Pasażer o sytuacji po incydencie w Balicach: „Moment zdarzenia nie wywołał paniki”
Spokojne lądowanie, a potem chaos
Pasażer opowiedział nam, że sam moment zdarzenia nie wywołał paniki na pokładzie.
– Samolot kończył pas i wszedł w zakręt, uczucie było podobne do poślizgu samochodu na zakręcie – wspominał. Jak dodał, co było przyczyną, ustalą odpowiednie służby.
Długie oczekiwanie w autobusach
Większe emocje wzbudziło to, co działo się później. – Wyszliśmy sprawnie z samolotu i zostaliśmy przewiezieni autobusami. Wraz z małymi dziećmi, które wylatywały z Turcji już o piątej rano, staliśmy w dusznych autokarach niemal 40 minut na płycie lotniska – relacjonował.
Podkreślił, że sytuacja była szczególnie trudna dla rodzin z dziećmi i osób starszych, które nie miały możliwości swobodnego opuszczenia pojazdu.
Czekanie w zamkniętej strefie
Jak relacjonował pasażer, następnie cała grupa została umieszczona w zamkniętej przestrzeni w rejonie bramek 17 i 18. – Nawet funkcjonariusze Straży Granicznej nie wiedzieli, co się dzieje. Nie informowano nas, na co czekamy – mówił.
Dodał, że w hali znajdował się jedynie automat z napojami gazowanymi, a automat z kawą był zepsuty. – O wodę poprosiliśmy dopiero po jakimś czasie, dopiero wtedy została rozdana – powiedział.
Kwestionariusze dla pasażerów
Po około pół godzinie pasażerowie usłyszeli komunikat, że będą musieli wypełnić kwestionariusze potrzebne w postępowaniu wyjaśniającym.
Dodał, że wymagano ich wypełnienia nawet dla małych dzieci. – Formularz zawierał tylko dane osobowe, numer bagażu, adres i telefon – przecież te informacje były dostępne w rezerwacji biletów – zaznaczył.
Krytyka organizacji
Według pasażera organizacja całego procesu była niewystarczająca. – Nikt nad niczym nie panował, atmosfera gęstniała z każdą minutą. Czy naprawdę tak trudno przygotować wcześniej odpowiednią liczbę kopii? – pytał w rozmowie z naszą redakcją.
W jego ocenie szczególnie brakowało priorytetowego potraktowania rodzin z niemowlętami i osób starszych.
Refleksja po incydencie
Pasażer podsumował swoją relację mocnymi słowami. – Procedury zawiodły w każdym aspekcie. Jeśli w tak błahej sytuacji było tak chaotycznie, co by było, gdyby doszło do prawdziwej tragedii? – zapytał.
Imię i nazwisko autora relacji są znane redakcji LoveKraków.pl.