Jak często omijają nas tajemnice? Ile razy przeszliśmy koło kamienicy, nie dostrzegając nic oprócz brudnej fasady? Co kryją krakowskie mury? Niektóre z nich doskonale znacie. Na inne pewnie nigdy nie zwróciliście uwagi. Kryją się w nich historie, ludzie, przekleństwa, emocje, sentymenty. Warto zauważać szczegóły. Szczególnie w Krakowie.
CZYTAJ TEŻ: Pozostałe artykuły z cyklu "Kraków tkwi w szczegółach" >>
Nie ma chyba bardziej okazałego, bogato zdobionego wnętrza w całym Krakowie. Mało też budynków, które dzień w dzień mija tysiące ludzi z całego świata; w drodze z Dworca Głównego i w przeciwną stronę. Budzi podziw, ściąga wycieczki szkolne i fanów kultury wysokiej. Dumnie stoi między zielonymi plantami a gwarnymi ulicami ścisłego centrum. Kto by pomyślał, że kiedyś... nikt go nie chciał. Oto on – Teatr im. Juliusza Słowackiego.
Pomysłodawcą budowy teatru w 1872 roku był Walery Rzewuski, szanowany XIX-wieczny fotograf (był pierwszą osobą, która uwieczniła na zdjęciach Tatry) oraz znany radny miejski. Budowa rozpoczęła się jednak dopiero w 1891 roku. Po drodze rozegrała się zaś debata o lokalizacji (proponowano m.in. okolice Kleparza i Placu Biskupiego) oraz konkurs na projekt architektoniczny. Ten ostatni wygrał Jan Zawiejski. Wcześniej i później projektował on kilkadziesiąt budynków w Krakowie, m.in. kamienice przy ul. Wąskiej, Topolowej, Szlak ale też dzisiejszą siedzibę Szpitala im. Jana Pawła II. Uczestniczył również w przebudowie magistratu, czyli Pałacu Wielopolskich.
Zbudowany w stylu neobarokowym teatr zaczął formalnie działać dwa lata po wbiciu pierwszej łopaty w ziemię – 21 października 1893 roku. Co oznacza, że właśnie obchodzi 120 lecie istnienia. Budowa wiązała się jednak ze sporymi kłopotami. Obawiano się, że odgłosy pociągów dobiegające z Dworca Głównego mogą zagłuszać aktorów, ale najgorsze dopiero miało nadejść. Potencjalny budynek jeszcze zawczasu przeklął sam Jan Matejko. Zarzekł się, że jego noga nigdy tam nie postanie.
Co tak wzburzyło Matejkę, że złorzeczył nowej inwestycji? Poszło oczywiście o lokalizację. Tam, gdzie dziś stoi teatr, w przeszłości istniał kompleks budynków klasztornych. Choć od dawna nie służyły zakonnikom św. Ducha, były dosyć ważne dla mieszkańców. W środku znajdował się areszt i drobne punkty usługowe. Także specjaliści z Komisji Ochrony Zabytków Przeszłości bojkotowali nowe plany zagospodarowania. A radni miejscy mówili jasno – teatr powstanie na terenie zburzonych budynków.
Matejko był tak zagorzałym przeciwnikiem, że chciał nawet wykupić część zabudowań, byle ich nie wyburzono. Miasto jednak nie przyjęło jego oferty. Wtedy malarz wpadł w szał, zrezygnował z tytułu honorowego obywatela Krakowa, zarzekł się, że nigdy nie wystawi już żadnego swojego obrazu w granicach miejskich i przeklął miejsce budowy. W oficjalnym liście protestacyjnym dodał też życzenie „aby kiedyś zastali (pomysłodawcy – przyp. red.) Chrystusa Pana miłosierniejszym niż oni okazali się względem murów starego Krakowa”.
Rada Miasta okazała się być nieugięta. Rozpoczęto budowę, a po Krakowie wciąż dało się słyszeć plotki o niepowodzeniach przy stawianiu murów teatru. Dziś krąży legenda o tym, że sam Zawiejski miał nawet odgryźć się ciekawskiemu przechodniowi i na pytanie: „Czy tu się wali?” odpowiedzieć niezbyt uprzejmym: „Wali, ale w mordę!”. Wzorowany na paryskiej operze teatr jednak wybudowano, a na fasadzie umieszczono sześć symbolicznych postaci. Po jednej stronie przedstawiają Operetkę, Operę i Muzykę, a po drugiej Dramat, Komedię i Poezję.
Klątwa Matejki chyba w końcu zadziałała, bo teatr borykał się z różnorakimi kłopotami technicznymi. Na przykład umieszczony nad widownią ogromny żyrandol przerażał publiczność i nikt nie chciał pod nim siadać. Ostatecznie udało się jednak przekonać krakowian do nowej inwestycji. W murach teatru bywały takie legendy, jak Stanisław Wyspiański, Helena Modrzejewska czy Stanisław Witkacy. Dziś jest uznawany za jeden z najważniejszych zabytków i obiektów kultury.
fot. Jacek Smoter/lovekrakow.pl