Mój własny dom cz. 1: wyruszamy na poszukiwania nowego lokum

Mam na imię Filip. Mieszkam w Krakowie już kilkanaście lat, ukończyłem tu studia na Politechnice, mimo tego cały czas zajmowałem się dziennikarstwem. Wszystko co lokalne, było mi bliskie, interesowała mnie inżynieria miejska, rynek pracy, rynek nieruchomości. Niedawno otworzył się w moim życiu nowy rozdział, zmieniłem branżę (pracuję teraz jako inżynier sprzedaży zewnętrznej), postanowiłem więc wreszcie zrealizować z narzeczoną nasze wspólne marzenie - o moim własnym rodzinnym domu.

Przez cały czas blisko śledziłem ten temat, porównywałem doświadczenia starszych znajomych, którzy wcześniej zdecydowali się “iść na swoje”. Znam wiele par, które po wyczekanym ślubie podejmowały decyzję o kredycie i kupnie własnych 50 metrów kwadratowych. Zostałem poproszony o podzielenie się moimi doświadczeniami, moją opinią z Czytelnikami lovekrakow.pl. Zapraszam do lektury pierwszej części krótkiej serii, o tym jak - z perspektywy pasjonata tematu - szukałem własnego lokum.

Lubię wygodne rozwiązania, więc zacząłem od poszukiwań gotowego mieszkania. Ceny gotowych lub odnowionych mieszkań w dobrym standardzie, nowoczesnych i odpowiadających potrzebom małej, młodej rodziny wahają się w granicach 300 - 400 tysięcy złotych za metraż ok. 40 metrów kwadratowych. Ewentualne prywatne miejsce parkingowe w rozsądnej cenie uznałem za mocną zaletę

Niemal natychmiast jednak naszły mnie pewne wątpliwości - odkąd mieszkam w Krakowie jestem lokatorem bloku i miewałem już najróżniejsze przygody. Uciążliwi sąsiedzi, którzy albo remontują, albo imprezują, nieodpowiedzialny administrator budynku, który nie dba o instalacje, wieczna dziura w funduszu remontowym. Przypomniał mi się reflektor samochodu zbity przez dzieciaki z osiedla. Przecież za parę lat te dzieciaki będą się bawić na tym samym placu zabaw, co mój syn czy córka. Czy naprawdę warto zadłużać się na 400 000 złotych, by trafić na osiedle, które znam tylko z rekomendacji znajomych? Cała sytuacja przestała napawać mnie optymizmem.


ABAKON Kraków na Facebooku

ul. Królewska 57, Kraków

4 piętro (tzw. niski budynek BIPROSTALU)

Tel.: 509-347-486
www.abakon.com


Zacząłem szukać alternatywnych rozwiązań. Przypomnieli mi się przyjaciele z poprzedniej firmy: małżeństwo Marysi i Krzysztofa, którzy rok czy dwa temu wybudowali piękny, rodzinny dom niedaleko Chrzanowa. Sześć przestronnych pokoi, garaż, użytkowe poddasze. Niemal natychmiast odpłynąłem. Pomyślałem o moim rodzinnym domu, w małej spokojnej wiosce niedaleko Tarnowa. Przypomniał mi się zapach koszonej trawy, bieganie po podwórku za dzieciaka, ta duma, kiedy pierwszy raz zaparkowałem samodzielnie samochód w przydomowym garażu. No i te letnie noce spędzane na poddaszu domu w wakacje z moją pierwszą dziewczyną. Musiałem zapytać sam siebie: czy to już najwyższy czas, by zacząć pisać dalszy ciąg tej historii? Co mam dać mojej przyszłej żonie, dzieciom, jeśli nie prawdziwy, solidny, własny dom? Innymi słowy: oszalałem na punkcie domu.

Przedstawię więc wam szybką kalkulację kosztów, którą wykonałem. Weźmy pod uwagę wygodny jednorodzinny dom, 110 metrów kwadratowych powinno nas zadowalać. Średnia cena metra kwadratowego niedużej działki na przykład w powiecie wielickim to około 170 złotych za metr, szacuję więc, że na działkę wydam 120 000 złotych. Teraz papierologia. Wspominałem, że jestem wygodnicki, planuję więc kupno gotowego projektu domu. Oprócz tego trochę zamieszania i kosztów z załatwieniem w powiecie pozwolenia na budowę. Będę potrzebował dokumentacji warunków zabudowy i zagospodarowania terenu, warunków przyłączenia mediów, mapy sytuacyjno-wyjściowej i kilku innych papierów. Łączy koszt jaki mogę ponieść to około 8 tysięcy złotych. Przyznam, że na etapie papierologicznym przydałaby mi się jakaś pomoc. Chciałbym postawić dom “pod klucz”, tj. wykończony w każdym detalu łącznie z wnętrzem i chcę, aby zrobiła to jedna firma, tak abym tracił jak najmniej czasu na załatwienia. Budowa pod gotowy projekt powinna się zamknąć w 450 tysiącach złotych, czyli mój dom w całości to wydatek 600 tysięcy złotych.

To jest jednak duża kwota. Przyznam, że z każdą dodawaną sumą moje marzenie coraz bardziej się oddalało. Nie jestem typem, który łatwo się poddaje, nie potrafiłem jednak sam odpowiedzieć, gdzie znaleźć oszczędności. To nie może być prawda, że potrzebuję aż 600 000 złotych.

Umówiłem się z Krzyśkiem i Marysią na weekend, koniecznie zależało mi, żeby wpaść do nich na obiad i popytać o szczegóły. Dom zbudowali na skromnej działce pod miasteczkiem, parter z poddaszem plus garaż. Krzysiek od razu z dumą zaprezentował swoje męskie osiągnięcie życia - oprowadzał mnie po domu i obejściu, po kolei opowiadając o każdym fragmencie, każdym etapie budowy. Budynek wyglądał imponująco, od fundamentu po dachówkę. Najbardziej jednak efektowną wiadomość Krzysiek zostawił na koniec swojej prezentacji, kiedy obchodziliśmy budynek: “A to wszystko razem z działką za 400 tysięcy złotych.” Otworzyłem szerzej oczy. “Po pół roku od rozpoczęcia budowli mogliśmy się wprowadzać.”

“Trzymajcie mnie!” pomyślałem. Czy mogłem się aż tak pomylić w obliczeniach? Przecież nie brałem pod uwagę budowy dębowej willi w centrum Warszawy! 400 tysięcy to cena mieszkania na Bronowicach. Postanowiłem podejść Krzyśka. “No tak” mówię, “ale nie bałeś się budować domu ze styropianu?” Krzysiek parsknął śmiechem i oparł rękę o ścianę swojego domu. “To keramzyt, przyjacielu.” Słyszałem oczywiście o tym materiale, keramzyt to lekkie kruszywo wypalane z glinianych kulek w wysokiej temperaturze. Specjaliści chwalą ten materiał ze względu na dobrą izolację ciepła i niepalność. Oblany wodą blok keramzytu prawie w ogóle nie nasiąka w przeciwieństwie do cegły czy silikatów, dzięki czemu jest odporny na pleśń i grzyby. “Jest jak kołderka dla domu, lekki i suchy.” Krzysiek pęczniał z dumy jak gliniana kulka w piecu. Dodał jeszcze, że ściany z keramzytu nie muszą “odstać” kilku miesięcy po postawieniu, tak jak tradycyjne tynki. Można je od razu malować albo nakładać tapetę. Dlatego młode małżeństwo mogło się wprowadzić już po pół roku od rozpoczęcia budowy.

Maria przyniosła nam po filiżance kawy, a ja nie mogłem uwierzyć, że śledząc małopolski rynek budowlany przeoczyłem keramzytową ofertę. Zapytałem Krzyśka skąd wytrzasnął taką firmę. Ten zniknął na moment, po czym przyniósł elegancki wizytownik i zaczął w nim szperać. Po chwili wręczył mi gustowną wizytówkę firmy ABAKON i rozsiadł się w fotelu ze swoją lavazzą. “Robią na Śląsku domy z keramzytu od 10 lat i cała moja śląska rodzina budowała się u nich. Mam pełne zaufanie.” Krzysiek miał minę człowieka, który zna wyniki najbliższego losowania totolotka. “Odezwij się, pracuje tam mój znajomy. Możesz powiedzieć, że polecił ich Krzyś.”

Spędziłem u nich jeszcze kilka godzin, próbując rozmawiać o starych studenckich czasach i planach na przyszłość. Przyznam jednak, że temat nie schodził mi z głowy, wszystko wydawało mi się zbyt proste, zbyt szybkie. Nie pozostało mi już nic innego jak wykorzystać swoją dziennikarską dociekliwość i spotkać się z keramzytowym specjalistą z ABAKON.

Dalszy ciąg mojej historii w kolejnej części artykułu. Opowiem wam krok po kroku jak realizowałem swoje marzenie o własnym domu, jakie poniosłem koszty, co musiałem wiedzieć i kto przyszedł mi z pomocą. Do zobaczenia.