Legia ogrywa Wisłę w atmosferze skandalu. Przeprosiny Siejewicza
"Złodzieje! Złodzieje!" grzmiał stadion im. Henryka Reymana, gdy pięciu sędziów meczu Wisła Kraków - Legia Warszawa opuszczało murawę. Warszawianie po golach Dwaliszwilego i Jędrzejczyka wywożą z Krakowa pierwsze od 16 lat zwycięstwo, ale jego okoliczności budzą ogromne kontrowersje. Honorowego gola dla Wisły zdobył Daniel Sikorski.
- Po obejrzeniu zapisu video sytuacji, w której zespół gości zdobył bramkę, jako szef zespołu sędziowskiego z przykrością stwierdzam, że popełniłem błąd. Wypada mi tylko przeprosić zespół Wisły - tak brzmiało krótkie oświadczenie Huberta Siejewicza, wygłoszone w obecności dziennikarzy. Chodzi o gola Wladimera Dwaliszwilego i zagranie poprzedzające zdobytą bramkę. Artur Jędrzejczyk podał piłkę do Gruzina, gdy ta już przekroczyła linię końcową boiska. Siejewicz winę wziął na siebie, choć błąd (błąd?!) popełnił jego asystent Sebastian Jarzębak, pełniący rolę sędziego bramkowego. Rozpisywać się na ten temat nie ma sensu. Wystarczy zapis kamery Canal+:
Nie będziemy gdybać, o czym myślał Jarzębak przyglądając się piłce z odległości około metra. Nie dowiemy się także, jak zakończyłby się mecz, gdyby nie jego decyzja. Owszem, kilka minut później legioniści poprawili na 2:0 golem zdobytym, zgodnie z przepisami, przez Jędrzejczyka. Jednak kontaktowa bramka Daniela Sikorskiego (pierwsza od 23 miesięcy!) uruchomiła lawinę komentarzy i domysłów.
Wiślacy zagrali bowiem jedno z lepszych spotkań w rundzie, a być może i w całym sezonie. Choć u bukmacherów zakład na ich zwycięstwo nie cieszył się pewnie popularnością, byli blisko sprawienia niespodzianki. Potrafili niemal zupełnie zneutralizować pewnie zmierzającą po tytuł Legię, a sami kilka razy napędzili Kuciakowi sporo strachu. Oczywiście, pretensje mogą mieć także do siebie. Wystarczyłoby, żeby Rafał Boguski wykorzystał chociaż jedną z trzech doskonałych okazji, jakie stworzyli mu koledzy. W końcówce piłkę do siatki skierować powinni także Patryk Małecki i Gordan Bunoza. Skandalicznego sędziowania pominąć jednak nie sposób, a kontrowersji było więcej.
Kilkadziesiąt sekund przed trafieniem Sikorskiego, we własnym polu karnym ręką zagrał Tomasz Jodłowiec. Siejewicz sytuację widział doskonale, ale na wapno nie wskazał. - Obejrzałem tę sytuację raz i nie ma o czym rozmawiać. Nie ma żadnej intencji w tym zagraniu. Zawodnik został nabity z dwóch metrów - tłumaczył arbiter z Białegostoku. Historia piłki nożnej pamięta jednak wiele przypadków, w których "jedenastki" dyktowane były w mniej oczywistych okolicznościach.
Ligowy klasyk przywróci dyskusje na temat sensu wprowadzania dodatkowych arbitrów. Wydaje się, że ten eksperyment zawodzi na całej linii. Warto przypomnieć, że kilka tygodni temu, w spotkaniu Wisły z Podbeskidziem, sędzia bramkowy przekonał Marcina Borskiego do zmiany decyzji i nie podyktowania rzutu karnego po ewidentnym faulu na Rafale Boguskim. Został za to zawieszony przez Kolegium Sędziów. Dłuższy odpoczynek czeka też zapewne Jarzębaka. Niestety, punktów Białej Gwieździe nikt nie odda, a prestiżowe zwycięstwo w Krakowie zostało po raz pierwszy od 17 maja 1997 zaksięgowano Legii.
Wisła Kraków - Legia Warszawa 1:2 (0:2)
Sikorski 88'- Dwaliszwili 12', Jędrzejczyk 16'
Wisła: Pareiko - Burliga, Głowacki (46' Chrapek), Chavez, Bunoza - Wilk, Sobolewski - Małecki, Garguła, Kosowski (77' Sikorski) - Boguski (64' Sarki)
Legia: Kuciak - Jędrzejczyk, Jodłowiec, Choto (59' Żewłakow), Wawrzyniak - Łukasik (84' Furman), Vrdoljak - Radović, Ljuboja, Kosecki (72' Kucharczyk) - Dwaliszwili
Sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok)
Żółte kartki: Głowacki, Burliga, Pareiko - Vrdoljak, Jędrzejczyk, Kosecki, Kuciak
Widzów: 24 655