Tomasz Stańko i muzyczny hołd dla Wisławy Szymborskiej

Launch Party to bardzo ciekawy zwyczaj, który zwykle omija Polskę. Na szczęście, na tyle uznany artysta, jakim jest Tomasz Stańko, może pozwolić sobie na taki luksus, by prapremierę swojego nowego albumu przedstawić w ojczyźnie. Krakowski koncert poprzedzony był tylko jednym występem – dzień wcześniej kwartet zagrał w Monachium (co nie może dziwić, bo to właśnie stamtąd wywodzi się wytwórnia ECM, w której album „Wisława” się ukazał).

Ale zanim z głośników popłynęła muzyka, o literackie wprowadzenie pokusiła się Magda Umer, która przybliżyła widzom genezę powstawania albumu. Następnie na ekranie wyświetlony został krótki fragment wideo portretujący Wisławę Szymborską, a zaraz potem na scenę weszli artyści. Ekran został z niej zdjęty, i wielka szkoda, bo skoro wykonywane utwory inspirowane były dorobkiem polskiej noblistki, można było podczas koncertu wyświetlać jej fotografie i wiersze. Tak, jak można interpretować poezję, tak z jej pomocą łatwiej by było interpretować i odbierać muzykę. Widać Tomasz Stańko uznał, że jego twórczość obroni się sama.

Jazzu na żywo najlepiej słucha się, moim zdaniem, siedząc na drewnianym krześle w dusznym, zadymionym klubie (w tej materii krakowskie piwnice nie mają sobie równych). Tymczasem na miejsce koncertu kwartetu Tomasza Stańki wybrano krakowską operę, której nowoczesny wystrój nie komponował mi się z wykonywaną przez zespół muzyką. Wydaje się, że także i artyści długo nie mogli znaleźć sobie miejsca na scenie, o co jednak nie można mieć do nich pretensji – był to bowiem dopiero ich drugi występ w tym składzie. I tak, po początkowym okresie niekontrolowanego chaosu, w okolicach czwartego utworu, muzycy w końcu złapali właściwy rytm.

A gdy już wjechali na właściwe tory, pozostali na nich do samego końca wieczoru. Najjaśniejszymi momentami były pulsujące rytmem „Tutaj Here” oraz „Faces” z porywającą solówką perkusisty, Geralda Cleavera, a także melodyjne, melancholijne „April Story” i tytułowa „Wisława”, w których pierwsze skrzypce grał David Virelles, młody pianista o latynoskich korzeniach. Zwłaszcza ta ostatnia kompozycja, rozbudowana o wspaniałe improwizacje czwórki muzyków, wręcz chwytała za gardło. Wisienką na torcie okazała się zagrana na bis „Metafizyka”, będąca pośmiertnym hołdem złożonym Wisławie Szymborskiej przez Tomasza Stańkę.

Warto nadmienić, że Krakowskie Biuro Festiwalowe lubi rozpieszczać swoich widzów – autografy rozdawane po imprezach organizowanych przez KBF to już w Krakowie dobry zwyczaj. Po koncercie można było zakupić najnowszy album kwartetu Tomasza Stańki, który, w komplecie, przez dobrą godzinę rozdawał podpisy i pozował do zdjęć.

Łukasz Pytko
fot. Joanna Pilszyk