Ponad miesiąc lokatorzy czekają na powrót do swoich mieszkań
Ponad miesiąc temu w jednym z budynków przy ul. Łepkowskiego doszło do wybuchu, w wyniku którego śmierć poniosła jedna osoba. Lokatorzy z tej samej klatki schodowej musieli się wynieść. Do tej pory śpią u znajomych i rodziny. Przedstawiciele spółdzielni mieszkaniowej zapewniają, że robią wszystko, co w ich mocy, by jak najszybciej tę sytuację zmienić. – To, że ten budynek można naprawić, to całe szczęście i jest to najmniejsze zło – przekonuje przedstawiciel wspólnoty.
Do radnej Małgorzaty Jantos zwrócili się poszkodowani mieszkańcy z Prądnika, którzy nie mogą się doczekać zakończenia remontu. A jest co odnawiać, ponieważ wybuch poważnie uszkodził okna, jedną ścianę, balkon i windę. Zdaniem mieszkańców, naprawy ciągną się za długo z powodu tego, że robotnicy pracują jedynie do godziny 14 i jest ich niewielu na placu budowy, bo – jak mówią lokatorzy – dwóch czy trzech.
– Najistotniejsze jest jednak to, że mieszkańcy nadal przebywają u rodzin i znajomych. Nie wiedzą, kiedy będą mogli wrócić do swoich mieszkań, ponieważ informacje podawane przez zarząd spółdzielni są sprzeczne – mówi radna Jantos. – Zbliża się zima, a ci ludzie szukają pomocy i wsparcia – dodaje wiceprzewodnicząca rady miasta. Ponadto, po zmarłym lokatorze pozostał kontener z rzeczami, choć znajduje się tam, według relacji mieszkańców, m.in. zepsute jedzenie.
– Przedstawiciele spółdzielni chcieli się ze mną spotkać i wytłumaczyć wszystko, ale to nie chodzi o to, abym to ja wiedziała, tylko żeby się spotkali z tymi osobamii i im to wyjaśnili, bo do tej pory byli osiągalni w godzinach pracy tych ludzi – twierdzi Małgorzata Jantos.
Nie wolni tylko skrupulatni?
Wiceprezes zarządu ds. technicznych Leszek Stolarz tłumaczy się tym, że to procedury zajmują tyle czasu. – Remont nie trwa długo – to pierwsza rzecz – przekonuje Stolarz. – Jest wiele dokumentów, decyzji. Nadzór budowlany wydał zakaz użytkowania części budynku i teraz trzeba przywrócić go do stanu użytkowania. To wymaga czasu. Trzeba wybrać firmy, które dokonają realizacji – wyjaśnia przedstawiciel Spółdzielni „Prądnik Czerwony”.
– Okna są wymieniane od 11 października, a prace konstrukcyjne rozpoczęły się dziewięć dni później – informuje Leszek Stolarz. Jednak padają zarzuty, że to wolne tempo. – Robimy to skrupulatnie, nadzór budowlany nam pomaga, bo po takim wybuchu – i to nie mówię gazu, bo trwają jeszcze ustalenia – budynek powinien być wysiedlony. Wszystko idzie zgodnie z procedurami – odpiera zarzuty Stolarz i dodaje, że do takich spraw trzeba podejść „odpowiedzialnie”.
Niestety dla mieszkańców, wiceprezes nie jest w stanie podać daty, kiedy lokatorzy będą mogli się wprowadzić. – Ostatecznego terminu nie ma, gaz trzeba wynieść na klatkę schodową, przeprowadzić remont konstrukcyjny. Nie można się spieszyć, bo mamy do czynienia z bezpieczeństwem ludzi – mówi Stolarz.
Zapytaliśmy przedstawiciela Spółdzielni „Prądnik Czerwony” również o to, czy mieszkańcy mają jakieś wparcie od wspólnoty mieszkaniowej, ponieważ, jak relacjonuje radna Jantos, niektórzy już mają dość mieszkania z rodziną. – Prowadzimy rozmowy z instytucjami krakowskimi o możliwości wynajęcia pokoi po niższych cenach. Robimy dużo. A co do kontenera, to trwają sprawy spadkowe i do momentu, aż to nie zostanie rozstrzygnięte, będzie tam stał – kończy wiceprezes.
Miasto pomoże
Tuż po wypadku miasto wydało komunikat, że służy pomocą. – Zaoferowaliśmy mieszkania zastępcze, a Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej zasiłki. Tylko jedna osoba skorzystała z tej pomocy. Natomiast jeśli ktoś już nie może mieszkać u rodziny, jest mu niewygodnie, to wystarczy, że da nam znać i zorganizujemy takiej osobie mieszkanie lub innego rodzaju pomoc – mówi Filip Szatanik z Urzędu Miasta Krakowa.
Post Scriptum
Około godziny 16 grupa mieszkańców spotkała się z przedstawicielami spółdzielni. Niestety, o dialogu mowy nie było. Mieszkańcy przekrzykiwali się nawzajem z wiceprezesem zarządu. Dopiero mediacje wiceprzewodniczącej Jantos pozwoliły na chwilę normalnej wymiany informacji.