Nawet Widzew leje Wisłę
To już nie zniżka formy. To głęboki, wymykający się wymijającym tłumaczeniom Franciszka Smudy kryzys. Wisła Kraków przegrała w Łodzi z Widzewem 1:2, przedłużając swoją serię spotkań bez zwycięstwa do sześciu.
Wydawałoby się, że zespołowi z czołówki ligi trudno wyobrazić sobie łatwiejsze zakończenie sezonu zasadniczego niż spotkania z absolutnym dnem tabeli T-Mobile Ekstraklasy. Okupująca najniższy stopień podium Wisła po spotkaniach z Zagłębiem, Widzewem i Podbeskidziem teoretycznie powinna bez zbędnych kalkulacji dopisać sobie komplet 9 punktów i cierpliwie przyglądać się dokonaniom konkurencji.
Tymczasem już dziś widomo, że zawodnicy Franciszka Smudy w trzech ostatnich kolejkach zamiast dziewięciu, zaksięgują maksymalnie trzy punkty. A biorąc pod uwagę to, co ostatnimi czasy prezentują na murawie, nawet takie stwierdzenie obarczone jest ogromnym ryzykiem. O ile pechową porażkę z Zagłębiem, spowodowaną głównie indywidualnymi błędami defensywy można było zakwalifikować jako wypadek przy pracy, o tyle dzisiejszy występ przy al. Piłsudskiego znamionuje już głęboki kryzys formy zawodników z Reymonta 22.
Wiślacy zupełnie nie potrafili wykorzystać przewagi w umiejętnościach czysto piłkarskich. Mimo pięciu nominalnych środkowych pomocników w wyjściowej jedenastce, nie radzili sobie z agresywnym pressingiem gospodarzy. Już przy pierwszej sytuacji pogubili się w obronie i stracili gola na 0:1 po strzale Stępińskiego.
Dopiero wprowadzenie Donalda Guerriera i Emmanuela Sarkiego na drugą odsłonę zmieniło obraz gry. Wisła zepchnęła gospodarzy do głębokiej defensywy i stworzyła sobie kilka niezłych sytuacji. Jedną z nich, po dośrodkowaniu Łukasza Burligi, na gola zamienił Łukasz Garguła. Przez krótki moment wydawało się, że krakowianie mimo przeciętnej postawy wyjadą z Łodzi z tarczą.
Tymczasem kolejny moment nieuwagi kosztował ich utratę drugiego, jak się okazało decydującego dla losów pojedynku gola. Po trafieniu Mateusza Cetnarskiego na 2:1 poziom widowiska powrócił do znanej z pierwszej połowy chaotycznej kopaniny w środku pola, która nie zaowocowała już kolejnymi golami.
Franciszek Smuda na pomeczowej konferencji podziękował kibicom gospodarzy za ciepłe przyjęcie. Z Łodzi wyjeżdża jednak z kwaśną miną. – Ja zawsze walczę i chcę zwyciężać. Jeśli jednak gra się bez takiej determinacji jak Widzew, to się przegrywa – skomentował. Za tydzień jego zespół na zakończenie regularnego sezonu zmierzy się z Podbeskidziem. Jeśli i ta przeszkoda okaże się dla Wiślaków za wysoką do przeskoczenia, walką o start w europejskich pucharach w play-offach nawet nie ma co zawracać sobie głowy.
Widzew Łódź – Wisła Kraków 2:1 (1:0)
Rybicki 6’, Centarski 66’ – Garguła 57’
Widzew: Wolański – Stępiński, Nowak, Augustyniak, Kikut – Rybicki (60’ Bruno), Kasprzak (90’ Batrović), Mroziński (70’ Okachi), Cetnarski, Kaczmarek – Visnakovs
Wisła: Miśkiewicz – Burliga, Nalepa (56’ Piotr Brożek), Głowacki, Bunoza – Uryga (46’ Guerrier), Stjepanović – Garguła, Chrapek (46’ Sarki), Stilić – Paweł Brożek
Sędziował: Bartosz Frankowski
Żółte kartki: Kasprzak, Bruno - Nalepa, Bunoza, Uryga, Stjepanović, Guerrier