Na Placu Drzewnym w Tarnowie drwa rąbią i wióry lecą. Mieszkańcy zzielenieli ze złości
Inauguracji robót w sąsiedztwie ulic Lwowskiej, Kołłątaja i Dąbrowskiego towarzyszył do tej pory przychylny klimat. Tarnowianie cieszyli się, że odnowiony plac będzie wizytówką witającą turystów. Ludowcy zacierali ręce, że nie będą musieli już patrzeć pod nogi, gdy przyjdzie do składania kwiatów pod pomnikiem swego patrona – Wincentego Witosa.
Temperatura gwałtowanie skoczyła, gdy światło dzienne ujrzały plany magistratu wobec drzewostanu zarastającego, nomen omen, Plac Drzewny.
Niespełniony sen o „Camden Town”
Plac Drzewny znajduje się w górnej części ul. Lwowskiej, przy skręcie w ul. Jarosława Dąbrowskiego. To ścisłe centrum Tarnowa. Na mapach widzimy go już w początkach XIX wieku. Pierwotnie było to miejsce handlu drzewem i wyrobami z drewna. Przy wjeździe na ul. Kołłątaja wybudowano klasycystyczny zajazd, który ostał się po dziś dzień. Obecnie, na dole znajdują się biura notarialne i radcowskie, piętro zostało zaadaptowane na mieszkania.
Ongiś nieopodal mieściły się między innymi olejarnie. Jedna z nich należała do dziadka słynnego pisarza Romana Brandstaettera. W planach ówczesnych właścicieli miasta – rodziny Sanguszków – obecny Plac Drzewny miał stać się jednym z centrów handlowych Tarnowa.
Wszak w pobliżu ulokowanych było wiele warsztatów czy małych sklepików, w większości żydowskich.
Nic z tego nie wyszło.
Za czasów PRL nasz plac sąsiadował z bardzo znaną restauracją „Spycimir”, która słynęła m.in. z dancingów. „Spycimira” po przemianach ustrojowych zabiła „niewidzialna ręka wolnego rynku”. Podobnie jak późniejszą jadłodajnię orientalną.
Tuż przed upadkiem poprzedniego systemu, 8 października 1988 roku, odsłonięto w jego południowej części 4,5-metrowy pomnik Wincentego Witosa, na obłożonym marmurem cokole, odlany według projektu prof. Józefa Potępy z krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.
Od tego czasu Plac Drzewny stał się mekką dla działaczy Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy każdą partyjną czy niepodległościową uroczystość zaczynają od złożenia kwiatów u stóp monumentu.
A sam skwer jest od lat ulubionym miejscem spotkań „lokalsów”. Nie zawsze był bezpieczny dla przechodniów. Ale sytuacja się zmieniła, odkąd w okolicy zamontowano monitoring. Jak słyszymy w straży miejskiej, w 2025 roku podjęto tam raptem 31 interwencji.
– Większym utrapieniem są gołębie, których niekontrolowane dokarmianie skutkuje usmarowaniem placu oraz pomnika „Ojca Polskiej Niepodległości” – rozkłada ręce Jerzy Pysyk, kierownik Referatu Oficerów i Dyżurnych tarnowskiej SM.
„Witamy w Tarnowie”
Plac Drzewny od strony ul. Lwowskiej to miejsce, z którym w wielu przypadkach jako pierwszym zapoznają się turyści przyjeżdżający do Tarnowa. Wydzielono tam bowiem zatoczkę, na której może się zmieścić do czterech autokarów.
Tymi do miasta zajeżdża między innymi młodzież z Izraela, która po drodze z Majdanka, przez Kraków, do obozu w Auschwitz w Tarnowie odwiedza między innymi kirchoł przy ul. Szpitalnej oraz resztki synagogi nieopodal Rynku i Placu Rybnego. Wszystko to w ramach ścieżki edukacyjnej.
I między innymi dla tego powodu od lat słychać było nawoływania, aby ten kwartał miasta jakoś wyglądał. Zawsze jednak były pilniejsze wydatki.
Ogrodzony plac czeka na wicepremiera
Gdy w marcu tego roku okazało się, że minister finansów Andrzej Domański znalazł w swoim budżecie ponad 4 mln. zł na dorzucenie się do remontu placu, miasto bez wahania poszukało u siebie brakujący milion i można było rozpisać procedurę przetargową.
Wszystkim zrobiło się miło, że wschodnie centrum miasta zyska nowe oblicze. Dziękowano rządowi i posłowi Piotrowi Górnikiewiczowi z Polski 2050 za klamkowanie u decydentów o kasę.
W połowie czerwca został rozstrzygnięty przetarg. Najlepszą ofertę przedstawiła firma Strabag.
Plac Drzewny w ciągu najbliższego roku ma przejść całkowitą metamorfozę. Na pewno z krajobrazu znikną wypadające i krzywe płyty chodnikowe, pamiętające czasy PRL. Także niezbyt wielkiej urody ławki zostaną wymienione na nowe.
Wyszorowany i odnowiony zostanie monument trzykrotnego premiera II Rzeczypospolitej.
Ale i sąsiedztwo – czyli okalające plac ulice: Lwowska, Kołłątaja, Drzewna i J. Dąbrowskiego, zmienią się nie do poznania. Przede wszystkim w kwestii parkowania.
Prace mają być wykonywane etapami, by nie wyłączyć z ruchu jednego z bardziej newralgicznych punktów komunikacyjnych Tarnowa.
W formie bonusu – nowe lampy, iluminacja, mała architektura prosto spod igły.
Plac już został ogrodzony metalowym płotem. Wszyscy czekają na wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, by ten symbolicznie wbił pierwszą łopatę i dał sygnał do rozpoczęcia robót. Te mają potrwać 13 miesięcy.
Topór szaleje po Placu Drzewnym
Zachwyty nad nową koncepcją urządzenia Placu Drzewnego w momencie umilkły w momencie, gdy zaprezentowano koncepcję zazielenienia terenu.
Okazało się, że pod topór ma iść pięć świerków i modrzewi, które mocno zakorzeniły się w architekturze skweru. Larum podnieśli internauci oraz okoliczni mieszkańcy. Na odsiecz wezwali nawet jedną z ogólnopolskich telewizji.
– Tyle mówi się o konieczności przeciwdziałania skutkom zmian klimatu… Te drzewa dawały przecież cień spacerowiczom, obniżały temperaturę w czasie nawet ostatnich upałów. Po co to komu – oburza się mieszkający nieopodal Damian Mika.
Wtóruje mu radny Rady Osiedla Starówka Filip Socha.
– Mnie najbardziej przeszkadza brak jakichkolwiek konsultacji z mieszkańcami. To brzydki zwyczaj podejmowania decyzji w zaciszu gabinetów. W ważnych dla mieszkańców sprawach obywatele stawiani są przed faktami dokonanymi. A wakacyjne „konsultacje” prezydenta z mieszkańcami osiedli wyglądają w tym momencie jak uwiędły listek figowy – peroruje obrazowo.
Magistrat stara się studzić emocje i udowodnić zasadność podjętej decyzji. Pokazuje też własną wizję zazielenienia terenu.
– Drzew się nie dało przesadzić, bo były zbyt mocno zakorzenione. Ale my nie chcemy tam betonozy. Proponujemy w zamian dziewiętnaście nowych drzew oraz łącznie 2,5 tysiąca krzewów i bylin. Naprawdę będzie to wyglądało estetycznie i ładnie – przekonuje Maciej Włodek.
Mieszkańcy nieco sceptycznie podchodzą jednak do tych deklaracji. Mają w pamięci fatalne doświadczenia z nasadzeniami przy ul. Słonecznej, za które zapłacili Norwegowie. Drzewa uschły nim zdążyły zakwitnąć.
Pod powiekami mają też widok uschniętych bylin, które kilka lat temu nie przyjęły się przy ul. Wałowej.