No, to chodźmy na tę Świętą Wojnę!
– Kibice muszą zobaczyć Cracovię walczącą i zdeterminowaną – grzmi Wojciech Stawowy. – Samą walką meczu się nie wygra. Potrzebne są jeszcze umiejętności piłkarskie – ripostuje Franciszek Smuda. Już jutro o 18 początek spotkania, które elektryzuje cały Kraków. O punkty, o prestiż, o prymat w mieście – Wielkie Derby Krakowa!
Jutrzejsi rywale przystąpią do nich w całkowicie odmiennych nastrojach. Przy Reymonta panuje spokój, jakiego mury stadionu im. Henryka Reymana nie zaznały od wielu, wielu miesięcy. Drużyna Franciszka Smudy jest największą pozytywną niespodzianką sezonu, w lidze nie znalazła jeszcze pogromcy, a łomot spuszczony przed tygodniem Piastowi Gliwice znacząco wpłynął na atmosferę w szatni.
Trudno się zatem dziwić, że każdy kibic Białej Gwiazdy wyjściową jedenastkę wyrecytowałby z pamięci obudzony w środku nocy. – Prawdopodobnie będzie to taki sam skład, jak w meczu z Piastem, ale różnie bywa. Ktoś może spaść z łóżka czy zjeść coś niedobrego i - odpukać - nie wystąpi – w swoim stylu barwnie tłumaczy Smuda.
– Nie ma co mieszać, nie będę kłamał. Gramy w otwarte karty. Na dziś taki mamy zespół, jestem z niego zadowolony i liczę, że mnie nie zawiedzie – dodaje. Były selekcjoner do długiej listy powodów do zadowolenia w tym tygodniu dopisał jeszcze jeden: żaden z jego podopiecznych nie narzeka na kontuzje. Jeśli dodać do tego niezłą postawę Donalda Guerriera, który wprowadził się do zespołu golem w debiucie, ławka rezerwowych Wisły przestaje wreszcie wywoływać uśmiech politowania.
– Zaangażowanie na treningu było w tym tygodniu olbrzymie. Przed derbami motywacja jest większa, ale samą walką nie wygra się meczu. Muszą być jeszcze umiejętności piłkarskie. A kto popełni więcej błędów, ten przegra – prognozuje trener Wisły, choć w sobotni wieczór smak Świętej Wojny poczuje po raz pierwszy.
Co nieco o atmosferze tych spotkań mógłby opowiedzieć mu młodszy kolega zza miedzy. Dla Wojciecha Stawowego będą to czwarte derby, jednak o ich bilansie pewnie wolałby nie pamiętać. Remis i dwie porażki sprawiają, że szkoleniowiec Pasów marzy o przełamaniu.
Łatwo jednak nie będzie, bo rzut oka w każdy kąt jego gabinetu wywołuje ból głowy. W miejscu, gdzie wisi tabela, widać siedem punktów w siedmiu meczach i dopiero 11. miejsce w ligowej stawce. Z terminarza krzyczą trzy porażki przedzielone jedynie szczęśliwym zwycięstwem w Lubinie. A wyjątkowo kwaśną wisienkę na tym niesmacznym torcie stanowi raport klubowych lekarzy.
– Na pewno nie będą mogli zagrać Krzysztof Nykiel, Rok Straus i oczywiście Edgar Bernhardt – wylicza Stawowy. – Szczególnie będzie nam brakowało tego ostatniego. Nie ukrywam, że jest on znaczącą siłą w ofensywie naszego zespołu, ale musimy sobie poradzić bez niego – narzeka. Pocieszeniem jest za to powrót do meczowej osiemnastki Krzysztofa Danielewicza i Marcina Kusia.
Szkoleniowiec przyznaje, że większość tygodnia poświęcił na poprawę błędów, jakie jego zespół popełnił w przegranym spotkaniu z Zawiszą. – Graliśmy za wolno, brakowało agresji i determinacji. Pracowaliśmy nad tym, aby podobna sytuacja w derbach się nie powtórzyła. Jutro zagramy przecież nie tylko o bardzo potrzebne nam punkty, ale i o prestiż. Dlatego kibice muszą zobaczyć Cracovię walczącą i zdeterminowaną – zaznacza.
Czy to wystarczy do odniesienia zwycięstwa? Według bukmacherów – raczej nie. Za każdą złotówkę postawioną na drużynę z ul. Kałuży płacą oni ok. 3 zł. Podobnie wyceniany jest remis, a stawiając na Białą Gwiazdę można co najwyżej podwoić kapitał.
Specyfika derbów powoduje jednak, że żadnego rozstrzygnięcia nie można być pewnym. Zwłaszcza, że spotkanie odbędzie się na terenie Cracovii. – Na papierze lepsza jest Wisła, z kolei atutem Cracovii będzie wypełniony po brzegi stadion. Sądzę, że wynik zakręci się wokół bramkowego remisu – uważa były trener Białej Gwiazdy, Kazimierz Moskal.
A jaki wynik padnie Waszym zdaniem? Zapraszamy do udziału w sondzie.