Na urlop do… Korei Północnej
Choć z pewnością nie jest to wycieczka dla każdego, warto na własne oczy przekonać się jak funkcjonuje jedno z państw najbardziej zamkniętych dla obcych. Paradoksalnie jednak, w ostatnich latach kraj będący spełnieniem wyobrażeń Geogre’a Orwella przeżywa prawdziwy turystyczny boom, a większość ze zwiedzających to goście z Zachodu. Co warto wiedzieć o wycieczkach po Korei Północnej i jak zorganizować wyjazd?
Korea Północna to jedno z ostatnich na świecie prawdziwie totalitarnych państw. Sprawia to, że panujący tam klimat nie każdemu będzie odpowiadać i, jak pokazują liczne przykłady, nie każdy potrafi dostosować się do panującej tam, zupełnie innej niż zachodnia, kultury. Wycieczka do kraju Kimów to zdecydowanie rozrywka dla otwartych na świat i ciekawych jak w rzeczywistości wygląda ta „zła” Korea.
Do Korei tylko w grupie
Niemal niemożliwym jest wyjazd indywidualny. Turyści skazani są na korzystanie z pomocy specjalnych biur podróży, mających oficjalne pozwolenie koreańskiego rządu. Wszystkie z nich współpracują z Korean International Travel Company, czyli organem państwowym odpowiedzialnym za organizację pobytu zagranicznych turystów w Korei Północnej. To ona w praktyce decyduje co turysta zobaczy i czego dowie się od obowiązkowo obecnego z grupą przewodnika. Program zazwyczaj obejmuje m.in. zwiedzanie Pjongjang (Phenianu) ze statuą Idei Dżucze i miejscem narodzin Wielkiego Wodza Kim Ir Sena, wizytę w strefie zdemilitaryzowanej w Panmunjom, zwiedzanie rolniczej spółdzielni produkcyjnej Chonsam i Kaesongu – stolicy pierwszego państwa koreańskiego. – Ponadto na życzenie turysty przewodnicy starają się zorganizować wyjście w niemal każde miejsce w stolicy – opowiada uczestnik wycieczki do Korei Północnej Michał Daniel.
Korea zadziwia
Większości obywateli demokratycznych części świata Korea Północna kojarzy się wyłącznie z kompletnie zmilitaryzowanym, totalitarnym krajem o zapuszczonej gospodarce i powszechnym ubóstwie. I tak w istocie wygląda życie w tym odizolowanym od cywilizowanej części globu kraju. Udając się na wycieczkę po Korei Północnej należy pamiętać jednak, że panujące tam zasady i kultura są zgoła odmienne od naszych, a codzienne życie mieszkających tam ludzi niemal w niczym nie przypomina znanych nam standardów. Dlatego ważne, by decydując się na taką podróż nie ruszać w misję zmieniania świata, a raczej pozostać przy próbie poznania czy nawet zaakceptowania innego ładu. Będąc w Korei to my jesteśmy gośćmi, a w związku z tym musimy zmierzyć się z wieloma dziwactwami czy niedogodnościami, które musimy uszanować, by nie urazić uczuć Koreańczyków i nie narazić się na gniew władzy. Wiąże się to między innymi z oddawaniem hołdu pomnikom przedstawicieli dynastii Kimów, podróżowaniem wyłącznie w wyznaczony przez przewodników sposób oraz nierozmawianiem z mijanymi przechodniami. Ponadto koreańskie władze roszczą sobie prawo do selekcji zdjęć i filmów zrobionych podczas podróży. Ale Północna Korea zadziwia także pozytywnie. – Wyjątkowo piękna, choć bardzo zniszczona intensywnym rolnictwem, jest prowincja. Niektórzy do Korei przyjeżdżają podziwiać pasma górskie, przyrodę – mówi Michał Daniel. Inni zaś zabawiają w Pyongyangu tylko na coroczne Arirang Festival, czyli wielkie synchroniczne pokazy gimnastyczne czy coroczny maraton.
Bezpiecznie i… drogo
Mimo pozorów, Korea jest wyjątkowo bezpiecznym miejscem. Wynika to z mocnego zmilitaryzowania społeczeństwa oraz powszechnie panującego, choć wymuszonego siłą, ładu. Dla Koreańczyków, nieprzyzwyczajonych do odwiedzin turystów, każdy przyjezdny jest jak gość w domu. W przeciwieństwie do innych krajów, takich jak Chiny, w Korei Północnej nikt nie oszuka turysty.
Podróż do kraju dynastii Kimów nie należy jednak do tanich przyjemności. – Za tygodniowy pobyt zapłacimy 2300 euro. Do tego trzeba doliczyć 100 euro za przelot z Chin – tłumaczy Michał Daniel. Za tę cenę turysta w stolicy kraju będzie żyć w najlepszym hotelu i korzystać z uciech znanych z zachodnich kurortów. Każdą wydaną kwotę zrekompensuje możliwość zobaczenia jedynego w swoim rodzaju świata, zamkniętego na obcą kulturę, który dla nas jest absurdalny, zaś dla Koreańczyków jest codziennością – dodaje.