Tysiące przebranych biegaczy w centrum. Czym tym razem zaskoczyli?
Coraz wyższa frekwencja
Zainteresowanie startem w jednym z nielicznych tego typu wydarzeń na świecie było bardzo duże. Nie można było się zapisać w biurze zawodów, choć w porównaniu z 2024 rokiem limit startujących zwiększono z 3 do 3,5 tys.
Dwa lata temu bieg miał 2,3 tys. uczestników. Zwiększenie ich liczby w poprzednim i tym roku było możliwe dzięki ponownemu zlokalizowaniu startu i mety na Rynku Głównym (przeniesienie z Małego Rynku).
21. Krakowski Bieg Sylwestrowy. Zdjęcia
Zawodnicy i zawodniczki mieli do wyboru dwa dystanse: „Smoczą Piątkę” (5 km) i „Radosną Dziesiątkę” (10 km), poprowadzone ścisłym centrum miasta i bulwarami Wisły. Biegi należało ukończyć w 90 minut.
Trasy rozdzielały się w dwóch miejscach. Na końcu deptaka ulicy Bernardyńskiej uczestnicy „Smoczej Piątki” (brak limitu wieku) skręcali lekko w prawo (przy murach Wawelu, w kierunku Smoka), a „Radosnej Dziesiątki” (18 lat, wyjątkowo 16) skręcali lekko w lewo na ścieżkę rowerową. Przy Barbakanie uczestnicy krótszego dystansu skręcili w prawo do mety (przez Bramę Floriańską), a dłuższego biegli prosto na drugie okrążenie.
Czas ważny dla nielicznych
Prowadzona była klasyfikacja generalna kobiet i mężczyzn. Na podium biegu na 5 km znaleźli się Adam Czerwiński, Andrzej Kowalczyk i Bartosz Janas, a na dwukrotnie dłuższym dystansie czołowe miejsca zajęli Radosław Kłeczek, Adrian Wieciech i Bartosz Zając.
Zdecydowana większość biegaczy nie przyszła na Rynek Główny, by walczyć o rekordy. Wielu z uczestników więcej czasu poświęciło na przygotowanie stroju niż na szlifowanie formy fizycznej. To zostało nagrodzone podziwem kibiców na trasie, a także jury.
Każdy, kto wcześniej zgłosił swoje przebranie, walczył o nagrody w czterech kategoriach:
- najlepiej przebrany zespół
- najlepiej przebrana para
- najlepsze przebranie indywidualne
- najlepiej przebrane dziecko/nastolatek
Podwójnie dobra zabawa
Dochód z Krakowskiego Biegu Sylwestrowego po raz dziewiąty zostanie przekazany na rzecz Fundacji Wspierania Kardiochirurgii Dziecięcej Schola Cordis prof. Janusza Skalskiego.
– Chyba nie ma lepszej zabawy, każdy z uczestników dokłada swoją cząstkę do tego, byśmy mogli lepiej leczyć. Kupujemy narzędzia z wolnej ręki – możemy negocjować z firmami najlepszą możliwą cenę, by leczyć jak w Anglii, USA czy Francji. To znacznie bogatsze kraje, a w niektórych dziedzinach mamy lepsze wyniki – mówił rok temu prof. Skalski.