Nowy mural w centrum Krakowa przyciąga wzrok. „To metafora wspólnoty” [ZDJĘCIA]
– Pomysł narodził się u księdza Piotra i Konrada. To oni jako pierwsi marzyli o czymś kolorowym na ścianie Duszpasterstwa Akademickiego – mówi Sylwia Niemczyk, autorka muralu.
Studentka przyznaje, że koncepcja stworzenia malunku pojawiła się jesienią 2024 roku, gdy dołączyła do wspólnoty DA. W rozmowie z duszpasterzami wspomniała, że studiuje malarstwo na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej i że jednym z przedmiotów w nadchodzącym semestrze będzie „malarstwo w architekturze”, obejmujące naukę o muralach. Wtedy padło pytanie: „A może to właśnie Ty chciałabyś się tym zająć – od projektu po wykonanie?”. Sylwia wspomina, że dostała pełną swobodę twórczą. Jedynym założeniem było to, by mural był kolorowy i przedstawiał ludzi – jako metaforę wspólnoty.
Podkreśla, że celem nie było stworzenie dzieła religijnego czy promującego Kościół. Mural ma przede wszystkim przyciągać estetyką, wywoływać uśmiech i dopiero potem wzbudzać zainteresowanie działalnością DA. Przedstawia on ludzi o różnych talentach, historiach i powołaniach, którzy, jak przyznaje muralistka, mimo różnic – tworzą razem coś pięknego.
Symbol młodych
Dla artystki ważne było także, aby nie używać jednoznacznych symboli kościelnych. Chciała, by każdy mógł odczytać mural na swój sposób i odnaleźć w nim siebie. Zwróciła też uwagę na detale – odsłonięte ramiona czy kolana postaci miały symbolizować młodych, normalnych ludzi jako część Kościoła. Było to dla niej osobistym odkryciem, które pomogło przełamać stereotypy o instytucji konserwatywnej i zamkniętej.
Prace nad muralem trwały przez cały czerwiec. Maj był deszczowy, a w lipcu Sylwia wyjeżdżała do rodzinnego Bielska-Białej. Przyznała, że stworzenie muralu było ogromnym wyzwaniem – od momentu projektowania, przez przeskalowanie rysunku na ścianę, aż po sam proces malowania. Najpierw przygotowała szkic ołówkiem, później grafikę cyfrową, ale musiała ograniczyć liczbę kolorów – z uwagi na trudność ich użycia na dużej ścianie o wymiarach 7,5 x7 metrów.
Styl muralu musiał być uproszczony. Dominują więc płaskie plamy barwne bez cieni i przejść tonalnych. W ciągu miesiąca Sylwia nie tylko pracowała nad muralem, ale równocześnie zdawała egzaminy na uczelni. Każdego dnia przyjeżdżała do DA, by malować od rana. Wieczorami, po zmroku, wracała, by odbijać kolejne fragmenty projektu za pomocą rzutnika.
Wspomina, że pomogli jej księża Piotr i Konrad [duszpasterze akademiccy – przyp. red.] – zarówno organizacyjnie, jak i fizycznie, często dosłownie podając farby i pędzle, czy malując fragmenty. Pomagali też inni członkowie wspólnoty. – Jestem bardzo wdzięczna każdemu, kto choć trochę dołożył się do tego dzieła – podsumowuje.