Paulina Pawlak: Miałyśmy wspaniały zespół, ale coś nie zaiskrzyło

Paulina Pawlak była jedną z tych zawodniczek, którym po końcowej syrenie ostatniego finałowego spotkania z CCC łzy same napływały do oczu. Kapitan Wisły jeszcze kilkadziesiąt minut później rozmawiała z dziennikarzami drżącym głosem: - Bierzemy pełną odpowiedzialność za to, co się stało. Każda z nas jest winna.

Rozgrywająca Wisły z trudem panowała nad emocjami, ale nie starała się szukać wymówek i tanich usprawiedliwień. - Jeszcze w połowie sezonu wierzyłyśmy, że mamy szansę na zrealizowanie celów, jakie przed nami postawiono. Niestety, nie udało się. Bierzemy pełną odpowiedzialność za to, co się stało. Każda z nas jest winna - stwierdziła. - Na wyciąganie wniosków przyjdzie czas. Nie mnie oceniać, gdzie został popełniony błąd. Mamy pełną świadomość, że ten sezon nie wyglądał tak, jak powinien.

Wskazała jednak kilka problemów, które w końcowym rozrachunku mocno przyczyniły się do serii rozczarowań. - Od początku miałyśmy problemy. Najpierw z dotarciem zawodniczek z WNBA, później z kontuzjami. Ja walczyłam z urazem kręgosłupa, Justyna Żurowska i Cristina Ouvina z kostkami. Te absencje w trakcie całego sezonu zawsze raniły drużynę - narzekała. Zdradziła też, że wiele razy brakowało zdrowych zawodniczek, by na treningu rozegrać gierkę 5 na 5. - To detale, które wpływają na obraz zespołu i jego formę. Miałyśmy wspaniały skład, ale gdzieś to nie zaiskrzyło.

O nowym sezonie kapitan nie chciała rozmawiać. Przypomniała, że jej kontrakt zakończył się wraz z ostatnim meczem. - Z klubem nie rozpoczęłam jeszcze żadnych rozmów i nie wiem jakie są jego plany. Jestem bardzo związana z Wisłą, dlatego tak mocno to wszystko przeżywam. Bardzo mi się tutaj podoba, ale nie wiem jak potoczą się moje losy - zakończyła.