Kard. Ryś o decyzji, która „przygniata do ziemi”: Pomyślałem, że jestem wariatem

– Pomyślałem, że jestem skończonym wariatem – przyznał kard. Grzegorz Ryś przed ingresem w Krakowie.

Kardynał Grzegorz Ryś nie próbował ukrywać emocji. Podczas spotkania z dziennikarzami w Krakowie mówił wprost o lęku, ciężarze decyzji i poczuciu, że zgoda na objęcie archidiecezji krakowskiej była aktem niemal szaleńczej odwagi.

Klęknąłem przy trumnie św. Stanisława i pomyślałem, że jestem skończonym wariatem. Że się na to zgodziłem – wspominał dzień po ogłoszeniu nominacji. Jak podkreślał, nie była to decyzja łatwa ani oczywista, lecz taka, która „przygniata do ziemi” odpowiedzialnością.

Kard. Grzegorz Ryś
Kard. Grzegorz Ryś
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Ingres to nie spektakl

Ks. dr Stanisław Mieszczak, sercanin, który odpowiada ze przygotowania liturgii ingresu, przybliżył jej znaczenie, wyraźnie dystansując się od jego uroczystej, reprezentacyjnej oprawy.

Ingres nie jest żadnym spektaklem ani teatrem. To wydarzenie religijne. To odpowiedź Kościoła na to, co daje Pan Bóg
Ks. dr Stanisław Mieszczak, SCJ, liturgista

Kluczowy moment ingresu – jak zaznaczył zakonnik – stanowi zajęcie katedry, czyli miejsca nauczania biskupa. – Katedra nie jest tronem. Jest miejscem głoszenia słowa i odpowiedzialności – mówił, tłumacząc sens gestu leżenia krzyżem jako oddania posługi Kościołowi, a nie przejęcia władzy.

Duchowny odniósł się również do bogatej symboliki krakowskiego ingresu, w tym użycia historycznych insygniów i średniowiecznego racjonału. – To nie jest tradycja, którą trzyma się w szafie, żeby pokryła się kurzem. To tradycja żywa – zaznaczył. Zabytkowe przedmioty liturgiczne mają podkreślić ciągłość wiary, a nie muzealny charakter Kościoła.

Po prawej ks. dr Stanisław Mieszczak SCJ
Po prawej ks. dr Stanisław Mieszczak SCJ
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Decyzja, która „przygniata do ziemi”

Osobisty ton powrócił, gdy kard. Ryś mówił o chwili przyjęcia nominacji. Modlitwa przy grobach papieża Franciszka i św. Stanisława stała się momentem konfrontacji z własnym strachem.

– W Kościele zawsze jest jeden ostateczny krok – Jezusowy. Ale Jezus pozwala zachować osobowość – podkreślał, wskazując, że „wariacka” decyzja nie oznacza rezygnacji z własnego stylu, lecz zgodę na drogę, która wymaga zaufania.

Zapytany o archidiecezję krakowską, unikał gotowych ocen. – Jestem z tego Kościoła. Daję sobie kilka miesięcy, żeby go naprawdę poznać – mówił, zapowiadając styl posługi oparty na słuchaniu, a nie szybkich decyzjach.

Kard. Grzegorz Ryś
Kard. Grzegorz Ryś
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Jak podkreślał kardynał Ryś, Kościół ma być znakiem jedności, blisko ludzi, bez lęku i uproszczeń.

Zapytaliśmy ks. kardynała o to, za czym będzie tęsknił z czasów kościoła łódzkiego. – Będzie brakowało mi dynamiki działania – przyznał ze szczerością. 

Ingres do katedry na Wawelu, zaplanowany na sobotę 20 grudnia, ma być – jak zaznaczył – nie zwieńczeniem, lecz początkiem drogi. – Najpierw chcę się spotkać. Poznać. Słuchać – mówił. Nawet jeśli, jak sam przyznał, decyzja o Krakowie na chwilę kazała mu pomyśleć, że jest „skończonym wariatem”.