Szczęśliwy remis na początek meczowego maratonu Wisły

Trzeci bezbramkowy remis zanotowała Wisła Kraków w wiosennych meczach T-Mobile Ekstraklasy. Jednak o ile te z GKS-em Bełchatów i Podbeskidziem uznano pod Wawelem za porażki, rezultat uzyskany w Gdańsku należy przyjąć z pokorą. Z przebiegu gry o wiele lepszym zespołem była bowiem Lechia.

Tomasz Kulawik w drodze powrotnej znad Bałtyku powinien zaordynować przystanek w Częstochowie. W wielkanocny poniedziałek Opatrzność najwyraźniej czuwała nad wiślakami, za co należą jej się gorące podziękowania. Szkoleniowiec Białej Gwiazdy przez znaczną część spotkania mógł się czuć jak legendarny ks. Augustyn Kordecki, dowodzący obroną Jasnej Góry przed szwedzkim potopem. I tak jak on przetrwał oblężenie, co powinno się rozpatrywać w kategorii cudu.

Na temat jakości gry wiślaków nie ma sensu dłużej się rozwodzić. Poza kilkoma przebłyskami sprawiali wrażenie, jakby na PGE Arenę w ogóle nie dojechali, wysyłając w zastępstwie przebranych w meczowe stroje przypadkowych przechodniów. Możliwości zawodników Kulawika przekraczało nie tylko skonstruowanie akcji opartej na wymianie czterech celnych podań. Długimi fragmentami problemy sprawiało im nawet skuteczne przeszkadzanie lechistom. Sergei Pareiko nie mógł w związku z tym ani na moment stracić czujności i w kilku sytuacjach uratował swój zespół po błędach kolegów.

Osobną kwestią jest, że forsowanie nawet najsłabszej defensywy zawodnikami pokroju Pawła Buzały i Mateusza Machaja, przypomina próby zdobycia czołgu przy pomocy kamieni. Oczywiście jest możliwe, że dowódca wozu otrzyma bolesny cios kiedy akurat nieopatrznie wychyli głowę przez właz, ale prawdopodobieństwo takiego zdarzenia balansuje w granicach błędu statystycznego. Z braku innych rozwiązań gdańszczanie musieli próbować pokonać Pareikę z wykorzystaniem wspomnianego duetu, co z góry skazane było na niepowodzenie.

Wiślacy rozpoczęli więc kwietniowy maraton meczów od fatalnej gry i szczęśliwego remisu. Do końca miesiąca na boisko wybiegną jeszcze cztery razy w lidze i dwukrotnie w półfinale Puchary Polski. "To dla nas najważniejszy okres. Możemy wszystko wygrać, albo wszystko przegrać" - powiedział dla oficjalnej strony klubu Kew Jaliens. Jeśli wiślakom nie uda się szybko wrócić do dyspozycji sprzed przerwy na mecze reprezentacji, do pierwszej opcji raczej nie powinni się przymierzać.


Lechia Gdańsk - Wisła Kraków 0:0

Lechia: Buchalik - Deleu, Janicki, Bieniuk, Brożek - Ricardinho (86 Kacprzycki), Surma, Pietrowski, Machaj (80 Duda), Buzała - Wiśniewski

Wisła: Pareiko - Jovanović, Głowacki, Chavez, Jaliens - Małecki, Sobolewski, Wilk, Kosowski (63 Sarki), Garguła (86 Chrapek) - Boguski (63 Genkov)

Sędziował: M. Borski (Warszawa)
Żółte kartki: Pietrowski, Deleu - Sobolewski