Ostatnio wiele się mówi i pisze o absurdalności ustawienia wielu znaków. Nie dość, że nie pomagają one w płynnym ruchu, to stanowią doskonałą okazję do łapania kierowców. Taką pułapką, zwłaszcza dla kierowców spoza Krakowa jest nakaz skrętu w prawo z ulicy Kurniki w ulicę Zacisze.
Nie będę się wgłębiał w to, dlaczego nie pozwolono jechać prosto do ul. Pawiej – może wyszło tak z głupoty, a może ma to głębszy sens. Skoro jednak postanowiono skierować ruch w prawo, to powinno się ten nakaz dobrze oznakować, aby był widoczny. A nie jest, bo często zasłaniają go stojące na przystanku autobusy linii 304.
Zasłaniają one znak nakazu skrętu w prawo i część kierowców jedzie prosto, a tam... często czeka na nich strażnicy miejscy lub policjanci. Faktem jest, że nie skręcając w ulicę Zacisze łamie się przepisy, ale często opisanego znaku nie widać, bo zasłonięty.
Co zrobić? Są dwa wyjścia: albo zezwolić na jazdę prosto, albo ustawić drugi znak nakazujący skręt w ulicę Zacisze – tym razem po lewej stronie ulicy Kurniki. Jest to dozwolone, bo ulica Kurniki jest jednokierunkowa. No, chyba że miastu zależy na zbieraniu pieniędzy z mandatów.