Natalia Czerwonka: Medal olimpijski otwiera wiele drzwi i okien [Rozmowa]
Natalia Czerwonka to zwyczajna studentka krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego, którą od innych studiujących na tej uczelni wyróżnia jedna rzecz – każdego dnia może patrzeć na medal igrzysk olimpijskich, który wywalczyła w Soczi. Natalia jest ambitną, młodą zawodniczką, która poznała już czym jest gorycz porażki, a czym słodki smak zwycięstwa. Czerwonka w rozmowie z LoveKraków.pl opowiada o swoim życiu po igrzyskach w Soczi, o wyborze studiów w Krakowie, mówi kim by była, gdyby nie jeździła na łyżwach oraz opisuje swoje plany na przyszłość.
Rafał Worobiec, LoveKraków.pl: Jak oceniasz swój ostatni sezon, uwieńczony zdobyciem medalu olimpijskiego?
Natalia Czerwonka, srebrna medalistka igrzysk olimpijskich w Soczi: Zeszły rok był do tej pory najważniejszym w mojej karierze. Cel był bardzo jasny i sprecyzowany – zdobyć medal olimpijski, którego nie miałam po Vancouver (Natalia Czerwonka była członkinią reprezentacji, która zdobyła brązowy medal w drużynie, jednak nie wystartowała w żadnym wyścigu i nie otrzymała medalu – przyp. red.). Motywacji i mobilizacji nie brakowało, było tylko pełne skupienie na dotarciu do celu.
Jak zmieniło się twoje życie po igrzyskach? Czujesz, że jesteś bardziej rozpoznawalna na ulicy lub uczelnianych korytarzach?
Najbardziej tę popularność i rozpoznawalność czuję u siebie w mieście – Lubinie. W niedzielę 22 czerwca odbył się festyn dla dzieci „Lato na sportowo. Zabawa na medal z Natalią Czerwonką. Turniej piłkarski Rafała Czerwonki”, który zorganizowałam wraz z bratem. Takiej imprezy nigdy wcześniej nie widziałam, a udało się ją przygotować właśnie dzięki medalowi olimpijskiemu. Na uczelni wykładowcy również byli bardziej przychylni i pozytywnie nastawieni do zdobytego przeze mnie trofeum. Na pewno medal olimpijski otwiera wiele drzwi i okien, a człowieka rozpiera duma, że jest doceniany i zauważany.
Dlaczego na miejsce do studiowania wybrałaś akurat Kraków?
Liceum kończyłam w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem, czyli całkiem blisko Krakowa. Studia na AWF w Krakowie stwarzają mi warunki i możliwość pogodzenia sportu z nauką. W ciągu roku jestem ponad 220 dni na obozie, co wiąże się z tym, że w zimie nie uczestniczę w zajęciach na uczelni. Kiedy kończę sezon pod koniec marca, jadę do Krakowa, gdzie mamy specjalną „grupę pościgową” dla sportów zimowych i nadrabiamy zaległości. Jest to bardzo duży ukłon uczelni w naszą stronę. Wybrałam Kraków także dzięki tym możliwościom.
Masz jakieś ulubione miejsce w Krakowie? Jakaś restauracja, park czy inne?
Cały Kraków rozkochał mnie w sobie. Tak naprawdę pomiędzy zajęciami a treningami nie mam za wiele czasu na spacery i zwiedzanie. Uwielbiam za to biegać wzdłuż Wisły i trenować na wałach obok toru kajakowego przy ul. Kolnej.
W jaki sposób przygotowujesz się do nowego sezonu?
Łyżwiarstwo szybkie to bardzo ciężki sport. Dużo jeżdżę na rowerze, rolkach, a do tego dochodzi trening siłowy. Mamy wiele środków treningowych do wyboru, co jest akurat atutem. Nie ma w naszym sporcie miejsca na monotonię.
Jakie cele stawiasz sobie na przyszły rok?
W następnym roku na pewno będę chciała obronić srebrny medal mistrzostw świata w biegu drużynowym. Mam także nadzieję na zrobienie znacznego kroku wprzód w biegach indywidualnych. Zostawmy to jednak jako niespodziankę.
Jakie dyscypliny, oprócz łyżwiarstwa, lubisz uprawiać?
Bardzo lubię zagrać w squasha, pływać, jeździć na rowerze, co jest także związane z treningiem. Zaczęłam nawet startować w wyścigach rowerowych. Tak naprawdę żadna forma ruchu nie jest mi obca.
Gdybyś nie była łyżwiarką, to co robiłabyś w życiu?
Moje predyspozycje – warunki fizyczne oraz wzrost – pozwalały mi na to, aby grać w piłkę ręczną, która jest niezwykle popularna w moim mieście. Próbowałam swoich sił jako szczypiornistka i pewnego dnia stanęłam przed bardzo trudnym wyborem. Na szczęście sercem pozostałam przy łyżwach. Cały czas powtarzam jednak, że w drugim życiu grałabym w piłkę ręczną.
Jak udał się wspomniany przez ciebie festyn? Jesteś zadowolona z frekwencji?
W zawodach wrotkarskich wzięło udział około 120 dzieci, a w turnieju piłkarskim 150 chłopców. Oprócz tego zorganizowane były gry i zabawy dla najmłodszych, a na dodatek zebraliśmy w loterii pieniądze na dom dziecka. Można było wygrać autografy najlepszych polskich sportowców – Justyny Kowalczyk, Adama Małysza, Piotra Żyły i Kamila Stocha, a także wszystkich medalistów olimpijskich w łyżwiarstwie szybkim. Zabawa była świetna, z pełnym poczęstunkiem. Była pizza, słodkie bułki, kiełbaski. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego festynu.
Jak ważny dla ciebie jest rozwój fizyczny w młodym wieku?
Będąc małą dziewczynką, która w wieku 11 lat obiecała tacie zdobyć medal olimpijski, wiem jak ważny jest idol, wzór do naśladowania dla dzieci. Moje marzenie się spełniło i sama stałam się takim wzorem. Jest to dla mnie najważniejsze. Chciałabym inspirować dzieci do ruchu, zdrowego stylu życia. Myślę, że kiedyś, po zakończeniu kariery sportowej, to właśnie dzieciom poświęcę swój czas.
A kto jest twoim idolem?
Na igrzyskach poznałam i zaprzyjaźniłam się z Otylią Jędrzejczak. Było to dla mnie niesamowite wydarzenie, bo jako młoda dziewczynka to właśnie w nią wpatrywałam się oglądając zawody pływackie w telewizji. Tych sportowców było kilku, jednak o niektórych już nie warto wspominać w związku z aferami dopingowymi. Wtedy mój mały sportowy świat runął w gruzach. Na szczęście byłam już starszą zawodniczką, która sobie z tym poradziła.