Nie chcą rozmawiać, wolą cały Zakrzówek dla siebie

Modraszek Kolektyw. Dla nich nie liczą się kompromisy, bo na to, ich zdaniem, za późno. Połączyli artystyczny happening z ideą dzieci kwiatów – ważne jest, aby dziś było kąpielisko. A za 20 lat… Kogo to obchodzi? Na awanturze wokół Zakrzówka niektórzy próbują również zbijać kapitał polityczny.

Kto manipuluje?

Obecnie problemem jest plan zagospodarowania dla obszaru Rejon św. Jacka - Twardowskiego. – Od kilku dni radni wmawiają nam, że manipulujemy faktami. A przecież zabudowa planowana jest 150 metrów od zalewu i 200 metrów od stanowiska gniewosza plamistego, gatunku wpisanego do czerwonej księgi – mówi Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody. I jak dodaje, „każde dziecko wie, że ochrona przyrody nie polega na ochronie samego stanowiska, ale procesów przyrodniczych”.

Radny Grzegorz Stawowy, przewodniczący komisji planowania przestrzennego i ochrony środowiska, już na ubiegłotygodniowym posiedzeniu przestrzegał urzędników przed błędami w planie. Twierdził, że jeśli dopuści się możliwość zabudowy na terenach, gdzie występuje bombina bombina, czyli kumak nizinny, to zaraz ekolodzy będą protestować. Gniewosz okazał się ważniejszy. Co w sumie nie dziwi, gdyż według Towarzystwa Ochrony Hepretofauny „Tryton” właśnie u nas jest największa populacja tego zagrożonego gada.

Jakie są błędy po stronie urzędników?

Problemów jest jednak więcej. – Nie zostały utrzymane umowy urzędników z Zielonym Zakrzówkiem – mówi przewodniczący klubu PO w radzie miasta Grzegorz Stawowy. Chodzi tutaj głównie o dachy (stowarzyszenie chce spadzistych, urzędnicy dopuszczają płaskie), parking podziemny, który zdaniem ekologów zaburzy procesy środowiskowe oraz to, o co trwa obecnie bój, czyli łąka pomiędzy ulicami Wyłom a św. Jacka. – Te rzeczy nie zostały dogadane – przyznaje Stawowy.

Istnieje jednak jeszcze jedna sprawa. – Właściciele działek przy Zakrzówku oraz okoliczni mieszkańcy mają rozbieżne interesy z „Zielonymi”. Do tego, po wszystkich konsultacjach włączył się Modraszek Kolektyw, który chce wykupu. To jest głównym powodem obecnej sytuacji – tłumaczy Stawowy.

Wiceprezydent ds. rozwoju miasta Elżbieta Koterba przypomina, że tam, gdzie dopuszczona została zabudowa, musi być minimum 70% powierzchni biologicznie czynnej (np. ogrody, trawniki). Ale to również nie podoba się Zielonemu Zakrzówkowi. Podczas wtorkowej manifestacji działacze stwierdzili wprost, że rozmawiać już nie chcą. Głównie z tego powodu, że wszystkie uwagi do projektu planu zostały przez urzędników odrzucone.

Chorwacja w centrum Krakowa

Prawdą jest, że Zakrzówek jest ewenementem. Lazurowe wody pośród wapiennych skał w niemal centrum Krakowa przyciągają krakowian podczas upału jak lep na muchy. 10 października 2012 roku został przegłosowany plan zagospodarowania przestrzennego parku Zakrzówek. – Podstawowym przeznaczeniem przeważającej większości terenów wyznaczonych w planie jest zieleń w formie parku o zróżnicowanym stopniu ochrony przyrody. Podstawowym celem planu jest stworzenie warunków do realizacji zagospodarowania terenu przeznaczonego na publiczne cele rekreacji, wypoczynku i sportu z poszanowaniem form ochrony przyrody występujących na tym obszarze – tłumaczy Jan Machowski z UMK. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że nie ma mowy o budowie bloków i domów w tym miejscu.

Współcześni krakowscy hippisi za nic mają prawo i to, co będzie później. Jak mówi ich liderka Cecylia Malik, „Zakrzówek nie może być sumą kompromisów”. Zresztą, co to za kompromisy? Zabudowanie połowy łąki (wcześniej już wspomiany obszar św. Jacka i Twardowskiego), która należy do prywatnych rąk i zostawienie drugiej połowy na tereny zielone? Nie, cały obszar wokół Zakrzówka ma być zielony. I koniec. A miasto ma udostępnić plaże krakowianom. Plaże, których na dobrą sprawę tam nie ma.

Co najbardziej rozjuszyło aktywistów z Cecylią Malik na czele? Pieniądze. A konkretniej odpłatne wejścia na tereny zalewu. Od 2012 Stowarzyszenie Zakrzówek proponuje 10 złotych za klucz do bramy, przez którą można wejść na zalew i do wyboru: 100 złotych opłaty bądź możliwość odpracowania opłaty członkowskiej. Wystarczy cztery razy w sezonie sprzątać tereny przy zalewie przez około 4 godziny. Jednak liczba osób jest ograniczona – 145.

Możliwe scenariusze

Stawowy nie chce zdradzać, co zrobią na najbliższej sesji rady miasta. – W poniedziałek spotykamy się z kolektywem Modraszek i Zielonym Zakrzówkiem. Tym pierwszym trzeba wszystko tłumaczyć i pokazywać, bo na prawie w ogóle się nie znają – przekonuje radny PO. – Gdy dojdziemy do jakichś wspólnych punktów, zorganizujemy okrągły stół z nimi oraz z mieszkańcami.

Wykup, forsowany przez Modraszek Kolektyw, raczej nie wchodzi w grę. Stawowy wycenia cały teren na około 80-100 milionów złotych. Dodatkowo właściciele w ogóle nie są zainteresowani sprzedażą swoich terenów. – Zanim zbierzecie pieniądze, bez tych planów ludzie będą budować na WZ. Będzie chaos przestrzenny – przekonywała we wtorek Elżbieta Koterba. Przedstawiciele Zielonego Zakrzówka jednak odbili piłeczkę twierdząc, że władze miasta od ośmiu lat straszą ich właśnie WZ-etkami.

– Część decyzji (zgodnie z obowiązującymi przepisami) miasto musiało już wydać, co oznacza, że jeśli plan nie zostanie uchwalony, inwestorzy mogą wystąpić o pozwolenie na budowę. Właściciele terenu zapowiedzieli ponadto, że jeśli plan nie powstanie, teren zostanie ogrodzony – tłumaczy Filip Szatanik z UMK.

Ponadto, jeśli plan nie zostanie uchwalony, miasto nie będzie mogło pozyskać reszty terenów. – Gmina chce pozyskać cały ten teren (zbiornik wodny i tereny bezpośrednio do niego przylegające – przyp. red.), by w przyszłości go urządzić i w bezpiecznym kształcie udostępnić mieszkańcom. Prowadzi w tym celu rozmowy z właścicielem, które nie przyniosą zamierzonego rezultatu jeśli plan „Rejon św. Jacka-Twardowskiego” nie zostanie uchwalony – mówi Szatanik.

Prezydent ze skrzydełkami

Na proteście pod magistratem, niebieskie skrzydełka założył również radny Sławomir Ptaszkiewicz, który chce zostać prezydentem miasta. Należy on również do komisji Planowania Przestrzennego i Ochrony Środowiska Rady Miasta Krakowa, która przed protestem obradowała właśnie nad planem zagospodarowania dla spornych terenów. Zdaniem obserwatorów, nie miał on za wiele do wniesienia w obrady komisji, a dziś wyjątkowo żywiołowo reagował na wystąpienia wiceprezydent Koterby, niejednokrotnie przerywając jej przemówienie m.in. przez okrzyki „Zróbmy park!”. Przemawiał do zgromadzonych, zachęcając ich do wykupu terenów prywatnych i do zmiany władzy, sugerując siebie.