Narty bez śniegu? Jednak można [Rozmowa]
Bartek Sibiga i Marcin Pośpiech to dwoje narciarzy uprawiających freeskiing, czyli ekwilibrystyczne ewolucje na nartach. Minionej zimy, kiedy trudno było o dogodne warunki do uprawiania narciarstwa w Polsce, postanowili poszukać śniegu w Europie. Przejechali 20 tysięcy kilometrów w 80 dni, odwiedzili wiele krajów i nagrali film, który już niebawem będzie można obejrzeć w krakowskim Kinie Kijów.
Rafał Worobiec, LoveKraków.pl: Jakie kraje odwiedziliście podczas waszej podróży?
Bartek Sibiga, współautor filmu: Byliśmy we Włoszech, Francji, Austrii, Słowenii, a także w Polsce. Podróż zaczęliśmy od Zamościa – jednego z niewielu miast, w którym w tamtym okresie był śnieg. Część filmu powstała także w Katowicach.
Skąd wziął się pomysł na nakręcenie filmu?
Mimo tego, że jestem zawodnikiem reprezentacji Polski, nie dostałem dofinansowania na start w zawodach Pucharu Świata w USA, kwalifikujących na igrzyska olimpijskie. Trzeba było zrobić coś, aby aktywnie dokończyć sezon, a warunki nie dopisywały. Powstał pomysł nakręcenia filmu. Także po to, aby uświadomić ludziom, że taka dyscyplina sportu istnieje, zwrócić uwagę ośrodków i zachęcić je do budowy snowparków.
No właśnie, snowparki. Jak wygląda sytuacja infrastrukturalna w kwestii uprawiania freeskiingu w Polsce?
Pod tym względem Polska jest bardzo do tyłu. Nie ma co porównywać jej do takich krajów jak Stany Zjednoczone czy Austria, gdzie niezwykła popularność tej dyscypliny przyczynia się także do rozwoju infrastruktury. Nawet w stosunku do Czechów, naszych sąsiadów, mamy duże braki. Wiem jednak, że chociażby dzięki naszemu filmowi, odbiór się zmienia. Naszym projektem zainteresowały się duże stacje telewizyjne. Cieszy mnie to.
Porozmawiajmy o produkcji. Jak dużą inwestycją było wyprodukowanie takiego filmu?
Powiem tak: chyba w żadnym kraju na świecie, oprócz Polski, nie udałoby się tego wyprodukować tak niskim kosztem. Tak naprawdę płaciliśmy tylko za benzynę i w niektórych miejscach za nocleg. W większości przypadków spaliśmy u znajomych, natomiast ośrodki chętnie udostępniały nam karnety, bo dla nich to też fajna promocja. Na całość wydaliśmy około 20 tysięcy złotych, a przecież przez 80 dni przejechaliśmy pół Europy.
Koszty się zwróciły czy dopłaciliście do tego filmu z własnej kieszeni?
Mimo pomocy sponsorów, którym jestem bardzo wdzięczny za wsparcie, bilans końcowy wyszedł na minus. Musieliśmy trochę dołożyć do filmu, ale jak mówię, naprawdę nie były to duże koszty.
Co można zobaczyć w waszym filmie?
Myślę, że takiego dokumentu jeszcze nie było. Oprócz tego, co najważniejsze, czyli jazdy, skakania i tricków, będą też niesamowite zdjęcia. Nasz operator złapał piękne widoki. Będzie można zobaczyć freeskiing w nietypowych sceneriach: skoki przez trybuny stadionu czy nad pociągiem. Oczywiście nie zabraknie scen z podróży. Ten dokument to cała historia naszej długiej wyprawy.
Premiera filmu „A short story about the bad winter” odbędzie się w Kinie Kijów 10 października o godz. 19:30. Bilet wstępu na seans kosztuje 15 złotych. Film zrealizowany w ramach Crew Movie Project zostanie pokazany także w Warszawie, Katowicach i Wrocławiu.