Niepełnosprawny utknął w przejściu podziemnym

Przejście podziemne przy placu Bohaterów Getta jest – zdaniem urzędników – wygodne, bezpieczne i dostępne. Historia pana Pawła, który na trzy godziny utknął tam na platformie dla niepełnosprawnych, stawia to twierdzenie pod znakiem zapytania.

Temat przejścia przy placu Bohaterów Getta stał się głośny przy okazji tegorocznej przebudowy torowiska wzdłuż ulicy Na Zjeździe. Część mieszkańców i radnych dzielnicowych postuluje utworzenie tam przejścia naziemnego, które ich zdaniem byłoby wygodniejsze, a równocześnie scaliłoby rozdzielone dziś części placu. Urzędnicy odmawiają argumentując, że piesi w tym miejscu byliby narażeni na wypadki. Odsyłają przy tym do przejścia podziemnego, które ma zapewniać wysoki poziom bezpieczeństwa.

Trzy godziny na mrozie

Wśród osób, które wnioskowały ostatnio do Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w sprawie utworzenia naziemnego przejścia dla pieszych, jest pan Paweł, jeżdżący od dziecka na elektrycznym wózku inwalidzkim. W swoim piśmie przypomniał historię sprzed dwóch lat, kiedy próbował skorzystać z platformy dla niepełnosprawnych.

Platforma zacięła się w trakcie pracy i uwięziła go w połowie wysokości schodów. Opiekun niepełnosprawnego zadzwonił do straży miejskiej po pomoc, ale strażnicy - według relacji pana Pawła - przyjechali dopiero po trzech godzinach. Była zima, więc trzy godziny spędzone w zupełnym bezruchu były tym bardziej uciążliwe i niebezpieczne dla zdrowia.

To nie wyjątek

Adam Łaczek, aktywista miejski, twierdzi, że przypadek pana Pawła nie jest wyjątkiem. – W Warszawie jedno ze stowarzyszeń sprawdziło stan wind i platform dla niepełnosprawnych. Połowa z nich nie była w pełni sprawna. – Jak mówi, nie ma danych z Krakowa, ale jemu samemu zdarzały się sytuacje, kiedy z powodu awarii sprzętu musiał znieść wózek dziecięcy po schodach. – Różnica jest taka, że jestem zdrowy i nie było to dla mnie problemem, ale dla osoby niepełnosprawnej jest to już bardzo poważne utrudnienie – podkreśla.

Pan Paweł potwierdza diagnozę, że miejsca teoretycznie przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych w rzeczywistości wcale takie nie są. – Na plac Bohaterów Getta już nie wróciłem. Omijam to miejsce, bo boję się, że znowu zawisnę – mówi.