Brak zgody na chaos, nieprzemyślane podręczniki i przerzucanie dzieci ze szkoły do szkoły – to główny wydźwięk protestu „Rodzice na ulice!”, który odbył się w samo południe na Rynku Głównym. Przed Wieżą Ratuszową zebrali się nauczyciele, rodzice, uczniowie i wszyscy ci, którzy sprzeciwiają się reformie edukacji zaproponowanej przez rząd.
Pomysł na protest zrodził się podczas spotkania zorganizowanego przez Forum Rad Rodziców. Samo wydarzenie miało charakter pokojowy. Zgromadzeni mogli podpisać się w liście do parlamentarzystów i prezydenta Andrzeja Dudy oraz napisać co sądzą o „kłamstwach minister edukacji Anny Zalewskiej”. Jako symbol nieprawdy rozdawano też sztuczne długie nosy.
„Nie ma naszej zgody”
Jak mówili organizatorzy protestu, gimnazja w Polsce sprawdziły się, a proponowane zmiany dotkną zarówno rodziców i dzieci z dużego miasta, jak i z małych gmin wiejskich. Oprócz problemów organizacyjnych zwracano również uwagę na skrócenie edukacji uczniów o rok.
– Nie ma naszej zgody na chaos, bylejakość, na tymczasowe programy i nieprzemyślane podręczniki pisane na kolanie. Nie ma naszej zgody na kumulację roczników i traktowanie dzieci jak mebelki, przenoszone ze szkoły do szkoły. Nie ma naszej zgody na to, żeby skracać dzieciom naukę języków obcych i obowiązek szkolny – mówiła Marta Tatulińska z Forum Rad Rodziców.
W czasie protestu do mikrofonu mogli wypowiedzieć się wszyscy, którzy obawiają się o przyszłość uczniów. Swoje zaniepokojenie wyraziła jedna z nauczycielek gimnazjum, która obawia się również o swoją pracę. Zaznaczyła też, że duże zmiany dotkną także rodziców. – Albo dzieci będą przenoszone do innych szkół, albo zostaną i będą uczyć się na dwie zmiany. To oznacza, że dzieci będą kończyć lekcję np. o 19, co dyskwalifikuje je z zajęć dodatkowych takich jak np. języki – mówiła.
„Mówią, że są agresywni i to patologia”
Dodała również ze sporym zagrożeniem będzie uczęszczanie do jednej szkoły 7- latków i 15-latków, które np. mają dostęp do interentu nad którym nie ma kontroli. Zaznaczyła także swój sprzeciw wobec medialnego przekazu na temat uczniów gimnazjów. – Nasi uczniowie są świetni i kreatywni, trzeba umieć z nimi pracować. Teraz mówi się w telewizji, że moi uczniowie są agresywni, że to patologia. Zaprzeczam i dementuję. Oni są wspaniali – tłumaczyła nauczycielka.
Problemy z warunkami
Głos zabrała również mieszkanka wsi Pawlikowice koło Wieliczki, której dzieci chodzą do jedne z pobliskich szkół. Mówiła, że placówka nie posiada sali gimnastycznej, a boisko pamięta uczniów sprzed 40 lat.
– Teraz w tej szkole, gdzie dzieci dopiero od tego roku uczą się na jedną zmianę chce się wprowadzić jeszcze dwie dodatkowe klasy. To oznacza, że uczniowie będą chodzili na dwie lub trzy zmiany. Siódma i ósma klasa mają cztery godziny obowiązkowego WF, nie wiem gdzie będą ćwiczyć. To przecież duże dzieci, które potrzebują przestrzeni – twierdziła matka.