"Nie jesteśmy gorsi i nie mamy się czego wstydzić" - rozmowa z Jagną Marczułajtis-Walczak o ZIO 2022

Od kilku tygodni w mediach przewija się debata nad możliwością zorganizowania w Polsce Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku. Miastem-organizatorem miałby być Kraków, który wraz z ośrodkami położonymi w polskich górach oraz Słowacją chce podjąć się tego wyzwania. Na czele komitetu ds. organizacji ZIO 2022 stoi posłanka Jagna Marczułajtis-Walczak, z którą rozmawiamy o naszych szansach, kosztach i rozwoju, który przyniosłaby Małopolsce tak duża impreza.


Michał Rodak: Brała Pani udział w trzech zimowych igrzyskach olimpijskich. Czy mając je w pamięci, uważa Pani, że uda się w Polsce zorganizować ZIO 2022?

Jagna Marczułajtis-Walczak: Głęboko wierzę, że uda nam się zorganizować, bo skoro Włochom i Turynowi, który na dwa lata przed imprezą nie miał jeszcze dróg dojazdowych, udało się, to nam również może. W Japonii był problem z komunikacją, transportem i dużymi korkami. Organizatorzy kładą zawsze największy nacisk na bezpieczeństwo i wolontariat – wymaga to wielu lat przygotowań. Wszystko musi być perfekcyjnie przygotowane w tych kwestiach – to podstawa.

Dbałość o środowisko, czyste powietrze to wymogi Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego?

Tak, oczywiście! Starając się o organizację, musimy mieć na względzie zrównoważony rozwój miasta, regionu i kraju. Dwa lata przed imprezą będziemy objęci specjalnym programem, w którym bada się oddziaływanie igrzysk na miasto i region. To są szczegółowe wytyczne i dlatego tutaj, w Krakowie, stoimy przed ogromną szansą na zniwelowanie smogu. Ale też sami ludzie muszą wyjść z inicjatywą. My, jako inicjatorzy, nie damy rady zmienić mentalności ludzi. Muszą oni zrozumieć, że nie można palić odpadami i warto skorzystać z pomocy jaką oferuje miasto w zakresie wymiany pieców.

Przedstawiciele Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego złożą nam szereg oficjalnych i nieoficjalnych wizyt, podczas których będą badać jakość powietrza. Musimy więc wykazać działanie w tej kwestii i uporać się ze smogiem.

Również gospodarka odpadowa będzie bardzo ważnym zagadnieniem, bo taka impreza generuje ogromną ilość odpadów. Pamiętam, że w Japonii były talerze i kubki ryżowe, w pełni biodegradowalne. Potem można je było po prostu zjeść.

Tutaj powraca temat spalarni śmieci w Krakowie.

Tak, to są problemy, z którymi borykamy się od lat i chcąc zorganizować igrzyska, będziemy sobie musieli z nimi poradzić. Dlatego uważam, że to będzie naprawdę duży bodziec stymulujący zmiany zarówno w mieście, jak i w całym kraju, bo to projekt narodowy i wymagamy zaangażowania całego kraju w te starania.

Czy ten bodziec nie będzie zbyt drogi?

Koszty operacyjne są trudne do oszacowania, aczkolwiek na podstawie raportów Komitetu, jesteśmy w jakiś sposób w stanie je przewidzieć. Mówi się, że koszty organizacji igrzysk z upływem czasu wzrastają dwu-, trzykrotnie, ale właśnie wzrastają poprzez te działania, które podczas igrzysk są wdrażane. Natomiast sama organizacja pod kątem sportowym to raczej stałe kwoty, które się od lat powtarzają i utrzymują na pewnym poziomie. Oczywiście, koszty infrastruktury, zarówno drogowej jak i sportowej, a później utrzymanie tych obiektów, będą duże, ale dzięki temu czeka nas w Małopolsce skok cywilizacyjny, rozwój.

A Małopolska jest trochę niedoinwestowanym regionem. Przy Euro 2012 skorzystały Wrocław, Gdańsk i Poznań, a Małopolska i Śląsk zostały pominięte. Gdybyśmy mieli w Krakowie Euro, to bylibyśmy pewnie w 30% lepiej przygotowani do igrzysk, mieli rozbudowane lotniska i może gotową drogę S7.

Właśnie, z Ministrem Transportu Sławomirem Nowakiem często się Pani spotyka?

Tak, często się spotykamy i jestem z nim umówiona w niedługim czasie na rozmowę dotyczącą igrzysk. W mojej ocenie, ta ostatnia wizyta ministra Nowaka w Wieliczce była zbyt wczesna. Z powodu igrzysk właśnie. Bo jeżeli rząd przyjmie uchwałę popierającą starania o organizację, to minister będzie musiał zmienić swoją decyzję. Nie wyobrażam sobie, żeby powiedział nam wtedy, że albo będzie S7, albo „zakopianka”. Potrzebujemy pełnego wsparcia rządowego. Rozmawiałam z premierem Tuskiem i wydaje mi się, że jest on świadom tych problemów. Ministerstwa przedstawiają teraz swoje stanowiska. Euro pokazało, że te środki mogą być ukierunkowane w konkretnym celu i tam, gdzie coś musiało powstać, powstało.

W kwestii infrastruktury trzeba zrobić bardzo dużo.

Na teraz naszym priorytetem jest na pewno S7 i „zakopianka”. W znacznej części infrastruktura drogowa musiałaby zostać poprawiona prawie w całej Małopolsce. Konieczny jest m.in. dojazd do Oświęcimia i szybka kolej do Katowic tak, aby nie tylko autostradą, ale także i koleją można było tam dojechać. To samo tyczy się relacji Kraków – Zakopane. Widać już dużą poprawę, a w najbliższym czasie będzie kolejna zmiana i skrócenie czasu przejazdu o ok. 40 minut. Nie zapominajmy również o Słowacji, bo tam też musimy dojechać. U naszych sąsiadów infrastruktura drogowa jest znacznie lepsza niż u nas, ale dojazd do nich musimy poprawić.

W walce o te igrzyska mamy silnych kontrkandydatów.

Jeżeli nasza aplikacja przejdzie dalej i zostaniemy oficjalnym kandydatem, to będzie już dla nas duży prestiż. Słowacja startowała dwa razy, my raz, ale ta kandydatura może zostać potraktowana jako pierwsza. Z dwóch powodów. Raz, że kandydujemy wspólnie ze Słowacją i dwa, bo zgłaszamy się po kilkunastu latach przerwy. Niektóre państwa starają się kilkukrotnie. Hiszpania kandydowala cztery razy, Rosja otrzymała organizację za drugim razem. Zdajemy sobie sprawę z siły konkurencji, ale nie możemy pozostawać w tyle. Musimy pokazać, że nas stać i że przede wszystkim chcemy.

A jest Pani przekonana, że faktycznie chcemy?

Są sondaże, które mówią, że około 60-70% społeczeństwa jest na „tak”. Do czasu wniosku aplikacyjnego czeka nas w Krakowie referendum, więc bez poparcia społecznego nie zrobimy nic, ale uważam, że ludzie są świadomi tych zmian, to pokazało Euro – tam, gdzie były Mistrzostwa, wiele się zmieniło na lepsze.

Kiedy miałoby się odbyć to referendum? I skoro ma się odbyć, to czeka nas również kampania promocyjna.

Musi się odbyć przed zgłoszeniem wniosku kandydackiego, więc przed 2015 rokiem. I, oczywiście, wiąże się z przeprowadzeniem całej akcji informacyjnej i promocyjnej w mieście.

Na jakim etapie są prace nad przygotowaniem naszej kandydatury? Bo do października tego roku trzeba ją zgłosić.

Tak, w październiku nastąpi zgłoszenie miasta i Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ale jeszcze wcześniej, w maju, otrzymamy takie instrukcje proceduralne jak mamy się przygotować do tego procesu, wraz z kwestionariuszem aplikacyjnym, który będziemy przygotowywać i który złożymy w marcu 2014 roku. Na dzień dzisiejszy, przygotowujemy informacje dla rządu dotyczącą kosztów obiektów, infrastruktury. Będą one na pewno szacunkowe, ale musimy to przygotować, by rząd podjął decyzję czy nas wesprze, czy nie. Bez takiego wsparcia ja na pewno nie podejmę decyzji, by miasto samo próbowało zorganizować tak dużą imprezę, ponieważ byłaby to katastrofa finansowa.

No właśnie, jak wyglądają te koszty? Mówi się o 5 mld złotych.

Tak, to są te koszty, które są oszacowane na podstawie raportów innych organizatorów. Oczywiście, kwota ta może wzrosnąć, o czym już mówiłam. MKOl dofinansuje nam koszty obsługi całej imprezy i wszystkiego, co z nią związane, ale nie dostaniemy pieniędzy na inwestycje. Oddzielmy budżet operacyjny, od budżetu inwestycyjnego, który i tak w jakiejś perspektywie czasowej musimy zrobić, bo przecież prędzej czy później infrastruktura w Polsce się rozwinie i rozbuduje. W zakresie inwestycyjnym będziemy mogli skorzystać m.in. ze środków unijnych, z budżetu centralnego, miasta, województwa, funduszu ochrony środowiska itd.

Ta kwota 5 mld jest bardzo medialna, jest duża, ale pamiętajmy, że to dzieli się na wiele podmiotów finansowania. Nie zapominajmy, że ogromną rolę odgrywają również sponsorzy, a podczas samych igrzysk dochody z biletów.

Jakie są koszty zgłoszenia kandydatury?

Pierwsza kwota to 150 000 dolarów (przy obecnym kursie dolara – 467 925 zł – przyp. red.). Wpłacić ją trzeba w listopadzie przy podpisaniu akceptacji procedury do MKOl-u. Następnie w styczniu 2015 roku, gdy zostaniemy przyjęci do tej grupy miast kandydujących, dopłacamy 500 000 dolarów. W budżecie miasta i województwa na ten rok zostały zapisane kwoty po 1,5 mln złotych i na pewno po części z tych środków skorzystamy. Te zarezerwowane już w budżetach pieniądze przeznaczone zostaną na przygotowanie wniosków, ponieważ wymaga to bardzo dużego nakładu pracy i tym samym generuje koszty.


Rozpoczynając temat obiektów, czy przypadkiem Zakopane nie spędza Pani snu z powiek?

Jestem bardzo zaniepokojona tą kwestią. Chciałabym, aby powstał tam stadion i trasa biegowa, aby zawody odbywały się w okolicach Wielkiej Krokwi, ale widzę poważne zagrożenia tej inwestycji. Jeżeli to zagrożenie się utrzyma, będziemy musieli szukać innej lokalizacji i Zakopane o tym wie.

Ale wszyscy chyba zdają sobie sprawę, że bez Zakopanego cała nasza aplikacja sporo traci.

Zakopane jest dla nas ważnym partnerem tego projektu. Liczę na to, że poradzi sobie z problemem usytuowania tras biegowych. Niemniej jednak wiem, że jest to trudne. Część gruntów miasto musi wykupić pod stadion, ale całą resztę dzierżawić. To nie jest tak, że górale stracą, a wręcz przeciwnie – przecież przyjedzie mnóstwo turystów i sympatyków sportów zimowych.

Z góralami jest też problem w przypadku zakopianki.

Nie, to nie jest do końca tak. Nie wyobrażam sobie, podobnie jak górale, żeby wjazd do Zakopanego to była czteropasmowa droga ekspresowa z ekranami akustycznymi. Drogę trzeba wyremontować i poszerzyć, ale nie do takich rozmiarów.

W takim razie problem leży po stronie Ministerstwa, które to ma projekt i nie chce go zmienić?

Nie, myślę, że problem jest taki, że górale za mocno protestują, a jak Ministerstwo widzi protest, to jemu to jest na rękę, bo po prostu nie musi tam inwestować. Ma wiele innych możliwości i próśb o rozbudowę infrastruktury, gdzie samorządy są zgodne i chcą inwestować. Spójrzmy dzisiaj na inne regiony narciarskie, które się mocno rozwijają. Zakopane, chcąc być zimową stolicą Polski – w moim przekonaniu traci to miano powoli, ale skutecznie – musi podjąć zdecydowane kroki, by utrzymać ten tytuł.

Od strony formalnej jak to teraz wygląda? Pierwszy termin, jaki Pani wyznaczyła na przesłanie dokumentów dotyczących trasy biegowej, minął 15 stycznia.

Możemy jeszcze chwilę poczekać, ale nie długo. Obecnie priorytetem jest przygotowanie dobrej dokumentacji do Ministerstwa Sportu, które przedstawi to na posiedzeniu rządu. Na tę chwilę jeszcze możemy przyjąć różne lokalizacje tras biegowych.

Jakie obiekty są potrzebne w Krakowie?

W Krakowie lub jego okolicach planujemy rozgrywanie konkurencji związanych z dyscyplinami rozgrywanymi na lodzie. Ponieważ stanowi to prawie 40% wszystkich konkurencji podczas Igrzysk, to miasto jako główny gospodarz może temu zadaniu sprostać, gdyż tego typu obiekty wymagają lokalizacji w dużej aglomeracji. Mamy dzisiaj w budowie halę widowiskowo-sportową na Czyżynach, w której planujemy rozgrywanie łyżwiarstwa figurowego i short tracku. W budowie jest też centrum konferencyjne, które chcemy wykorzystać na centrum prasowe, do tego należy dodać halę lodową w Oświęcimiu, tam może być curling albo hokej kobiet.

Coś, czego nie mamy to tor lodowy do łyżwiarstwa szybkiego i jak na razie szukamy lokalizacji. Propozycje są dość zróżnicowane, w grę wchodzi m.in. wykorzystanie obiektu Targów, wybudowanie na terenie AWF-u lub też w innym miejscu, gdzie potem obiekt ten będzie mógł zostać wykorzystany jako hala targowa, widowiskowo-sportowa lub eventowa.

Czyli musi powstać w naszym mieście druga hala?

Jest pomysł budowy toru lodowego i dlatego taka hala musiałaby powstać.

Co z pozostałymi obiektami?

Ceremonię otwarcia oraz zamknięcia Igrzysk Olimpijskich chcemy przeprowadzić na stadionie Wisły. Sprawdzamy też czy stadion Cracovii nie mógłby być zadaszony i czy wtedy część konkurencji nie mogłaby się odbywać na jego obszarze, czekamy na odpowiedź w tej sprawie. Co do miasteczka olimpijskiego, to moim marzeniem jest, aby powstało ono na Ruczaju, być może w okolicach kampusu UJ tak, aby część tej wioski w przyszłości mogła zostać wykorzystana jako ośrodek akademicki. Znajdują się tam również centra biznesowe, które mogłyby się włączyć w tę inicjatywę. Prowadzimy rozmowy w tej sprawie, niebawem zamierzamy spotkać się z rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego.

A tor bobslejowy?

Wstępnie rozważamy Myślenice. Rozmawiałam z burmistrzem, który jest chętny, ale czekamy na oficjalną decyzję. Będzie to najdroższa i najtrudniejsza do utrzymania inwestycja, natomiast są przykłady torów np. w Niemczech, które przez cały rok wykorzystywane są w celach rekreacyjno-komercyjnych.

Mówi się również o zaproszeniu do współpracy Katowic.

Katowice są chętne do włączenia się, mają Spodek, który na stałe ma dwa lodowiska i tam planujemy część hokeja mężczyzn i część hokeja kobiet, ale zależy to od ustaleń ze Słowacją, która również chciałaby, aby ta dyscyplina była rozgrywana u nich. Decyzję w tej sprawie uzależniona jest oczywiście od MKOl.

Jagna Marczułajtis-Walczak podczas olimpiady w Vancouver /fot. Kuba Atys

Wiele osób, które są przeciwne igrzyskom, mówi, że w naszym regionie są ważniejsze inwestycje i zadania. Niektórzy mówią: "chleba, a nie igrzysk".

Rozumiem osoby, które mają problem z tym, aby przetrwać od pierwszego do pierwszego i dla nich pomysł igrzysk musi być zupełnie niepotrzebny i zagrażający ich egzystencji, natomiast jeszcze raz podkreślam, że masa tych środków, które będą zaangażowane, to będą środki: rządowe, z MKOl-u, sponsorskie. Mieszkańcy Krakowa mogą na tym skorzystać, bo będziemy się starali o świeże powietrze, o infrastrukturę drogową. Być może zwiększy się migracja i znalezienie pracy okaże się łatwiejsze, a nowi inwestorzy chętniej przyjadą do Krakowa i zatrudnią nowych ludzi. Organizacja igrzysk olimpijskich to również powstanie kilkudziesięciu tysięcy nowych miejsc pracy, w wielu sektorach. Na przykładzie Vancouver, w samej prowincji British Columbia, zatrudnienie w czasie przygotowań do igrzysk zatrudnienie znalazło 20 tys. osób.

Tytułem końca, jakimi argumentami przekonamy MKOl, że Kraków jest lepszą kandydaturą niż Oslo, Barcelona?

Przede wszystkim w tej części Europy jeszcze nie było igrzysk, a to jest duży plus, ponieważ MKOl szuka nowych miejsc. Po drugie, w naszej ocenie, to wspólna kandydatura polsko-słowacka. W obecnych czasach kryzysu finansowego, jednemu państwu bardzo trudno udźwignąć taki ciężar finansowy. Za tym przemawia również fakt, że zarówno Unia Europejska jak i organizacje międzynarodowe stawiają coraz mocniej na integrację i takie wspólne igrzyska byłyby pierwszymi w historii. Obecnie przepisy karty olimpijskiej mówią, że tylko jedno miasto może kandydować, ale nasze działania mogą wpłynąć na Komitet, aby ten zmienił przepisy. UEFA na 2020 rok zaplanowała przeprowadzenie Mistrzostw Europy w kilku krajach, więc widać, że jest pewna tendencja i my możemy być nowym otwarciem w historii igrzysk olimpijskich.

Jeśli chodzi o infrastrukturę i obiekty sportowe, to nie jesteśmy przecież trzecim światem, nie jesteśmy gorsi i nie mamy się czego wstydzić, a wszystkie braki jesteśmy w stanie nadgonić. Musimy naprawdę uwierzyć w siebie.


Współpraca: Michał Szczepanik

fot. Gudejko