„Niech władze zobaczą, że jest nas dużo” [Rozmowa]
Czy Kraków to przyjazne miasto dla rowerzystów? Jak połączyć pasję z biznesem rowerowym? Czy władze naszego miasta powinny brać przykład z Londynu i Nowego Jorku, aby zachęcić mieszkańców do korzystania z rowerów? Na te pytania w rozmowie z LoveKraków.pl odpowiada Małgorzata Radkiewicz, współzałożycielka Krakowskiego Stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto, właścicielka butiku rowerowego Bike Belle oraz założycielka stylowego fanpage'a "Rowerzystka Miejska".
Magda Falińska, LoveKraków.pl: Jak zaczęła się pani przygoda z rowerem, z pasją do podróży?
Małgorzata Radkiewicz: Na rowerze jeżdżę od dziecka, moim pierwszym jednośladem był klasyczny Reksio, na którym jazdy uczył mnie tata metodą „na patyk”. Dojeżdżałam na rowerze do szkoły. Był to dla mnie zawsze naturalny środek transportu, chociaż przechodziłam też przez etap sportowej fascynacji „góralem”, którego używałam w zastępstwie zajęć fitness. Moja historia z jazdą po Krakowie naturalnie łączy się z momentem podjęcia studiów – to było ponad 10 lat temu. Swój pierwszy studencki rower kupiłam, by zaoszczędzić na biletach okresowych. Inwestycja zwróciła się w całości już po trzech miesiącach. Mniej więcej wtedy zaczęły wchodzić do Polski pierwsze takie linie lotnicze (czy jest na sali ktoś, kto pamięta Sky Europe albo Centralwings?), dzięki którym po raz pierwszy dotarłam do Amsterdamu, którego rowerowa atmosfera zupełnie mnie porwała.
Wiem, że dużo pani podróżuje. Można zwiedzić świat na rowerze?
Chyba nie jestem najbardziej odpowiednią osobą do udzielenia odpowiedzi na to pytanie, gdyż krajem, który najlepiej zwiedziłam na rowerze jest... Polska. Kiedy jadę za granicę rzadko poruszam się rowerem na dłuższych trasach, skupiam się na używaniu roweru w mieście, dzięki temu również udało mi się przetestować naprawdę wiele systemów publicznych wypożyczalni rowerowych.
No właśnie, a czy miała pani okazję wypróbować wypożyczalnie otwarte w Krakowie? Wiele osób skarży się, że rowery są źle wykonane i niewygodne.
Niestety nie miałam jeszcze okazji, byłabym jednak ostrożna z narzekaniem. Cieszę się, że wypożyczalni wreszcie udało się wystartować i życzę jej jak najlepiej. Korzystałam z rowerów o tej samej geometrii w kilku miastach europejskich i faktycznie nie są to najwygodniejsze rowery, na jakich przyszło mi jeździć, ale pamiętajmy, że one muszą być przede wszystkim mocne i odporne na uszkodzenia oraz że nie służą do całodziennej jazdy, ale do krótkich dojazdów.
A jak ocenia pani stan ścieżek rowerowych?
Jest takie mądre powiedzenie, że jeśli będzie się czekać na zrobienie czegoś do chwili, kiedy się będzie na to gotowym, to nigdy się tego nie zrobi. Z rowerami w Krakowie i Polsce jest podobnie. Często słyszę zarzuty pod adresem zarządzających warszawskim systemem Veturilo, że uruchomili go bez wcześniejszej budowy dróg rowerowych, że postawili wszystko na głowie. Zupełnie się z tym nie zgadzam.
Czyli warto czasami zaryzykować?
Myślę, że tak. Zwłaszcza, że z rowerów ludzie korzystają coraz częściej i chętniej.
Można więc stwierdzić, że Kraków jest przystosowany do potrzeb rowerzystów?
Uważam, że jest dla rowerzystów dość przyjazny. Co prawda, nadal musimy trochę kombinować, jak przejechać przez miasto bezpiecznie (np. wybierając boczne drogi), ale to jest niewielkie ustępstwo, drobna przeszkoda na drodze do lepszego rowerowego miasta.
Jak możemy stworzyć to lepsze rowerowe miasto?
Najważniejsze to wsiąść na rower – już teraz, nie w bliżej nieokreślonej idealnej przyszłości – i być widzianym (nie mylić z „widocznym”). Niech władze zobaczą, że jest nas dużo i trzeba się liczyć z naszymi potrzebami.
To prawda, jednak władze często nie liczą się z potrzebami mieszkańców. Czy są miasta, które mogą stanowić wzór dla Krakowa?
Tak, dlatego przede wszystkim należy poprawić postawę władz. Z zazdrością patrzę na władze Paryża, Nowego Jorku czy Londynu, które z rowerzystami się liczą i starają się promować ruch rowerowy w mieście, bo rozumieją, że to opłaca się wszystkim.
Opłaca się wszystkim?
Więcej rowerów w mieście to bezpieczniejsze ulice, mniejsze korki, czystsze powietrze i ogromne oszczędności, czego dowiodło już wiele badań naukowych. Gdyby nasze władze dotrzymywały obietnic i przeznaczały sensowną część budżetu na inwestycje w infrastrukturę dla dwóch kółek, Kraków byłby bezpieczniejszym, zdrowszym i bardziej przyjaznym miastem.
Czyli rower w mieście to idealne rozwiązanie?
Zdecydowanie jest to najbardziej logiczny wybór w większości przypadków. Odliczając indywidualne uwarunkowania, jak niepełnosprawność ruchowa, ogromna większość osób znacznie zyskuje, kiedy zmienia samochód na rower. Przede wszystkim jest zdrowiej – regularna aktywność (niekoniecznie wysiłek!) poprawia stan zdrowia i samopoczucie. Jest też taniej, bo przecież roweru nie musimy tankować, ubezpieczać i wydawać fortunę na części. Jest w końcu często po prostu szybciej i wygodniej – nie stoimy w korkach, nie szukamy miejsc parkingowych, rowerem możemy dojechać od drzwi do drzwi.
Zgadzam się, jednak mimo to wiele osób wciąż ma obawy co do poruszania się rowerem po mieście. Jak można zachęcić niezdecydowanych?
Przede wszystkim polecam poradniki dla początkujących tworzone przez stowarzyszenia rowerzystów, jak Kraków Miastem Rowerów. Z nich można dowiedzieć się, jak najłatwiej i najwygodniej poruszać się po mieście, jakie trasy wybierać, czego unikać i jakie rozwiązania stosować. Warto też po prostu zapoznać się z kodeksem ruchu drogowego, ale o tym nie powinnam nawet mówić, to powinno być oczywiste. Natomiast niezdecydowani powinni zacząć metodą małych kroczków: wybrać piękny, letni dzień na dojazd rowerem do pracy. Dać sobie czas na ten dojazd. Cieszyć się jazdą boczną, spokojną drogą, zachwycić się czymś po drodze. Potem spróbować raz jeszcze, starając się wybrać alternatywną trasę na powrót do domu, kiedy zazwyczaj mamy więcej czasu. W weekend pojechać rowerem do kina, w sobotę wybrać się z sakwami na zakupy. Nie ma potrzeby rzucać się na głęboką wodę. Jeśli będziemy włączali rower w swoje życie metodą małych kroczków, wkrótce stanie się on tak oczywistym jego elementem jak język.
Jaki rower jest najlepszy do miejskiej jazdy?
To bardzo zależy od stylu życia, charakteru i potrzeb użytkownika. Osobiście preferuję holenderki, na których można jechać w pozycji całkowicie wyprostowanej, niekoniecznie gnając na łeb, na szyję. Cenię sobie damską ramę i przerzutki oraz wygodne siodełko, nigdzie nie ruszam się też bez torby rowerowej, która mieści mojego laptopa i format A4. Ale znam też osoby, które doskonale czują się w mieście na szybkich kolarzówkach czy ostrych kołach albo zwykłych „góralach”, które pomagają im uporać się z nierównościami w nawierzchni. Jest to więc sprawa zupełnie indywidualna.
Miłość do rowerów spowodowała, że otworzyła pani sklep?
Miłość do rowerów sprawiła, że pojawił się pomysł, ale już samo otwarcie było wynikiem wielu czynników. Znalazłam dobrą, wtedy zupełnie jeszcze pustą niszę, którą postanowiłam zapełnić. Szukałam po prostu w pewnym momencie akcesoriów do własnego roweru i nie mogłam znaleźć nic, co by mi odpowiadało. Okazało się później, że w podobnej sytuacji do mojej jest wiele innych osób na całym świecie. Cieszę się, że dzięki Bike Belle mogę pomóc im wygodnie i sympatycznie jeździć na dwóch kółkach.
Jakie gadżety rowerowe cieszą się największym zainteresowaniem w butiku przy ul. Dietla 45?
Naszym bestsellerem są koszyki z ozdobnymi wkładkami i przeciwdeszczowymi osłonami, popularne są też torby rowerowe i rozmaite dzwonki. Hitem – tak wśród klientów, jak i w mediach, polskich i zagranicznych – jest nasza kolekcja akcesoriów inspirowanych ciastami i deserami – Bike Bake Luv. Zobaczyć nasze akcesoria w „Der Tagesspiegel” to było coś, teraz czekamy na „Vogue”!
A pani ile ma rowerów? Czy jest ulubiony, z którym wiąże się na przykład jakaś anegdota z podróży?
W tej chwili w stałym użyciu mam ich pięć, w „poczekalni” (remoncie) jeszcze trzy. Moim ulubionym jest retro rower typu holenderskiego „Glorie”, który kupiłam kilka lat temu od handlarza używanymi jednośladami. To jeden z najładniejszych rowerów, jakie widziałam, miałam na nim mnóstwo przygód i niespodzianek, a dodatkowo ten rower przyczynił się do rozpoczęcia udanego związku między dwojgiem moich znajomych. Oni już wiedzą, o kogo chodzi (śmiech).