„Nigdy nie jest tak samo”. 20 lat i 1030 spektakli „Szalonych nożyczek”
Fenomen, który nie przemija
Dwadzieścia lat na afiszu, ponad 1030 zagranych spektakli i około 340 tysięcy widzów – liczby mówią same za siebie.
„Szalone nożyczki” w Teatrze Bagatela to jeden z największych teatralnych fenomenów w Polsce. Komedia kryminalna, w której publiczność staje się współuczestnikiem śledztwa, od premiery 1 kwietnia 2006 roku nie traci popularności.
To spektakl, który wymyka się schematom. Czterech podejrzanych, dwóch policjantów i widownia pełna świadków: każdy wieczór może zakończyć się inaczej.
Właśnie ta interaktywność sprawia, że widzowie wracają, by jeszcze raz spróbować rozwikłać zagadkę morderstwa.
Aktorka, która była tam zawsze
Jednym z filarów sukcesu spektaklu jest Ewa Mitoń, odtwórczyni roli Heleny Marii Dąbek. Aktorka wystąpiła we wszystkich 1030 przedstawieniach, co w teatralnym świecie jest rzadkością.
– Jestem jedyna w zespole, która zagrała we wszystkich przedstawieniach… To się rzadko rzeczywiście zdarza – przyznaje.
Jej bohaterka przez lata stała się rozpoznawalna nie tylko na scenie.
Jak dodaje, zdarza się, że w codziennych sytuacjach słyszy: „Pani Helenko, mogę sobie zrobić z panią zdjęcie?”.
Każdy wieczór to nowa historia
Choć spektakl grany jest od dwóch dekad, nie ma mowy o rutynie. To właśnie widzowie nadają mu tempo i kierunek.
– To jest takie zdarzenie, które co wieczór jest inne – podkreśla aktorka. – Jest cały czas ta ciekawość, co się dzisiaj wydarzy, jak ten spektakl będzie przebiegał – dodaje Ewa Mitoń.
Interaktywna forma wymaga od aktorów nieustannej czujności. – Musimy być czujni, bo widzowie zadają nam pytania… często zdarza się nam coś nieprzewidywalnego – tłumaczy Mitoń.
Improwizacja i szybkie reakcje są tu kluczowe, a każda odpowiedź może wpłynąć na finał.
Widz jako detektyw
Publiczność nie jest biernym obserwatorem. To ona analizuje tropy, łączy fakty i ostatecznie decyduje, kto jest winny. Ten mechanizm sprawia, że spektakl żyje.
– Widzowie są częścią naszego przedstawienia… łączą ze sobą fakty zdarzeń, wyciągają wnioski – mówi aktorka. – Najważniejsze jest to, że mają bezpośredni wpływ na zakończenie – zaznacza.
Zaangażowanie widzów nie kończy się wraz z kurtyną. Wielu wraca, by zadać pytania, które przyszły im do głowy dopiero po spektaklu. – Przychodzą, bo nurtują ich pytania… chcą usłyszeć, jakie jest na nie wytłumaczenie – dodaje.
Radość, która nie gaśnie
Co sprawia, że po tylu latach aktorka wciąż z entuzjazmem wraca na scenę? Odpowiedź jest prosta: kontakt z widzem.
Nie brakuje też zaskakujących reakcji publiczności. Jedna z nich szczególnie zapadła jej w pamięć: – Pewien pan powiedział: „pani Dąbek, kocham panią”. Było to zaskakujące i bardzo miłe – wspomina.
Sukces wpisany w historię
„Szalone nożyczki” to nie tylko lokalny hit. Na świecie spektakl obejrzało ponad 13,5 miliona widzów, zdobył liczne nagrody i trafił do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłużej grana sztuka niemusicalowa.
Krakowska realizacja doskonale wpisuje się w tę tradycję. Przez 20 lat nie tylko utrzymała się w repertuarze, ale stała się jego wizytówką.
A dla Ewy Mitoń każdy kolejny wieczór wciąż jest świętem teatru.
– Ja zawsze z wielką radością oczekuję tego wieczoru – mówi. I właśnie ta radość sprawia, że „Szalone nożyczki” wciąż pozostają ostre jak brzytwa i świeże jak pierwszego dnia.