mąż, wstała i wylała się z tramwaju. Pokorny tłumek, jako że chodnik nie był bezpośrednio dostępny, ruszył skrajem drogi – jak wspominałam, drogi mocno przez samochody uczęszczanej! No i tyle.

(…) Czy MPK to jest wolontariat? Bo owszem, rozumiem nie mieć pretensji do kogoś, kto robi dla nas coś za darmo i zawodzi – chciał dobrze, przewiózł nas przez pół miasta, nie wyszło do końca, ale ciężko oczekiwać perfekcji, skoro nie ma środków, sprzętu, personelu... Tylko że, nie wiem, jak w innych miastach, ale u nas MPK, ZiKiT, jak zwał, tak zwał, to nawet nie dobry biznes oparty na monopolu – to przekręt stulecia. Firma, która, swoimi cenami doprowadzając użytkowników do białej gorączki, ma czelność nie reprezentować zupełnie żadnej jakości.

Szalone sumy za brak obsługi

Płacimy szalone sumy za prawo do przejazdu tramwajami i autobusami, których linie przestawione zostały tak, żeby jak największy procent mieszkańców musiał się przesiadać, czyli wydawać jeszcze więcej. Płacimy za usługę, którą usługodawca ma obowiązek zapewnić – i o ile jestem w stanie zrozumieć, że korki nie są od przewoźnika zależne (choć mógłby w racjonalny, szczery sposób ustawić rozkład jazdy) – to awaria to już kwestia niedostatecznej jakości składu. Żeby chociaż były dobre chęci, a nie było pieniędzy! Ale w Krakowie rządzi taktyka: „woźmy ludzi tą puszką, dopóki się nie rozpadnie w trakcie jazdy, byle nie stracić ani pół kursu”. A ci, którzy jechali akurat na rozmowę o pracę/egzamin/ważny zabieg, na pewno jakoś sobie poradzą.

Czemu więc w komunikacji miejskiej nie wymagamy bycia godnie obsłużonymi? Jak ktoś sprzeda nam niepełny towar czy poda przypalone danie, od razu gdzieś to zgłaszamy – czujemy się źle potraktowani, oszukani lub choćby nieumyślnie wprowadzeni w błąd; mamy jednak pewność, że naprawienie tego błędu należy do obowiązków sprzedawcy, a on, jeśli wie coś o swoim fachu, z całych sił stara się zapewnić klienta, że to tylko jednorazowa wpadka, robi wszystko, by nie stracić przyszłego zysku.

Przeanalizujmy moją sytuację. Kontakt na linii kierowca (reprezentant swojej firmy) – pasażerowie (klienci), zerowy. Nie widziałam faceta. Nie przyszedł, nie poinformował o awarii, nie przeprosił za utrudnienia. Pisząc to, nie sugeruję, że to on w tej sytuacji zawinił – wciąż jednak reprezentuje swoją firmę. Wiem, że tramwaj należy szybko usunąć z drogi, wszystko wiem. Nie oczekuję przeprosin trzyzwrotkowych i odśpiewanych, wystarczą jakiekolwiek.

Płacimy za pół batonika?

Czy równie grzecznie i bezproblemowo wyszlibyśmy z kina, gdyby w połowie seansu ekran zgasł i już się nie włączył, a nikt nie kwapiłby się do wyjaśnień? Albo gdyby powiedział tylko: „Przepraszam, zepsuło się”, w podtekście zaś: „Macie pecha”? (…).

Spójrzmy jeszcze od strony finansowej – każdy z pasażerów (w wersji optymistycznie uczciwej) zapłacił za bilet (i to niemałą kwotą). Dlaczego nie mamy jakiejkolwiek gwarancji otrzymania tego, na co wydaliśmy pieniądze i dlaczego się na to godzimy? Czy płacimy za szansę otrzymania batonika od sprzedawczyni? A może nie przeszkadza nam, że wspomniana pani wybiega za nami ze sklepu i wyrywa nam do połowy skonsumowany produkt? (…) Czemu więc godzimy się na takie traktowanie w analogicznych sytuacjach? Nie ucieknę się do szalonej tezy o odszkodowaniu, ale na zdrowy chłopski rozum wyrzuconemu gdzieś w środku miasta na zewnątrz pasażerowi powinien przysługiwać chociaż jednoprzejazdowy bilet, by mógł kontynuować podróż. Trudno bowiem choćby mieć nadzieję, by kontroler uwierzył, że ktoś jedzie bez biletu, bo skasował go w awaryjnym pojeździe. (…)

Dlaczego? Dlaczego to wszystko i czemu akurat w tym przypadku? W związku z długością samego pytania, odpowiedź pozostawiam na później. Jest mi tylko smutno, że w Polsce, nawet mając monopol i wielkie wpływy, firma nie zatroszczy się choć trochę o klienta. Pod względem moralnym – w zasadzie, pod każdym względem – MPK przebija nawet mój osiedlowy warzywniak.

Agnieszka Twardosz

MPK odpowiada

Bardzo chciałbym się  odnieść do listu, ale niestety nie ma w tym nim żadnych konkretnych danych, które pozwoliłyby mi ustalić powody opisanej sytuacji. Ja oczywiście rozumiem niezadowolenie pasażerów w przypadku, gdy nie mogą kontynuować podróży. Ale jak państwo wiedzą, przyczyny takich sytuacji mogą być różne, w tym na przykład blokada torów przez źle zaparkowany samochód, udzielanie pomocy medycznej pasażerowi, który np. zasłabł, awaria torowiska lub wypadek. Trudno w takich przypadkach obwiniać MPK SA za utrudnienia. Chciałbym także przypomnieć, że MPK SA jest jedynie przewoźnikiem i nie decyduje o cenach biletów komunikacji miejskiej. Oceniając MPK SA warto także zwrócić uwagę, że firma cały czas stara się poprawiać komfort pasażerów: stale przybywa nowoczesnych tramwajów i autobusów, pojawiają się kolejne automaty biletowe. To wszystko jest po to, aby pasażerom było coraz wygodniej.

Czytelniczkę odsyłam do uchwały Rady Miasta Krakowa. Lektura tego dokumentu wyjaśniłby, że w przypadku awarii lub uszkodzenia pojazdu, pasażerowi posiadającemu ważny bilet jednoprzejazdowy przysługuje prawo kontynuowania jazdy na podstawie tego samego biletu następnym pojazdem tej samej linii lub innej linii, przebiegającej tą samą trasą albo pojazdem zastępczym.

Co do zakończenia listu i porównania skali i kosztów funkcjonowania komunikacji w ponad milionowej aglomeracji do działania warzywniaka - to proszę mi wybaczyć, ale nie będę tego komentował.

Marek Gancarczyk, rzecznik prasowy MPK SA w Krakowie

*Redakcja LoveKraków.pl zastrzega sobie prawa do skracania listów oraz nadawania tytułów oraz śródtytułów