Tak wygląda arcyjakość. Tego pączka nie można sobie odmówić
Tłusty Czwartek to w Arcymonce czas próby. Rzemieślnicze pączki, najlepsze składniki i produkcja liczona w tysiącach – bez kompromisów.
Arcymonka. Tu pączek jest arcysprawą
Dla wielu piekarni Tłusty Czwartek to kulminacyjny punkt roku. W Arcymonce – wypieki wszelakie i Piekarnia i Cukiernia przygotowania do tego dnia zaczynają się na długo przed pierwszym zamówieniem. Jak mówi Główny Piekarz Maciej Grzesiak, to proces wymagający czasu, cierpliwości i perfekcyjnej organizacji.
Co w ofercie na Tłusty Czwartek?
W tym roku Arcymonka stawia na sprawdzone smaki i własnoręcznie przygotowywane nadzienia. W ofercie pojawią się trzy klasyczne rodzaje pączków:
– różano-malinowy,
– czekoladowy,
– pistacjowy,
a także mini pączki malinowo-pistacjowe.
Największym hitem niezmiennie pozostaje pączek różano-malinowy. – To nasz numer jeden. Robimy ich najwięcej i rozchodzą się najszybciej – przyznaje Główny Piekarz.
Przepis zaczyna się od jakości
Dobry pączek nie bierze się z przypadku. W Arcymonce wszystko zaczyna się od rozczynu: mleka, drożdży i mąki, które muszą spokojnie wyrosnąć. Dopiero potem powstaje ciasto właściwe z żółtkami, całymi jajami, masłem, cukrem, cukrem waniliowym, solą, mąką krupczatką, startą skórką z pomarańczy i odrobiną spirytusu, który – jak tłumaczy piekarz – zapobiega nadmiernemu chłonięciu tłuszczu podczas smażenia.
– Stawiamy na najwyższą jakość i najlepsze składniki, jakie mamy – mówi Główny Piekarz.
Te słowa potwierdza właściciel piekarni Mateusz Baszczyński, który podkreśla, że Arcymonka współpracuje z lokalnymi dostawcami i nie korzysta z gotowych mieszanek. – Nie używamy sztucznych gotowców. Wszystko robimy sami. Mąka jest z PZZ Kraków, mleko z małych mleczarni. Patriotycznie – dodaje.
Jak powstaje pączek?
Proces produkcji trwa wiele godzin. Ciasto po wyrobieniu musi odpocząć, następnie dzielone jest na równe porcje, z których każda ma dokładnie określoną wagę. Kolejny etap to garownia, a potem smażenie – około pięciu minut w temperaturze 162 stopni. Dopiero wtedy pączki są nadziewane i dekorowane: cukrem pudrem, czekoladą, pistacją, płatkami migdałów czy skórką pomarańczową.
Tysiące pączków w jeden dzień
Na sam Tłusty Czwartek Arcymonka produkuje od 8 do 10 tysięcy pączków. Prace zaczynają się już dzień wcześniej wieczorem. – Produkcja pączka nie trwa pół godziny. To długi proces, który wymaga precyzji i dobrej współpracy całego zespołu – zaznacza Główny Piekarz.
I właśnie ludzie są – zdaniem właściciela – największą siłą tego miejsca. Wielu pracowników jest z Arcymonką od samego początku. – To oni tworzą to miejsce i przekazują energię oraz miłość do produktu – mówi Właściciel.
Dlaczego Arcymonka?
Piekarnia działa już pięć lat, a jej nazwa ma niejedno znaczenie. – Skupiliśmy się na arcyprodukcie: arcy mące, arcy maśle, arcy śmietanie – tłumaczy właściciel, dodając z uśmiechem, że klienci i tak nazywają ich czasem „Ancymonkami”.
Tradycja, która nie przemija
Zainteresowanie pączkami z roku na rok rośnie. Jak zauważają właściciele, Tłusty Czwartek to święto, które w Polsce wciąż ma wyjątkową rangę. – Można nie obchodzić innych świąt, ale Tłusty Czwartek? Jeden pączek musi być – słyszymy w Arcymonce.
I właśnie ten jeden pączek – dopracowany w każdym detalu – sprawia, że w Tłusty Czwartek przed piekarnią ustawiają się kolejki. Bo tu pączek naprawdę jest „arcy”.