„To nigdy nie będzie alternatywa dla Rynku Głównego” [Rozmowa]

To już kolejna edycja wydarzenia „Odkrywamy Kleparz i Garbary”. O kulisach tej inicjatywy oraz o tym, dlaczego te tereny nie mają szans na konkurowanie z Rynkiem Głównym, opowiada Leszek Zaraska ze Stowarzyszenia „Krakowska Florencja”.

Natalia Grygny, LoveKraków.pl: Pierwsza edycja wydarzenia „Odkrywamy Kleparz i  Garbary” miała miejsce w 2007 roku. Jaka zmiana jest Pana zdaniem najbardziej widoczna?

Leszek Zaraska, Stowarzyszenie „Krakowska Florencja”: Na pewno jesteśmy bardziej doświadczeni niż na początku.  Wszystko wiąże się z tym, jak wiele mamy czasu w danym momencie. Teraz program jest bardziej dopracowany i rozwija się.

Kogo przede wszystkim interesuje ta inicjatywa?

To zależy od tego, jakie miejsca w danym momencie pokazujemy i oczywiście od zainteresowań uczestników. Przede wszystkim są to pasjonaci Krakowa. Niegdyś pojawiało się wiele osób w związku z kursem na przewodnika, które przygotowywały się do egzaminu. Nie mogę jednak określić precyzyjnie grup wiekowych, ponieważ wszystko zależy od rodzaju  wydarzenia. Można tutaj podać za przykład chociażby zwiedzanie kościołów, na które wybierają się osoby z pewną znajomością historii. W ostatnich latach pojawiły się również propozycje dla młodszych odbiorców, na przykład „Magiczna Florencja”. Kilkukrotnie mieliśmy również otwarty schron pod parkiem Krakowskim, co przyciągało przede wszystkim pasjonatów militariów. Na początku myśleliśmy, że inicjatywa zainteresuje jedynie osoby w starszym wieku, ale z każdym rokiem pojawiali się młodsi uczestnicy. W tym miejscu wspomnę, że mamy tez grupę wiernych uczestników, którzy potrafią do nas napisać miesiąc przed wydarzeniem z zapytaniem o rejestrację i program.

Czy można powiedzieć, że tym, co najbardziej zwraca uwagę, jest odkrywanie miejsc na co dzień niedostępnych?

Częściowo tak, ponieważ pokazujemy je z zupełnie innej strony. Nigdy nie brakuje chętnych do tego, aby zobaczyć panoramę Krakowa z dachu budynku towarzystwa ubezpieczeniowego Feniks. Zależy nam na tym, aby przedstawić coś więcej. Samo znalezienie materiałów na dany temat wcale nie jest prostą sprawą. Trzeba czasami wielu poszukiwań, aby odszukać coś, co zainteresuje innych.

Organizacja wydarzenia nie należy zatem do najłatwiejszych.

Tak naprawdę, oprócz kwestii  dopięcia budżetu, wszystko robimy w naszym czasie wolnym. Nie jest to nasze zajęcie numer jeden, ponieważ każdy z nas ma swoją pracę. Komfort całej tej inicjatywy byłby lepszy, gdyby zaangażowało się w nią więcej osób. Teraz na pewno mamy niej czasu niż wtedy, kiedy kończyliśmy studia. Jednak doświadczenie sprawiło, ze jesteśmy o wiele lepiej zorganizowani niż wtedy.

Akcje takie jak „Odkrywamy Kleparz i Garbary” sprzyjają zwiększaniu świadomości historycznej. Czy to jednak wystarczy?

Oczywiście, ze sprzyjają, ale moim zdaniem nie są wystarczające. Staramy się przekazać sporo informacji o danych miejscach. Co więcej, zawsze mamy jakiś plan działania ukierunkowany na różne strategie. Jesteśmy jednak świadomi, że samo oprowadzanie niczego nie rozwiązuje.

Proszę ocenić, czy tereny Kleparza i Garbar są w ogóle w stanie konkurować z Rynkiem Głównym pod względem turystycznym?

Na pewno nie w sensie turystyki przyjazdowej. Mam tu na myśli zwłaszcza turystów zagranicznych. To raczej miejsca dla osób, które trochę znają historię, ewentualnie chcą zobaczyć coś innego niż tylko Rynek Główny. Oprócz kilku obiektów takich jak plac Matejki czy kościół oo. Karmelitów, większość nie funkcjonuje w świadomości ludzi. Myślę, że to propozycja dla tych, którzy chcą zobaczyć coś nowego. Nigdy to nie będzie, w zasadzie całe szczęście, alternatywa dla Rynku Głównego, Kazimierza czy Podgórza. Dostrzegam jednak sytuację „odejścia” od centrum, zwłaszcza u ludzi, którzy mają to na co dzień i przybywają do Krakowa  kolejny już raz. Zawsze jest potrzeba, aby zobaczyć coś nowego. Przecież każde miejsce ma swój klimat i historię.