Etiuda&Anima 2013

Jubileuszowa, XX edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Etiuda&Anima dobiegła końca. Nasi wysłannicy byli nie tylko na Gali Finałowej, na której ogłoszono zwycięzców tegorocznej edycji, ale też oglądali wręczenie Specjalnego Złotego Dinozaura dla najczęściej nagradzanej szkoły w ciągu dwudziestu lat trwania festiwalu i brali udział w dyskusji ze znanymi aktorami, którzy swego czasu występowali w studenckich etiudach.

Etiuda studencka przestała być krótkim filmem, w którym występują nieznane twarze rozpoczynające przygodę z aktorstwem. Początkujący reżyserzy marzą o zwerbowaniu do swojej pracy doświadczonych, znanych aktorów, i – jak się okazuje – marzenia te się spełniają.

Romans z aktorem

W ramach 20. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Etiuda&Anima gościliśmy w ubiegły wtorek znakomitych polskich aktorów, którzy wystąpili w etiudach realizowanych przez studentów. Segda, Dziędziel, Wardejn czy Lidne-Lubaszenko to aktorzy znani i cenieni. Dlaczego zgadzają się na udział w etiudzie?

Jeżeli student wymyśla sobie wymarzoną obsadę i ja jestem w tych marzeniach, to jest to dla mnie zachwycające. Jak ja mam nie odpowiedzieć na to jego marzenie? Dla mnie to wyróżnienie – mówi Dorota Segda, która w etiudzie „Tylko dla obłąkanych” wystąpiła u boku Roberta Więckiewicza. Reżyserka Agnieszka Smoczyńska wspomniała natomiast współpracę z Linde-Lubaszenko: – Pan Edward przyszedł na plan punktualnie, a słyszałam, że znani aktorzy nie zawsze traktują studentów serio. Wszyscy się trzęśliśmy ze strachu, ale było cudownie.  Aktor dodał, że nigdy nie odmawia kobietom, czego świadectwem są jego cztery małżeństwa.

Jak wygląda praca przy etiudzie? Nie ma cateringu, własnej garderoby, aktorzy muszą radzić sobie w warunkach mocno studenckich. – Przypominam sobie takie wielkie wiadro z łazankami, które przygotowała w domu producentka. Jeszcze gorący, owinięty kocem przywiozła na plan. Fantastyczny moment – wspomina Arkadiusz Jakubik. – Człowiek młodnieje wtedy – dodaje Marian Dziędziel.

Budżet filmu studenckiego waha się od czterech do dwudziestu tysięcy złotych, a dzień zdjęciowy filmu fabularnego kosztuje nawet sto tysięcy. Jak zatem udaje się nakręcić film z udziałem znanych aktorów za tak niewielkie pieniądze? – Nie zdarzyło mi się, by aktor odmówił z powodu kwestii finansowych. To nigdy nie było problemem – wyznaje Smoczyńska. Budżet jej filmu „Kapelusz” wynosił osiem tysięcy złotych.

Występowanie doświadczonych aktorów w etiudach studenckich pozwala na obustronną naukę. Reżyser rzucony na głęboką wodę chłonie doświadczenie starszych kolegów, ale czy aktor może nauczyć się czegoś od studenta? – Nauczyłem się sposobu myślenia – mówi Linde-Lubaszenko. – Młodzi mają świeże spojrzenie, nie skażone rutyną, widzą nas inaczej. Człowiek choćby żył sto lat, zawsze nauczy się czegoś nowego.

Podczas wtorkowego seansu Zdzisław Wardejn etiudę ze swoim udziałem („Człowiek Magnes”, 2001) zobaczył po raz pierwszy. – Wrona przysłał mi ten film, ale przecież nie będę go w domu oglądał. Przyjechałem tu specjalnie, by go zobaczyć. Dziękuję wszystkim, którzy zorganizowali ten festiwal.

Filmówka z dinozaurem

Podczas festiwalu wręczono także nagrodę specjalną. Jubileuszowego Specjalnego Złotego Dinozaura  otrzymała Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna w Łodzi. Statuetkę dla najczęściej nagradzanej szkoły w ciągu dwudziestu lat trwania festiwalu Etiuda&Anima odebrał prorektor Michał Staszczak.

–  Etiuda to bardzo trudne pole dla reżysera – w kilkunastu minutach trzeba zawrzeć treść, sens i wartość artystyczną – mówił rektor Łódzkiej „filmówki”. Rocznie szkoła i jej uczniowie produkują aż 21 godzin czasu antenowego filmów (jak podkreślił rektor – przy „średnim” budżecie).

Zaprezentowano cztery łódzkie filmy nagrodzone na festiwalu w poprzednich latach: „Na końcu świata” – surowy portret autystycznego, wiejskiego robotnika; „Spotkanie” – historię dwóch kobiet, których losy krzyżują się na castingu; „Moje miejsce” – niesamowity obraz życia młodego chłopaka z małego miasteczka, który chce wyrwać się do wielkiej Warszawy, oraz „Sowę” – opowieść o ośmioletniej dziewczynce, która w czasie rodzinnych wakacji musi zmierzyć się dorosłymi problemami.

Gdy muzyka przeplata się z filmem

Przy komplecie publiczności, złożonej głównie z młodych entuzjastów nietuzinkowego kina, wręczono w czwartek nagrody laureatom jubileuszowego, 20. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Etiuda&Anima.

Jak na galę zamknięcia przystało, także i ta rozpoczęła się co prawda z lekkim poślizgiem, ale za to od mocnego akcentu – swoje umiejętności muzyczne zaprezentowała jazzowa kapela. Występy na żywo doskonale sprawdzają się na tego typu imprezach. Gdy nadszedł czas na główny punkt wieczoru – nagrodzenie twórców zwycięskich produkcji – na scenę wkroczył Dyrektor Artystyczny Festiwalu, Bogusław Zmudziński wraz ze swoją świtą. Nie krył satysfakcji z wysokiego poziomu prezentowanych podczas festiwalu filmów, co chyba nikogo dziwić nie powinno. W konkursach w ramach Etiuda&Anima rywalizowało w tym roku dziewięćdziesiąt animacji oraz etiud z całego świata.

Statuetki Dinozaurów oraz Jabberwocky powędrowały w ręce szczęśliwych laureatów oraz przedstawicieli tych, którzy na galę przybyć nie mogli. Gromkie brawa zebrały zwłaszcza podziękowania wypowiedziane łamaną polszczyzną przez jednego ze zwycięzców. Na sali, poza sporą rzeszą młodzieży, dostrzec można było znanych i cenionych twórców, którzy na festiwalu wystąpili w roli gości specjalnych.

Po zakończeniu oficjalnej części gali, zebrana na sali widownia miała okazję obejrzeć filmy wyróżnione w konkursach Etiuda oraz Anima. Trwający trzy godziny maraton stanowił nie lada gratkę dla miłośników dobrego kina, a w szczególności dla tych, których z różnych powodów ominęły wcześniejsze projekcje. Począwszy od wzruszającej „Huśtawki trumniarza”, a skończywszy na nagrodzonym przez publiczność „Króliku i jeleniu”, wyświetlane filmy potwierdziły wysoką klasę festiwalu.

Ewa Eustachiewicz, Kamil Klamut